odkrywam siebie

witajcie. Dawno tu w myśli odsiewni nie pisałam. To wspomnienie napisałam chyba we wrześniu. A dopiero teraz wrzucam, bo nie chciało mi się z komórki tego przerzucać. W ogóle to mam zamiar niedługo skończyć tą myśl odsiewnie i zacząć pisać co innego o Bellatriks. Jednak puki co muszę skończyć również Riddle’a, bo jest to trudnie zadanie, a czasu zawiele nie mam. Pozatym jeszcze to naprawdę trudno rozstawać mi się ze wspomnieniami Bellatriks. Nie mam jednak pomysłu na nowe. Te miały przedstawiać prawdziwą Lestrangę, taką, jaką przedstawiła Rowling. Ja tylko ją sobie wykreowałam.

Odkrywam siebie.

Wciążi w wciąż na nowo myślałam, że jestem niedoceniona. Nieto, że bym zadużo od kogoś czegoś wymagała, ale niestety tak jest. Odczuwam nieutuloną tęsknotę
i pragnienie bliskości drugiej osoby. Wiem, że mam męża, ale ja nie onim myślę. Chcę mieć u swego boku voldemorta. Uważam, że tylko on jest mnie wart.
Tylko ten człowiek jest wstanie zaspokoić wszystkie moje nieugaszone pragnienia i tęsknoty. Tak, bo ja uważam, że on jest człowiekiem. Innym, odmiennym
od wszystkich, ale jednak w moim mniemaniu jest ludzki. Wielu śmierciożerców zaprzecza temu, ale ja zawszę będę obstawać przy swoim. Kiedyś mistrz powiedział
pewne słowa, które zraniły mnie boleśnie i wwierciły mi się głęboko w pamięć. Mówił, że miłość to nic nieznaczący detal. Wykrusza człowieka i przez nią
dana jednostka robi się słaba, podatna na krzywdy. Nigdy nie poznałem istoty tego uczucia i nie mam ochoty jej zgłębiać’

poczułam się wtedy naprawdę źle, bo zrozumiałam, że lord nie potrafi kochać. Ta cecha jednak nie jest przejawem ludzkości. I cóż ja mogę począć? Może on
teraz też rani mnie tylko, że ja tego nie dostrzegam? Zabardzo jestem odużona jego bliskością. Teraz też odczuwam pewny rodzaj ekstazy po spotkaniu z nim.

Znów dzisiaj wydawał nam rozkazy. Miałam pozbawić życia pewną mugolską rodzinę. Dla mnie to drobiazk. Nigdy nie nawidziłam mugoli. Myśli w mojej głowie
pędzą jak szalone. Dobrze, że jestem teraz sama, bo chyba nie umiałabym zapanować nad nimi za pomocą magii. Mój mąż poszedł na jakąś misję. Dobrze, bo
przynajmniej mam trochę czasu dla siebie. Ten askaban to był najgorszy moment mojego życia. Czuję, że coś mi w nim umknęło. Teraz jednak mam czas, aby
to nadrobić. Czuję, że czarny pan jest niespokojny. Ciągle myśli o potterze. Bardzo chciałabym przysłużyć mu się jakoś i zabić tego dzieciaka. Oh, czasami
wyobrażam sobie, że dokonałam tego wspaniałego mordu. Ciekawe co zrobił by w takiej sytuacji mistrz.

Xxxx…

Znowu weszła w wir swych wspomnień. Nie lubiła ich przeglądać, ale teraz natrafiła na bardzo prywatne i osobiste wspomnienie. Ten wieczór, w którym to wydażenie
miało miejsce zapadł jej głęboko w pamięci. Zawsze gdy go rozpamiętywała czuła miły i podniecający dreszcz na plecach. Dzisiaj jednak miałabyć tylko obserwatorem.

Leżała na łóżku z zamkniętymi oczyma wsłuchując się w odgłosy domu i w swój spokojny i wyruwnany oddech. W jej myślach ciągle był jej pan i władca. Człowiek,
któremu jest bezwzględnie oddana. Bellatriks czuła się wpełni kobietą. Ta kobiecość aż od niej emanowała. Potrzebowała jednak kogoś kto trochę ją poskromi.
Gorąca, burzliwa i czysta krew zawładnęła nią bez reszty. W tej chwili nie mogła odpędzić się od nieczystych i natrętnych myśli, które kołatały się w jej
głowie. Niewidzialne dla innych obrazy, które sobie tworzyła w myślach przesuwały się przed oczami niczym film.

Nie mogła zasnąć chodź bardzo prubowała. Chciała teraz nie myśleć, ale wizje i tak uparcie wwiercały jej się w wyobraźnie. Wyobrażała sobie nagiego i porządającego
ją voldemorta. Na sam widok takiego obrazu chociażby nawet w wyobraźni krew zaczynała szybciej krążyć i na sercu było cieplej. Jednak stwierdziła, że ze
spokojnego snu nic nie będzie. Teraz w jej głowie zaczęły kołatać się myśli na temat tego jak mogłaby kochać się ze swoim panem. Często myślała o tym jakie
pozycje i pieszczoty mogą podniecać lorda. Chciała być kobietą, która da mu tę roskosz. Chciałaby sprawić, aby przyjemne prądy uniesienia porwały jej mistrza
w świat, który byłby dostępny tylko dla nich obojga. Nie kontrolowała teraz swoich poczynań. Prawa ręka samoistnie zsunęła się na nabrzmiałą już kobiecość.
Bellatriks głośno jęknęła odchylając głowę w tył. Nagle jednak jak wszystko szybko zaczęła tak i zaraz skończyła. Wstydziła się sama przed sobą poznawać
swojego ciała i odkrywać w nim najbardziej czułych swer. Uwarzała, że takim zachowaniem bruka swoją osobowość. Ale z drugiej strony odbierała to wszystko
trochę inaczej. Była taka niezaspokojona. Czasami wyobraźnia podsuwała jej obraz jak rzuca się na lorda i zamyka go w uścisku swoich ramion, całuje namiętnie
w usta i daje to wszystko co kobieta dać może.

Ale czarnego pana teraz z nią nie było. Nigdy w takich chwilach gdy najbardziej go potrzebowała jego przy niej nie było. Ona zawsze się zjawiała na jego
zawołanie, na każde skinienie. Jest, była i będzie jego służebnicą do końca swoich dni. Nikt nie rozumiał jej sfery oddania dla tej osoby. On umiał sprawić,
aby każdy go słuchał. Tylko nieliczni zapamiętywali jego słowa i brali je głęboko do serca tam, gdzie dostęp mają tylko oni. Takim człowiekiem była bellatriks.
Postanowiła jednak zgłębić swoje prywatne tajemnice. Teraz było jej już wszystko jedno. Zatoczyła palcem prawej ręki kółko wokół swojego sutka, zobaczyła
jak pierś robi się nabrzmiała. Zadrżała. Później nastąpił akt najprzyjemniejszy, po którym osiągnęła minimalne spełnienie. Sama ze sobą nie mogła dążyć
do całkowitej roskoszy. Wcale tego nie chciała. Takie rzeczy robiła bardzo żadko. W jej oczach po wszystkim zagościły łzy i zaczęła drżeć z niepochamowanego
płaczu z nieutulonej tęsknoty.

- dlaczego nie mogę być tak szczęśliwa jak cyzia?

Zapytała sama siebie w myślach.

Jej siostra narcyza miała wszystko. Posiadała męża, syna i miłość. Kochała ich oboje bez przymusu. Bellatriks kochała osobę, która była dla niej niedostępna.
Voldemort zamykał się w pancerzu swych pragnień i ambicji. Tam nie było chodźby najmniejszego miejsca dla pani lestrange. Najbardziej oddanej i kochającej
go bezgranic.

Xxxx…

Nie wiem co o tym sądzić, ale takie coś chyba musiało być napisane. Bardziej uczucia niż akcja. Coś niezabardzo mi to wyszło, ale jak coś to będę poprawiać. Znów na komórce to pisałam.

zrobiłam to sama… - ultra dźwięki, relaksacja poizometryczna i niemiecki drenaż

Witajcie.
22 listopada - wtorek.
No i tak, tak, czasu nigdy nie ma i nie ma jak nadrobić zaległości pisarskich, które narobiły się od zeszłego tygodnia. Już nie mam pomysłu na moje notki, ale cóż. To więc tak 16 listopada byłam w Zgierzu. Jak zwykle była to środa. Dwa tygodnie temu nie mogliśmy pojechać dlatego, że nasz anatom zachorował. Ale co najfajniejsze tam było to robienie ultradźwięków. Jechałam tam z przekonaniem, że niestety nic nie będę robić i z utęsknieniem na jakieś ćwiczenia. Nie chciałam takiej nudy jaka była zajęcia wcześniej. Nie chciałam już nic nowego wiedzieć o dokumentacji medycznej, z której i tak mało wynoszę. Mieliśmy dużo prądów do robienia, ultradźwięków, laserów i pól magnetycznych. Nawet znalazł się wyciąg Perszla czy perscha. Nie wiem jak się to piszę. Moja klasa nie wie mogła tej nazwy zapamiętać i zamiast wyciąg perszla mówili perszinga. NO, ale zrobiłam tam ultradźwięki pacjentce na dwa kolana. To nic, że kobieta mi pomagała, to nic, że pobrudziłam się cała żelem, ale zrobiłam. Ponoć byłam w tym mistrzynią jak to mój anatom powiedział. Ponoć ten zabieg osoby widzące mogą wykonywać, a nasz nauczyciel dał mi szansę i ja go zrobiłam. Cieszę się z tego. Tamten tydzień w ogóle był pełen sukcesów, a szczegulnie pod względem matematycznym. Od dwóch lat trafiła mi się pierwsza piątka z klasówki z tego przedmiotu z czego niezmiernie się cieszę, a teraz pech chce, że ja nie rozumiem nowego działu. Później w piątek musiałam zostać na weekend na sobotnie i niedzielne zajęcia. Uczyłam się relaksacji poizometrycznej, która mi strasznie nie podeszła. Dziwna jest, no i trzeba mięśnie do niej znać. NO i robiliśmy nadal niemiecki drenaż. Ja poprostu jestem pełna podziwu, że te stojące koła tak bardzo pomagają. Wczoraj zadzwoniła do mnie pewna pani, która mówiła, że jest po mastektomji i chciałaby skorzystać u nas z zabiegów. Jestem zmęczona całym tamtym tygodniem, a tu wczoraj musiałam iść do szkoły. Pisałam też wczoraj klasówkę z geografji. Ciekawe naco ją napisałam. Dostałam 5 z polskiego za kartkówkę ze “zbrodni i kary” i 4 z minusem za piątkową kartkówkę, na której Damian mi podpowiadał. Ja mu na gegrze podpowiadałam. Dzisiaj natomiast dzień felerny. Niedość, że cała klasa i właśnie nie wiem czy serio czy żartem… W każdym razie cała klasa masaż dostała niby jedynki z teorji masażu za brak fartucha. Ja pierdziele raz od trzech lat nie założyłam i wielka mi afera. Paulinka i Wiola jakoś nie nosiły i nikt im nic nie mówił. Co za niesprawiedliwość. Nurtują mnie te jedynki, ale co ja zrobię? dostałam 3 za pracę z polskiego. Tekst ze zrozumieniem to był. Dlaczego 3? Bo moje odpowiedzi nie zgadzały się z tymi, które były w kluczu autora książki. Koszmar. Rzyczę sobie z całego serca zdania matury z polskiego. Obłęd jakiś. Brak słów. Jeszcze jedno, mam pytanie, czy ktoś z was umie genetyke z biologji?? Ja nie, a mam mieć z tego kartkówkę. Jak niewidomi mogą to załapać? Znowu mam jedynkę dostać? Dziś też miałam klasówkę z psychologji, tródną jak djabli. Chyba dlatego, że się nie nauczyłam. Eh, bo się nie wyrabiam. Idę zaraz uczyć się fizyki i chciałam zrobić geografię, ale chyba nie zdążę. Brrr. Idę, bo zwarjuję i tak przy fizyce nic innego robić nie można jak tylko zwarjować.
W piątek też kłóciłam się, bo chcieli mnie i chcą nadal zmusić do chodzenia na nowy angielski, bo musimy nadrobić pół roku z pierwszej technikum przez, które nie mieliśmy tego angielskiego. A jakoś niemieckiego od miesiąca nie mam albo i od półtora i nikt nie chce pomyśleć, aby to z tego przedmiotu mi dodatkowe lekcje chodzić. Siłą na angielski muszę w ten piątek pójść. No zastrzele się chyba.
Idę.

24 listopad czwartek.
szesnasta 27. witam. Dziś wspaniała wiadomość. Moja niemka wróciła. Biedaczka chora była, ale dziś miałam z nią niemiecki. Cudownie. Wracam do życia wkońcu w tej szkole. Anglistka nam dowaliła tyle, że szok. Nie wiem jak uniej zdam to wszystko. Normalnie gdy słyszę o angielskim to mnie skręca. Jutro też zostaję w internacie na weekend. zastanawiam się co będziemy robić czy terapię manualną czy relaksację poizometryczną. Eh, jeśli relaksację to trzebaby sobie przypomnieć mięśnie. Brr, nie chcę mi się tego robić. Muszę dziś się spakować i ogarnąć spory kawałek anatomii na jutro.
W ogóle ostatnimi czasy jestem niewyspana. Ciągle po szóstej wstaję, a w weekendy internackie o siódmej. Koszmar jakiś. Będę kończyć, mam nadzieję, że napiszę tu coś niebawem.

rozdział 26

witajcie. przepraszam, że dopiero teraz wrzucam. wiadomo, napisałam w wakacje to, ale nie miałam kiedy wrzucić. ciagle nie mam nanic czasu. eh, to przykre.
rozdział 26

znów lestrange uklęknęła przed kominkiem.

- miło, że się pojawiasz.

- mnie też miło cię słyszeć.

Odpowiedziała halkatla.

- co tam w norwegji?

- ostatnio były 3 wesela i 3 śluby.

- a czyje to trzecie?

- ee no, twojego byłego męża i ingrit.

- to dobrze.

Stwierdziła bellatriks.

- dobrze? Naprawdę myślisz, że dobrze?

- naturalnie, że tak. Jeśli się kochają i jest im razem dobrze to jestem zadowolona.

- cieszy mnie, że tak myślisz. A co u lorda?

Na samo wspomnienie voldemorta halkatla się skrzywiła.

Bellatriks zdawała się tego nie zauwarzać.

- ah, wszystko wporządku. Kocha mnie. Inaczej tego powiedzieć nie mogę. Jest taki ciepły i czuły. Ale ale, muszę się tobie z czegoś zwierzyć.

Gdy bellatriks mówiła w jej oczach zapaliły się błyski ekscytacji.

- zwierzył mi się, że chciałby mieć potomstwo.

- oh, naprawdę? My z torfinem też planujemy mieć dzieci. Wymyśliłam coś szalonego.

Powiedziała halkatla.

- ty zawsze jesteś szalona. Mów, jaki tym razem pomysł chodzi ci po głowie?

- mogłybyśmy tej samej nocy zajść w ciąże.

Bellatriks na tę myśl zaśmiała się serdecznie.

- hahahaha, dobre, dobre. Może dzisiaj? Co ty nato?

- jestem za. Odezwę się potem jeszcze do ciebie i opowiem jak było. Teraz jednak muszę już iść.

- wporządku, trzymaj się.

Xxxx…

Są takie jedyne i niepowtarzalne noce w życiu człowieka. Chcę opisać tu parę takich. Jeśli kogoś to zniesmacza proszę, aby nie czytał. Podkreślę, że nie
będzie żadnej przemocy.)

xxxx…

Dzień jak zwykle był udany. Doprowadzali trochę lipową aleję do porządku. Teraz wkońcu byli sami. Ingrit podjęła już decyzję. Chciałaby kochać się z rudolfusem
jak prawdziwa żona z mężem. Wierzyła, że on nie będzie karmił ją przemocą i, że nie sprawi jej niepotrzebnego bólu.

- jesteś tego pewna, że chcesz?

Jeśli potrzebójesz jeszcze czasu to ja poczekam. Mnie się nie spieszy, a chciałbym, abyś zrobiła to z własnej, nieprzymuszonej woli.

- tak kochany, chcę. Już zdecydowałam.

Uśmiechnęła się nieśmiało.

- no dobrze, ale jak będzie cię coś bolało to mów.

Przystała nato.

Rudolf delikatnie ułorzył ją na łórzku i zaczął powoli rozbierać. Ingrit czuła jego ciepłe dłonie na szyji, które znirzały się na klatkę piersiową. Mężczyzna
ucałował jej oczy, czoło, policzki i usta. Potem pomału zsuwał usta niżej. Przez ciało ingrit przeszedł dreszcz.

Rudolfus spojrzał na nią pytająco.

- nic, nic, poprostu mi dobrze.

Wyszeptała.

Rudolf ponownie zaczął delikatnie całować ciało dziewczyny. Ona chyba poraz pierwszy w życiu odczuwała przyjemność. Voldemort zwykle jej nie całował tylko
brutalnie ssał jej piersi i szyję zaburzając tym często krążenie krwi. Potym na długi czas w tych miejscach zostawały fioletowe siniaki. Teraz było inaczej.
Przez ciało ingrit przechodziły przyjemne dreszcze. Mężczyzna całował teraz jej piersi. Najpierw delikatnie, a potem bardziej zmysłowo. Ingrit nieśmiało
objęła go ramionami przytulając się do gorącego ciała męża. Teraz naprawdę poczuła się wolna od voldemorta. Poraz pierwszy od wielu lat naprawdę dyła sobą.
Odwzajemniała pocałunki czując przyjemność brania i dawania. Dłonie rudolfusa delikatnie błądziły po jej ciele. Jego usta dotknęły jej kobiecości. Dziewczyna
krzyknęła i przyciągnęła go do siebie jeszcze mocniej. Wiedział, że jest jej dobrze. Zanurzył twarz w jej włosach i dotknął wargami jej szyi. Ciało dziewczyny
było ciepłe i gotowe na przyjęcie prawdziwej miłości. Dłonie i usta błądziły po jego ciele aż wkońcu dotarły do męskości. On nachwilę wstrzymał oddech.
Ingrit pocałowała męża, a on przyciągnął ją i bardzo delikatnie szukał drogi do jej wnętrza. Kiedy wkońcu ją odnalazł zaczął poruszać się delikatnie delektując
się tą jedyną i niepowtarzalną chwilą. Ingrit wydawało się, że to wszystko jest jakimś pięknym snem. Nie chciała się obudzić. Chciała spać przez całe życie.
Czuła mrowienie pod skórą, a gorączka ogarniała jej ciało. Przebiegały po nim podniecające prądy. Ingrit i jej mąż razem wznieśli się na wyżyny roskoszy,
miłości i szczęścia. Tam nie było bólu i upokorzeń.

Tam mogli być naprawdę sobą, unosić się jak ptaki i czuć wiatr w skrzydłach.

Tam nie musieli się niczego wstydzić i bać.

Tam mógł dotrzeć każdy i czarodziej i zwykły człowiek. Wystarczyło do tego jedynie szczęście i gorąca miłość. One były biletami prowadzącymi na sam szczyt.
Ingrit i rudolf nie byli już wstanie nad sobą panować. Nawet niewiadomo było, które z nich narzuciło szybsze tępo. Słyszeli jedynie rytm swoich serc i
własne, przyspieszone oddechy. Czuli wzajemną bliskość. Opadli zmęczeni na pościel, a dziewczyna zaczęła płakać.

- ingrit, kochanie, czy coś ci zrobiłem mój skarbie?

Spytał z trwogą rudolfus.

- nie, ale było mi tak dobrze. Mogłam być naprawdę sobą i jestem taka szczęśliwa. Boję się, że to wszystko stracę, że to tylko sen, z którego niedługo się
obudzę i znowu pogrążę się w mroku.

- nigdy cię nie opuszczę. Już zawsze będę przy tobie.

Powiedział rudolf przytulając ją mocno i zcałowując łzy z jej policzków.

- ingrit, ukochany mój kwiatuszku.

Szeptał między pocałunkami.

Ona westchnęła cichutko i zasnęła w jego ramionach.

On także zapadł w spokojny sen.

Xxxx…

Halkatla siedziała w wannie pełnej roskosznie ciepłej wody i gęstej piany. Po jej twarzy błąkał się szelmowski uśmiech. Zostawiła swojego męża w sypialni
prosząc, aby na nią poczekał.

- niech sobie czeka. Zobaczymy ile wytrzyma.

Pomyślała i uśmiechnęła się jeszcze bardziej łobuzersko słysząc cichutkie skrzypnięcie drzwi łazienki.

- kochanie, co ty tak długo tu robisz?

Zapytał torfin.

- kąpie się.

Odpowiedziała i machnęła ręką, a strumień wody wyleciał z wanny na niczego niespodziewającego się torfina. Pochwili woda sciekała z niego małymi strumyczkami,
a jego satynowa pidżama przylegała do niego jak gruba skóra.

- co ty robisz kochanie?

Zapytał lekko zdezorjętowany blondyn.

- nie narzekaj tylko zciągaj to przemoczone wdzianko i chodź tu do mnie.

Torfin wskoczył do wanny z takim impetem, że znowu woda chlusnęła na podłogę.

- ja ci jeszcze pokarze ty moja szalona wiedźmo.

Powiedział rowleey łaskocząc ją. Dziewczyna zwijała się ze śmiechu rozpryskując wodę na wszystkie strony. Wkońcu udało jej się odnaleść usta męża. Obydwoje
zatonęli w namiętnym pocałunku. Język halkatli pieścił podniebienie mężczyzny wyczuwając zarysy jego zębów. On zwrócił jej oddech i pochylił się nad nią
całując jej piersi, delikatnie pieszcząc je koniuszkiem języka. Dziewczyna pojękiwała cicho i przylgnęła całą sobą do ciała męża. Jej dłonie błądziły znanymi
sobie ścieszkami po jego ciele. Usta podążały zanimi. Torfin wsunął dłonie pod pośladki dziewczyny i znalazł się w niej. Obydwoje znaleźli szybko swój
ulubiony rytm dążąc do spełnienia. Dłonie halkatli błądziły po jego plecach i karku, a ich usta ponownie się spotkały. Potem było już tylko roskoszne oszołomienie.
Liczyli się tylko oni dwoje i poza nimi nie było nikogo. Halkatla nawpół świadomie zdawała sobie sprawę, że coś krzyczy. Nie wiedziała czy był to jedynie
krzyk roskoszy, czy imię jej ukochanego. Torfin nachwilę znieruchomiał w jej ramionach. Halkatla poznała, że i on doznał szczytu roskoszy i piękna. Objęła
go mocno i pogładziła po jedwabistej skórze. Lerzeli tak jeszcze przez kilka minut ciasno objęci. Woda już prawie całkiem wystygła, kiedy podnieśli się
i ubrali. Torfin osuszył swój nocny strój i podłogę w łazience dwoma machnięciami różdżki, a następnie obydwoje udali się do swojej sypialni. Położyli
się do łórzka.

- no ciekawe jak tam u ciebie bello.

Pomyślała halkatla i zasnęła.

Xxxx…

Bellatriks weszła do swojego pokoju, w którym mieszkał także od niedawna czarny pan.

- panie mój…

Zaczęła mówić pokornym tonem, lecz czarny lord jej przerwał.

- bella, mówiłem ci, że kiedy jesteśmy sami nie musisz nazywać mnie czarnym panem.

- przepraszam. Zapomniałam.

Usprawiedliwiła się bellatriks.

- co ty nato, abyśmy poczęli nasze potomstwo dzisiejszej nocy?

Zapytała pokrótce.

Bardzo tego chciała, gdyż pomysł halkatli przypadł jej do gustu.

- czemu nie? Oczywiście, że możemy zrobić to dzisiaj. I tak by ci się nie upiekło, bo mam na ciebie straszną ochotę.

Powiedział mistrz.

Bellatriks bardzo się ucieszyła. Wcale nie chciała żeby jej się upiekło, bo i ona miała ochotę na swojego ukochanego pana. Jego lordowska mość wstał od
komputera, którymbardzo się zainteresował od kiedy bellatriks zainstalowała w nim gry strategiczne i wojenne.

Wziął ją na ręce i zaniósł na łórzko. Przyciągnęła go do siebie i obdarzyła długim i namiętnym pocałunkiem, który zresztą z pasją odwzajemnił. Jego dłonie
po omacku szukały zapięcia szaty, w którą była ubrana. Ona zdejmowała mu koszulę gładząc go przytym delikatnie po barkach i piersiach. Jej usta całowały
każdy milimetr klatki piersiowej lorda, podczas gdy on zdjął wkońcu z niej szatę. Ułorzył kobietę na łórzku przyglądając się porządliwie jej ciału. Bellatriks
czuła jak zaczyna wzbierać w niej porządanie. Jednym, szybkim i zdecydowanym ruchem zdjęła spodnie swojego kochanka i rzuciła je na podłogę. Dłoń bellatriks
odnalazła członek mistrza i zaczęła pieścić go płynnymi ruchami. Voldemort jęcząc cicho z roskoszy jedną ręką objął ciało swojej kochanki, a druga błądziła
po jej ciele. Usta mistrza zaczęły całować i delikatnie ssać jej piersi. Bellatriks pojękiwała cicho nadal obejmując członek swojego pana i władcy. Jego
dłoń pokrótce spoczęła na biodrze kobiety. Czarny pan jęknął przeciągle gdy bellatriks zaczęła rytmiczniej poruszać jego narzędziem, a nasienie voldemorta
rozlało się w jej dłoni. Łagodnie uwolnił się z jej objęć i przesunął ją na krawędź łórzka. Przyklęknął między jej rozsuniętymi nogami i dłonią zaczął
pieścić jej rozpaloną i nabrzmiałą kobiecość. Bellatriks krzyknęła cicho zanurzając dłonie w jego czarnych włosach. Voldemort ucałował wnętrze jej ud.
Kiedy ponownie połorzył się na łórzku bellatriks wstała i odwzajemniła pocałunek. Kiedy weszła na posłanie czarny pan rozsunął jej nogi i wszedł w nią.
Zpoczątku poruszał się delikatnie delektując się chwilą. Bellatriks jednak zwiękrzyła tępo i musiał zanią nadążać. Wbiła paznokcie w plecy swojego pana
prosząc o więcej. Już pochwili oboje zanurzali się w morzu roskoszy. Opadli na pościel całkiem wyczerpani.

- mam nadzieję, że dzięki temu stosunkowi doczekam się wspaniałego dziecka.

Powiedziała bellatriks sennie uśmiechając się do niego.

- napewno.

Potwierdził voldemort przytulając ją mocno.

Xxxx…

Świt gościł już na niebie, gdy tula i regulus szli powoli lipową aleją. Na zegarach była piąta rano. Byli jedynymi z domowników, którzy już nie spali. Obudzili
się wcześnie i przez jakiś czas leżeli i rozmawiali. Później tula zaproponowała regulusowi mały spacer. Zaprowadziła go za wzgórza nieopodal rozwalającego
się brogu.

- to piękne miejsce.

Powiedział regulus.

- masz rację.

Potwierdziła tula.

- powietrze jes tu przesycone magją.

Zauwarzył mężczyzna.

Jego dłonie zaczęły rozpinać z niecierpliwością jej bluzkę. Tula nie opierała się. Sama nie wiedziaŁa dlaczego, ale to miejsce wywierało na nią jakiś wpływ,
wzbudzało jej porządanie. Sama rozebrała męża pieszcząc dłońmi i ustami jego rozpalone namiętnością ciało. Regulus gładził jej piersi. Przesuwała się jęcząc
z roskoszy. Usta mężczyzny były teraz wszędzie: na jej policzkach, czole, ustach i oczach. Potem delikatnie ssały jej piersi zataczając maleńkie kułeczka
wokół jej sutek. Trwało to do czasu aż tula jęknęła niecierpliwie. Wtedy regulus rozchylił jej uda i wziął kobietę w swoje posiadanie. Tula zarzuciła mu
ręce na plecy, a ich usta spotykały się co chwila w namiętnych pocałunkach. Po miłosnym uniesieniu leżeli roskoszując się swoją bliskością.

Słońce stało wysoko na niebie, kiedy tula i regulus wracali do lipowej aleji.

Xxxx…

’siedem kolorów tęcza ma jasnych jak barwne chwile i tą paletą siedmiu barw malują świat motyle, a gdy zobaczysz tęcze gdzieś pamiętaj zawsze o tym, że
tęcza także zawsze jest ulotna tak jak motyl, a tak samo ulotne jest szczęście i tylko czasem jakaś dobra chwila pozostaje w naszej pamięci na zawsze.’

projekt, weekend w internacie i nietylko

2 Listopad - środa.
Witajcie. Dzisiaj dzień zadusznych, a ja musiałam iść do szkoły. Bardzo to bolesne, ale cóż? Dziś dużo się uczę. Jutro mam dość ciężki dzień, pełen sprawdzianów i nie wiem jak to w ogóle będzie. Jutro mam sprawdzian z historji i te nieszczęsne teoretyczne 3 z masażu. One mają być w formie testu, ale testy u naszych zawodowych to pojęcie dość ogólnikowe oraz sprawdzian z nieżytu żołądka z wzk. Ciężko. Z historią dam radę. Z masażem jak bóg mi światkiem uczyłam się, a połowy nie umiem. Całe dnie nad tym siedziałam. No trudno, przynajmniej mam sumienie czyste.
Stwierdzam fakt, że im więcej się staram i uczę tym mniej zostaje mi w głowie. _Zaraz z rozpaczy rzucę to wszystko i niech dzieje się co chce. Do tego nieżytu żołądka to wcale nie zajrzałam. No szok, nic nie zdążyłam przeczytać. Dopiero co ogarnęłam matmę, teraz historie, a potem co?_ Nieżyt czy masaż? Eeee no bądźmy obtymistami mam całą noc na przyswojenie niezbędności na jutro. Mmm żyć nie umierać. Ale ironia bije z tego wpisu. Dziś złapałam na przerwie panią od rosyjskiego. Będę uczyła się kolejnej piosenki rosyjskiej, a nawet i dwóch na festiwale. Martwię się, bo moja niemka jest chora. Drugi tydzień jej nie ma i zupełnie nie wiem co jej jest. Bidulka moja kochana. Aż głupio mi pytać czy będzie w poniedziałek, bo mam z nią dodatkową lekcję, a muszę wiedzieć, o której mama moja ma przyjechać. Kończę jutro lekcję bardzo późno, a muszę na piątek ogarnąć anatomie i spakować się do internatu. Zaraz dokładnie wam powiem co i jak z tym internatem. Dziś też zasmuciłam się, bo kompletnie nie rozumiem oczym mówimy na fizykoterapji, poco mi ta fizyko i niby po jaką cholerę mam uczyć się o krioterapji skoro nie będę tego włączać, bo jak wiadomo jestem ślepaczkiem. W środę mam teścik z durnego ciepłolecznictwa i leczenia zimnem, a teściki są na punkty ujemne. Maaatko, pewnie znów zawale jakieś nocki.
Denerwuje mnie też to, że muszę co dwa tygodnie jeździć do Zgierza na te praktyki z fizjo. Dla mnie to nudy i strata czasu. Dobra, robiłam tam ćwiczenia bierne, ale ostatnio były Buergerowskie, a prucz tego sama fizykoterapia. Prądy, krio ,i soluks. Moja klasa podłączała pacjentów, a ja latałam jak głupia za nimi, bo mi kazali. Uhhh. Masakra. Jedynie co na poprzednich praktykach to miałam pacjentke na ćwiczenia bierne i jeszcze jedną na elongacyjne. Jaka mnie zgroza bierze kiedy pomyślę sobie, że będę musiała tam zimą jeździć. Brr, zimno, śnieg, mróz. Moje biedne rączki. W ogóle nie wiem poco mi to jak i tak po technikum nie mam prawa do wykonnwania zawodu fizjoterapeuty.
Od tego weekendu zaczyna mi się ten projekt, o którym wam mówiłam. Taki projekt unijny gdzie będziemy kształcić się dodatkowo z terapji manualnej, masażu, limfologji. Dokształcać nas będą naśi zawodowi. ‘eh, ciężko sobie wyobrażam ten masaż. Na ferie czy wakacje będziemy jeździć z tego projektu do uzdrowisk w Ustce czy Spale. Nie ma gdzie wcisnąć zajęć, a więc odbywać się będą w soboty i w niedziele od godziny 9 do 16. Oczywiście nie w każdy weekend. Ale od tego zaczynamy no i mama niezabardzo z tatą będą mogli przywozić mnie w sobote i niedziele do szkoły,, a więc na te dni zostaję w internacie. Nocóję z piątku na sobotę, z soboty na niedzielę i z niedzieli na poniedziałek. Po lekcjach w poniedziałek jadę już normalnie do domu. A więc niedość, że jutro mam taki ciężki, pełen napięcia dzień w szkole to jeszcze po szkole muszę anatomie ogarnąć, kupić potrzebne mi rzeczy do internatu i spakować się do niego. Jak jutro zdam to wszystko, o ile zdam to zapewniam was, że mi ulży. Dziś też miałam ładny połów ocen dwie piątki z polskiego za klasówki i jedną 4 z plusem też za klasówkę z polskiego, oraz 4 z fizyki za klasówkę. Ciekawe co będzie jutro.
Kończę na dziś.

Czwertek 3 listopad - wieczór.
Hej. Jak zwykle późno już jest. Dziś miałam dzień intensywny. Sprawdzian z masażu poszedł chyba na 3. Jak będzie 4 to się uciesze. Nigdy 3 nie dostałam z żadnego sprawdzianu. Nie chcę takiej oceny z masażu. Dziś też dowiedziałam się ocen z ischialgi i dostałam 4. Przeklente 4. Dlaczego aż takie? Napiszę. Miałam do opisania fazę przewlekłą i jakie jest w niej postępowanie. No i co Linda zrobiła? Chyba nie myślała. Napisałam, że pacjemta kładzie się na boku. Rozumiecie? Na boku tak jak w fazie podostrej. Omatko aż zęby zaciskam i zgrzytam nimi ze złości. No, ale może to od stresu tak wyszło? Wkońcu nie jestem w stanie sprawdzić wszystkich ośmiu kartek, aby wychwycić błędy. Eh, ale cóż począć. Dwie piątki dostałam z pracowni i teorji za praktyki w szpitalu z masażu. Lekcji miałam 10 co już na ostatniej prawie spałam. Historia zła nie była, ale mogłaby być lepsza. Po szkole kupiłam w sklepie to co do tefo internatu było mi potrzebne. Potem przysiadłam do wypracowania z polskiego Modzę je już od tygodnia i modzę i wymodzić nie mogę. Później spakowałam się. Wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy, ale zawsze tak bywa, że mimo iż weźmie się wszystko co najpotrzebniejsze to plecak i tak jest niemożliwie napchany. Jutro poważnie biorę się za fizykoterapie. Kurde chodźby się waliło to ja muszę chociaż trochę się jej nauczyć.
Idę spać. Dzisiejsza noc masażowa mnie wykończyła. Wstałam o trzeciej nadranem, aby się uczyć. Pozatym miałam anatomie czytać, a i tak mi nic z tego nie wyszło. Dziś pisałam z moją niemką. Jest dość poważnie chora. Biedna, eh tęskni mi się za naszym niemieckim. Piszę tą notkę na braillesense. Mam nadzieję, że w internacie uda mi się coś tu sklecić. Kończę. Ps. trzymajcie kciuki - jutro zaliczenie praktyczne z kręczu szyjnego i rwy kulszowej.

Piątek - wieczór - po dwódziestej.
Hej, hej, hej. Na początek, nie zaliczyłam rwy, pani mówiła, że nie umiem. Kazała się douczyć. Tródno - bęcę się uczyć. Siedzę już w internacie. Po szkole poszłam do niego, pogadałam z koleżankami, pisałam wypracowanie z polskiego, a po kolacji poszłam z koleżanką do leklerka - takiego sklepu spożywczego. Teraz pisałam to wypracowanie dokońca, chodź jeszcze końcówkę dopiszę i już będzie gotowe.. Zrobiłam sobię herbatkę i siedzę teraz sama. Wszyscy gdzieś wybyliWsumie powiedziałam im, że chcę to wypracowanie dokończyć i że potem z nim’i pogadam. Uszanowali to. Muszę się też pouczyć tej fizjo, ale mi się nie chcę. Nie wiem jak się tego nauczę, ale muszę. Zajadam błonnik, który mi przynieśli. Jutro mamy nasze zajęcia z terapji przeciwzastoinowej. Nie dam sobie głowy uciąć za tą nazwę, bo jej nie pamiętam dokładnie. Jestem zmęczona. Po szkole przepisałam matm”ę na braille’a, którą zrobiłam ,już wcześniej. Brrr trochę zimno w tym pokoju. Mówią, że jest tu grzejnik, chyba sobię go uruchomię. Kolacje mieliśmy dobrą, pastę rybmą, żółty ser, herbatę z cytryną, ogurki i 3 kromki chleba. To chyba nie jest źle.
Dziś też anatomię mieliśmy bardzo tródną. Nic nie rozumiem z tego co omawiam. Nie wiem czy to ja jestem taka tępa czy tematy są takie trudne. W ogóle jakaś zmęczona się zrobiłam. Najchętniej poszła bym spać, ale mam do zrobienia parę żeczy także muszę je wykonać. Ciekawe jak jutro będą odbywały się nasze zajęcia. Kończę.

6 listopada niedziela - rano - prawie dziewiąta.
Cóż, jak miło. Niedziela, a ja siedzę w szkolnej ławce. Miałam wam opisać co działo się wczoraj, ale poprostu zapomniałam. W tym intermacie wszystko mnie rozprasza. Począwszy od hałasu do osób, które wchodzą mi do pokoju, a potem wyciągają na spacer czy coś innego. Fajnie tak jest, ale myślę, że na dłuższą metę ‘to bym nie mogła. Lekcje się jeszcze nie zaczeły to też mogę pisać. Matko niezbyt lubię towarzystwo, z którym chodzę na te projekty. Są tacy, którychtam lubię więcej, a są tacy, których mniej. Wczoraj uczyliśmy się terapji przeciwzastoinowej i terapji manualnej. Oile wiem to wszystko wlicza się właśnie w limfologię. Ta terapia przeciwzastoinowa hm, omawialiśmy tu układ chłonny no i będziemy uczyć się tu masażu drenażu limfatycznego. Bardzo wydaje mi się on być trudny. Aby to zrozumieć teraz już wiem, że muszę nauczyć się układu krążenia. Muszę, bo inaczej tego nie zrozumiem. Zrobiliśmy już drenaż głęboki brzucha. Jeszcze nie byłam modelem, ale chyba nie chcę być, bo nie umiem oddychać samym brzuchem. Ciekawe co dziś będzie. Chyba kontynuacja wczorajszego. Ciekawa jeszcze jestem czym różni się drenaż limfatyczny metodą niemiecką od drenażu metodą polską. Ah i jeszcze mieliśmy przygotowanie do dyplomu. To bardziej dla czwartej klasy, ale jak bóg mi światkiem nie jest łatwo zdać dyplom. Jedna mała pomyłka - chociażby zła pozycja wyjściowa, a ja już leżę. Już mam go niezdanego. Oczywiście co robiłam po tych zajęciach? Padłam padłam normalnie na łóżko, bo już nic mi się nie chciało. Mieliśmy je do 16. 30, dzisiaj będziemy mieć do 15 30, ale dokładnie nie wiem. Frzed kolacją jak mówię, szwendałam się w pokoju koleżanek i słuchałyśmy radia, po kolacji poszłam z nimi do ałtomatu z kawą i wypiłyśmy kawe i gorącą czekoladę. Później poszłam do innej koleżanki i też żeśmy rozmawiały, a te poprzednie poszły do leklerka i kupiły mi zupkę chińską i zjadłam ją z jeszcze inną koleżanką. Ileż te zupy chemji mają w sobie? Masakra to jest jakieś chore. Ale niema co. Syte są. Kończę, już lekcja.

Poniedziałek. Witam. Wrzucam na blog wypociny. Przepraszam za złą stylistykę, ale nie mogłam się tam skupić.

rozdział 25

Rozdział 25
pewnego dnia do lipowej alei wleciały 3, duże sowy. Tula wpuściła je do domu. Wszystkie 3 upuściły na stół 3 koperty i odleciały.
Całe towarzystwo siedziało teraz w kuchni i jadło śniadanie.
- co tam masz?
Zapytała tulę halkatla.
- listy. Zaraz wam podam.
Przed rudolfusem, regulusem i torfinem spoczęły koperty. Każdy z nich otworzył je niecierpliwie.
‘drogi panie lestrange. Nimniejszym chcemy poinformować iż odzyskał pan swoją różdżkę. Dumbledore ją naprawił. Mam nadzieję, że już nigdy nie zostanie ona użyta do złych celów. Życzę szczęścia. Z poważaniem minister k. Knot’.
Regulus i torfin dostali listy o podobnej treści. Wszyscy trzej trochę odczuli brak różdżek toteż bardzo się ucieszyli gdy zostały im one spowrotem zwrucone.
Xxxx…
- panie, zaczekaj tu na mnie. Przygotuję coś do picia.
Bellatriks szybko opuściła jadalnię, w której znajdowała się teraz z lordem. Poszła prętko do kuchni. Zaparzyła herbatę i wlała tam afrodyzjak, który miał złączyć ją i voldemorta na wieki. Od odejścia halkatli minęło już pół roku, a ona nie mogła czekać.
Voldemort wypił napój słuchając raportu z ostatniego, dobrze wykonanego zadania.
Wkrótce poczuł, że ogarnia go nieziemskie zmęczenie. Był na siebie zły zato, bo przecież nigdy nie był w takim stanie. Walczył z sobą jeszcze trochę. Wkońcu już nie miał siły.
- bellatriks, źle się czuję. Mógłbym gdzieś się przespać?
- ależ oczywiście panie mój. W moim domu zawsze znajdzie się dla ciebie miejsce.
Voldemort ruszył za kobietą, która zadbała, aby spał w pokoju obok jej własnego. Rano musiała przecież do niego przyjść jako pierwsza.
- chyba zasnę pod jego drzwiami.
Pomyślała z rospaczą.
Zrobiła tak. Niestety voldemort wstał od niej wcześniej i gdy otworzył drzwi potknął się o leżące pod nimi ciało. Upadł na podłogę jak długi.
- bella, co ty tu robisz?
Wyszeptał wstając z podłogi.
- spałam, mój kochany panie.
Spojrzała mu w oczy i ze ździwieniem stwierdziła, że nie ma w nich zwykłego chłodu. Zwykłe spojrzenie zastąpione było ciepłym i przyjaznym. Wstała i przytuliła się do niego. Natychmiast odwzajemnił uścisk.
Xxxx..
Byli na kolejnym z tysiąca swoich spacerów. Rudolf zauwarzył, że dziewczyna częściej się uśmiecha. Często razem śpiewali. Ingrit spodobała się pewna piosenka, którą zaśpiewał jej właśnie na tym spacerze.
‘ona ma szeroki uśmiech i jest słotka tak jak miód. Mówią ludzie, że się zdarza raz na życie taki cót. Jest naprawdę bardzo piękna, będę o niej nocą śnić. Żadko kto się taki zdarza. Taki ktoś jak ty.
Nie chcę djamentów, gdy jesteś blisko mnie. Jestem bogaczem, bo mogę kochać cię. Bądź mi nadzieją i dodaj dobrych chwil, aby w nas ciepły blask zawsze był. Jesteś mym najwiękrzym szczęściem, jesteś światłem w ciemną noc. To naprawdę przeznaczenie, że nas sobie wybrał los. Skarby świata nie przesłonią tego co się dzieje w nas. Czekaj na szczęśliwe życie, jeszcze przyjdzie nato czas.’
chwycił jej prawą dłoń w swoją i założył piękny pierścionek.
- czy wyjdziesz za mnie? Kocham cię bardzo mocno.
Dziewczynie z wrażenia łzy zakręciły się w oczach. Rzuciła mu się na szyję i wyszeptała gorące.
- tak, ja ciebie też kocham.
Nigdy nie słyszałam takich miłych i śpiewnych oświadczyn.
Ich wargi złączyły się w długim, namiętnym i czułym pocałunku.
- tom mnie tak nie całował.
Zauwarzyła nieśmiało.
- bellatriks nigdy nie dowie się co straciła.
- nie mów mi o niej kochana. Ta kobieta jest dla mnie przeszłością. Tutaj już nie ma dla niej miejsca.
tu wskazał na swoje serce.
- zawsze miałem duszę takiego romantyka, teraz dopiero mogę to pokazać.
Uśmiechnął się do niej. Ingrit cieszyła się, że może nalerzeć do mężczyzny, który otacza ją ciepłem i opieką. Jest przy niej w trudnych chwilach. Jest nawet wtedy, gdy nawiedzają ją koszmary senne.
Xxxx…
- no to mamy 3 weselicha do wyprawienia i 3 śluby. Bosko.
Zakomunikował ulvhedin.
- świetnie.
Zakrzyknęła tula.
- ale jak to trzy?
Zapytała halkatla. Spojrzała na rudolfusa i zaraz wszystko zrozumiała.
- rudolf, i ty mi nic nie powiedziałeś?
Zagadnęła z udawanym wyrzutem.
- eee, no, jakoś nie było nato czasu.
- wiecie, jak już mówimy o ślubach i weselach to pomyślałem, aby wyprawić wszystkie 3 razem. Co wy na to?
Zapytał torfin.
- skąd takie przemyślenie?
- poprostu, aby było mniej przygotowań. Regulus, rudolf i ja mamy dość spore gotówki w bankach i wszystkimi kosztami się zajmiemy. Nie wiem jednak w jakim stopniu jesteście religijni.
Przepraszam, że dotykam tego tematu, ale to chyba ważne.
- eee, nam obojętne. Osobiście nigdy nie lubiłam kościołów. Gdy musiałam do nich wchodzić to niedobrze mi się robiło.
Wyznała im tula.
- a ty halkatlo?
- ja mam tak samo jak tula. Normalnie nic dodać, nic ująć. Identyko.
- ingrit? A ty?
- jestem katoliczką.
Wyszeptała.
- chciałabyś mieć ślób kościelny?
W oczach dziewczyny znów zagościły łzy.
- nie płacz, to nic złego przecież, że jesteś katoliczką. Ustalimy ceremonie i będziesz mieć ślób kościelny z katolickimi tradycjami.
- tom nigdy nie poruszał takich kwestji jak się pobieraliśmy.
Zauwarzyła nieśmiało.
- no i dobrze. Prawnie nie brałaś ślubu katolickiego, więc teraz możesz i prawdziwym twoim mężem będę ja.
- skąd ty wiesz jakie są tam prawa?
Zapytała elisa.
- pytałem się kiedyś polskiego księdza.
- polskiego?
- noo, kiedyś tam byłem i jakoś tak wyszło.
- to zrobimy tak: zaślubiny regulusa tuli, torfina i halkatli urządzimy razem. Natomiast na ceremonię katolicką przyjdziemy potem wszyscy.
- ale to nazywa się msza.
Wtrąciła ingrit.
- i co tam się robi?
Zapytała halkatla.
- modli się, a kazania mówi ksiądz.
- a gdzie pastor?
- w tej wierze nie ma pastora i księdza obowiązuje do końca służby bogu celibat.
- hehe, jak myślicie, wytrzymuje on w tym celibacie? Ja bym nie wytrzymał.
Uśmiechną się torfin i połaskotał halkatlę.
- hahahahhhah, ty to tylko o jednym myślisz.
Zaśmiała się.
- torfin, ty moja pokrewna duszo. Ja też tak myślę. Bez elisy było by mi nudno.
Wtrącił ulvhedin również się uśmiechając.
Xxxx…
Przygotowania do wesel poczyniono dokładnie i starannie. Nikomu się nie spieszrło. Chcieli, aby wyglądało wszystko bardzo ładnie.
- ingrit, wyślesz zaproszenia swoim rodzicom?
Zapytał ją pewnego dnia rudolfus.
Austen na to pytanie tak się rozszlochała, że przez dłuższy czas nie mógł wydobyć z niej słowa.
- kochanie ciiichutko. Co się stało? Przepraszam, ale musiałem zapytać.
Podał jej eliksir na uspokojenie. Gdy już doszła do siebie spojrzała na niego oczyma mokrymi od łez.
- voldemort ich zabił w trzecim roku naszego małżeństwa. Nie chciałam z nim współżyć, bo byłam w okresie menstruacji i strasznie mnie bolało. On był cholernie zły, bo śmierciożercom jakaś akcja nie wyszła. Zawsze swoją złość rozładowywał na mnie. Zamknęłam się tego dnia w łazience i nie chciałam wyjść. Naprawdę mnie bolało, źle się czułam i najchętniej położyłabym się spać. Wywarzył drzwiczki jakimś silnym zaklęciem i zobaczył, że stoję z wyciągniętą różdżką. Owszem, miałam wyciągniętą, aby w razie gdy zajdzie taka konieczność się bronić. Wyciągnął mnie stamtond i zawlukł do sypialni. Tak, on mnie tam przywlukł siłą. Nagle stał się łagodny. Wydawało mi się to trochę podejrzane, ale byłam wdzięczna za odrobinę zrozumienia. Gdybym wiedziała co czeka mnie zachwilę nigdy bym tam nie usiadła i nie zaczekała.
Czekałam jednak cierpliwie. Powiedział, że ma dla mnie jakąś niespodziankę. Chciał mi pokazać najbardziej jak to twierdził pouczającą lekcję życia. Mówił, że to będzie taka jedyna i niepowtarzalna. Paskudnie się uśmiechał, a ja nie mogłam odgadnąć co mu chodzi po głowie. Ucałował mnie i wyszedł. Odwrócił się jednak w progu i rzucił na mnie petryficus totalus. Upadłam ciężko na podłogę bez możliwości poprawienia się. Pamiętam, że udeżyłam mocno głową o poręcz łórzka. Byłam uwięziona we własnym ciele. Po piętnastu minutach przyszedł. Nie był sam. Z przerażeniem stwierdziłam, że osoby, z którymi się pojawił byli moi rodzice. Powiedział, że oni nie umieją się bronić, bo są dobrzy. Powiedział też, że znirzyli się do mugolskiego poziomu. Tatę unieruchomił zaklęciem tym samym co mnie. Położył go tak, że mogłam patrzeć mu w oczy. Oboje płakaliśmy bez głośnie. Mój wzrok starał się przepraszać za męża, którego posiadam. Voldemort tym czasem rozebrał moją mamę i postawił na łórzku. Dobrowolnie nie chciała stać, więc zmusił ją wtedy jakimś zaklęciem. Potem wziął taki mugolski przyżąd i zaczął razić ją prądem. Mówił, że moi rodzice są tak prymitywni, że nawed przed tym się nie obronią. Mama wkońcu nabrała sił i zaczęła uciekać przed nim prosząc go, aby ją zostawił. On wyczarowywał jakieś niewidzialne barjery, o które się potykała. W jednej utkwiła jej noga i upadła mocno udeżając głową o parapet. Upadła i już nie wstała. Z tatą to były pospolite cruciatusy i silne tormenta. Zmarł wkońcu z bólu i wycieńczenia. Gdy riddle transmutował dwa ciała w kości i zamienił je w pył powiedział do mnie.
- i tak oddali rodzice życie za nieposłuszeństwość swojej córki.
Żałował, że nie torturował ich dłużej.
- świetna lekcja. Prawda, kochanie?
Zapytał mnie rutynowo. Wiedział, że nie mogę odpowiedzieć. Rozebrał mnie tam gdzie lerzałam i zgwałcił.
Tu dziewczyna umilkła. Potem dodała jeszcze.
- nawet nie mają grobu. Nie pozwolił mi urządzić żadnego pogrzebu.
Rudolfusowi ramiona trzęsły się od płaczu. Zaaplikował dziewczynie eliksir bez sennego snu, zaniósł ją do łórzka i wrócił do kuchni.
- zabiję cię skurwielu! Ukręcę łep własnymi rękami.
Jak mogłeś ty bezmózgowy draniu, sadysto jebany!nie zwarzał na słowa. Ze swoimi rodzicami nie był tak związany, ale widział, że ingrit ze swoimi wręcz przeciwnie. Kochała ich bardzo. Voldemort pomału i skrupulatnie zabierał dziewczynie jej pewność siebie.
Krzyki rudolfusa sprawiły, że całe towarzystwo zawędrowało do kuchni z pytającymi spojrzeniami.
- co się stało?
- ten skurwiel, pomiot i łachmyta zabił ingrit rodziców.
Z oburzenia nie mógł mówić. Zmusił się jednak.
- opowiedziała mi wszystko ze szczegułami. Urzyjcie legilimencji. Nie chcę przezto poraz drugi przechodzić.
- ale to brutalna metoda podglądania myśli.
Oburzył się regulus.
- to co, ale ja wam pozwalam.
Torfin podał różdżkę halkatli i gdy trzymali ją oboje rzucił zaklęcie. Dziewczyna znów poczuła mrowienie w ręku. Teraz razem z rowleey’em mogła widzieć wspomnienie. Regulus i tula w ten sam sposób je przejrzeli.
Wszyscy stali teraz sposępniali.
- on zostawił jej tyle złych wspomnień i ran. Jak mamy jej pomóc?
Wyszeptała halkatla.
- nie wiem. Niech ten dumbledore coś wymyśli, aby go zabić, bo dłużej nie zniose myśli, że ten drań żyje. Gdyby nie ten człowiek to tkwił bym teraz w askabanie. Chętnie przyłączył bym się do tego całego zakonu feniksa.
- ja też.
Dodał torfin.
- a wiecie, muszę wam powiedzieć coś o voldemorcie.
Zagadnął regulus zmieniając trochę temat.
- zaraz wrucę.
Przyszedł po pięciu minutach z wielkim tomiszczem w rękach.
- skąd to masz?
Zapytał ostrożnie torfin.
- mamuśka miała w bibliiotece. Zwędziłem jej.
Posłuchajcie krutkiej notki o horkruksie.
(Rowling już wam wyjaśniła co to są horkruksy, więc ja nie będę).
- i co, myślisz, że on podzielił duszę na 3 części?
Zapytała halkatla ze zgrozą.
- jestem tego więcej niż pewien. Pamiętacie historie stworka? Wiecie poco voldemort wtedy go zabrał? Chciał ukryć medalion, przedmiot, w którym ukrył cząstkę swojej duszy. Dzięki temu, że to zrobił jest nieśmiertelny.
- aaa, to takie buty. Teraz już wiem dlaczego wywyższał się, że pokonał śmierć. Myślałem, że to tylko takie czcze gadanie.
Powiedział torfin.
- jak się do niego przyłączałem to chyba miałem serce z kamienia.
Rzekł kwaśno rudolf.
- ee, nie wydaje mi się. Czy to nie było czasem tak, że byłeś pod wpływem bellatriks? Ona chciała się przyłączyć, a, że ty ją kochałeś to poszedłeś w jej ślady.
Podsunęła tula.
- może i tak, ale nic nie usprawiedliwia mojego postępowania.
- no, ale co dalej z tymi horkruksami?
Zniecierpliwił się rowleey.
- pomyślałem, żeby je odszukać i zniszczyć.
Kontynuował black.
- sami nie damy rady. Uważam, że mądrze by było powiedzieć o tym dumbledore’owi. Lepiej, aby on jeden wiedział, gdyż sprawa wymaga wielkiej wagi.
Wszyscy zgodzili się na tą ewentualność.
- to kto pójdzie do dumbledore’a?
Zapytała tula.
- ja, rudolf i torfin. Innym razem was zabierzemy, bo nie wiem czy albus by wam tak odrazu zaufał, a to jest sprawa pilna.
- wporządku.
- i jeszcze jedno, czuwajcie nad ingrit.
Poprosił rudolf.
Xxxx…
- profesor mc gonagal?
Zapytał regulus.
- tak, co was sprowadza do hogwartu?
W proroku o was pisali. Wszyscy chcą zaofiarować wam swoją ochronę i bespieczeństwo.
- dziękujemy bardzo. Miło, że teraz ludzie patrzą na nas inaczej.
- chodźcie za mną. Profesor jest w swoim gabinecie.
Schody zaniosły ich do dużego gabinetu dumbledor’a.
- minerwo, mogłabyś zostawić nas samych?
Zapytał profesor.
- oczywiście.
Kobieta wyszła.
- nie mamy czasu do stracenia.
Podjął szybko regulus.
Opowiedzieli teraz o swoich przypuszczeniach co do voldemorta.
- wiecie, też nad tym myślałem. Jeśli wiecie gdzie jest ten jeden horkruks to trzeba go jak najszybciej zniszczyć.
- zgadza się, ale jakgo zniszczyć nie narażając się na utratę życia? Stego co zrozumiałem z opowieści stworka jest on bardzo strzeżony. Inferiusy trzymają nad nim piecze.
- pozwólcie, że osobiście to zbadam.
Dumbledore wziął od nich wskazówki jakie były mu potrzebne.
- będziemy kontaktować się przez kominek. Tak będzie bespieczniej. Teraz listy są czasami przechwytywane.
Wszyscy się z nim zgodzili i porzegnali.
Przygotowania do wesel ich goniły.
Xxxx…
Wszystkie 3 ceremonie się udały. Halkatla bardzo ekscytowała się ślubem i samą ceremonią. Tula chodziła szczęśliwa. Cieszyła się, że ma przy sobie tak inteligentnego mężczyznę. Ingrit po zaślubinach katolickich wkońcu poczuła się prawdziwą żoną. Wiedziała, że przysięga małżeńska złączyła ich nazawsze.

nowości po chorobie

24 Październik poniedziałek.
Witajcie. Nie pisałam, bo jakoś nie było czasu. Dzieje się i działo, ale co ja mogłam pisać? No to może zacznę odpoczątku. Byłam chora przez ubiegły tydzień. Teraz, no bo jak to inaczej muszę wszystko nadrabiać. Dziś miałam klasówkę z polskiego. Napisałam nie wiem na ile, ale chyba źle nie było. Wypracowanie długie, siedmio stronicowe także jestem spokojna. Hm co tam jeszcze? Mam w środę praktyki w Zgierzu to moje już trzecie. Na drugich miałam omawianie skierowań wiecie, awers i rewers. Miałam tam dwie pacjentki. Ciekawe co będzie teraz. Eh, czuję, że atmosfera w mojej klasie masażu się pogarsza. Znaczy ich jest dobra, ale moja z nimi już nie. Ale ale, przecież jestem już w klasie połączonej. Matko jak ja dawno nie pisałam, ale już odkrywam to co najnowsze. A więc, nowa pani od polskiego prowadzi lekcje inaczej i więcej każe robić niż tamta Aleksandra. Pani ta nowa każe pisać wypracowania, kródsze prace klasowe robi. Ale zato uboższe notatki. Nadal obawiam się matematyczki i anglistki. Bo puki co umiem, ale jak dojdzie co do czego to nie będę chyba umieć. Moja nauka niemieckiego wreszcie rozpoczęła się na dobre. Robię już teksty maturalne i poprostu podoba mi się to co robię, acz uważam, że jest to trudne. Zwłaszcza, że nie mam talentów do języków obcych. Apropo masażu to robię już w praktyce masaż shantala. ee to ten, którym podniecałam się chyba w pierwszej klasie w sęsie byłam podekscytowana. Jutro mam zaliczenie z teorji z rwy kulszowej z masażu, a w czwartek z kręczu szyjnego. Koszmar, rwę wymodze, a kręcz? Nie, niestety. NIe wiem chyba będę poprawiać. W środę szykuje się klasówka z fizyki w piątek chyba nic, ale któż to może wiedzieć. Ah no i co się szykuje? Ciągle jakieś niespodzianeczki miłe czy niemiłe się szykują. A tu taka charówka. Otóż nasza szkoła znalazła się w projekcie z uni europejskiej. Biuraliści mają swój, a my mamy masażyści swój. Tam mówili mi czego będę się uczyć, ale ja nie pamiętam jak zwykle. Ale tyle co wiem to to, że będziemy uczyć się w zarysie terapii manualnej. To będą takie szkolenia po osiem godzin w soboty i niedziele. A więc z piątku na poniedziałek będę te 3 nocki spała w internacie w naszej szkole. Fajnie, bo nigdy tam nie spałam. Dobrze, że kierowniczka zgodziła się na taki wariant, bo nie miał by kto mnie do domu zawieść. Rodzice nie zawsze mogą. A więc kwitki podpisać, formalności załatwić i mogę nocować. Ruszamy z projektem od piątego listopada. Tegoż dnia miałam pojechać na wycieczkę do muzeum nauki w Warszawie, ale z racji, że będą te szkolenia to nie pojadę. Eh, chyba ta wycieczka nigdy nie będzie mi pisana.
Boję się jutrzejszego dnia z racji rwy. No nic, trzymajcie kciuki. Kończę na dzisiaj.

25 październik wtorek.
Hej. Jestem strasznie przybita zarówno dniem dzisiejszym jak i wczorajszym. Tak bardzo chciałabym wam wszystko opisać, ale boje się, że blog trafi w niepowołane ręce chociaż trudno. Zacznę od tego, że przez te dwa dni spotkało mnie nademiar dużo przykrości od ludzi co ubodło mnie i obniżyło moje wartości jak i podupadłam emocjonalnie i na duchu. no dobrze, a więc zacznę od dnia wczorajszego. Nie mam zabardzo czasu na opisywanie tego dzisiaj, ale zrobię wyjątek i poświęce ten czas, a uczyć będę się wnocy. Wkońcu człowiek powinien mieć taki procesor w głowie, który pozwalać mu będzie pracować przez 18 godzin na 24. To normalne szkołach, że z niczym się nie wyrabiam. Wczoraj miałam klasówkę z polskiego, ale otym już wiecie. Muszę nawiązać do czegoś co działo się w tamtym roku, abyście zrozumieli sedno przykrości, którą koleżanka Paulina z mojej klasy masażu mi sprawiła. A więc pamiętacie jak pisałam, że podłoże gotowca na chemii w tamtym roku na sprawdzian? Pisałam wam, że czułam się wtedy podle i nieuczciwie, ale podłożyłam. Pan o tym wiedział i śmiał się z tego, bo to był mój pierwszy gotowiec. A najfajniejsze było to, że mnie nie przyłapał no i inni wtedy też podkładali. Ja poprostu z pomocą Bartka podmieniłam kartki. Te co pisałam na lekcji to do plecaka wsadziłam a z plecaka wyjęłam te fajne. W tym roku nie mam chemii no i jak wiecie wzwiązku z tym, że jej nie mam to wydarzenie się zamyka.
A więc Paulinka szanowna nie nauczyła się na klasówkę wczorajszą z polskiego. Dziewczyna przyzwyczaiła się, że zawsze ze wszszystkiego w szkole jest najlepsza no, może w klasie. W każdym razie nie nauczyła się i aby mi dopiec powiedziała pani, że ja gotowca podłoże na klasówce. Pani żecz jasna obroniła mnie. Powiedziała, że widzi, że ja pisze i szanse podłożenia czegokolwiek są niemożliwe. Ubodło mnie jednak to wyznanie Pauliny. Bo kurcze czy to moja wina, że się nie nauczyła?
Powinna się nie wyżywać na mnie. Wczoraj też przykry incydent stał się z moją nauczycielką od masażu. Jest taka żelazna zasada, że jak się wchodzi na leżankę to buty zawsze kładzie się na podłodze pod zagłówkiem tej leżanki. Pani strasznie tego nie lubi jak ktoś nie zastosuje się do tej zasady i może zato wykroczenie być jedynka albo buty mogą wylądować za oknem. W każdym razie ja jakoś położyłam je pod leżanką, ale niżej niż pod zagłówkiem to ona mi je wykopywała. Kopała mi te buty z sali praktyki do sali teorji. Zpocządku nie wiedziałam co się dzieje. Byłam jak sparaliżowana słysząc ich szorowanie po ziemi. Tak chamsko je kopała. Wybiegłam z tej sali praktycznej zanią do teoretcznej i zapytałam czemu mi tak zrobiła.
Były rozwalone w tej sali. Myślałam, że ich nie znajdę. Powinna mi zwrucić uwagę, anie nimi kopać. Wkońcu jestem osobą niewidomą i mogłam coś przeoczyć. NIgdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Miałam prawie łzy w oczach. Moim zdaniem upokorzyła mnie ta nauczycielka. Bądź co bądź złego nic nie chciałam. Dzisiaj pisałam z tej rwy kulszowej sprawdzian. Ona mówiła, że zadużo na bank napisałam. Kurcze lepiej, że napisało się więcej niżeli mniej. Prawda? Dzisiaj też na tej teorji paulina powiedziała, że sobie przepisałam ucząc się na pamięć z notatki o neuralgi. Szok. Kolejny incydent z dzisiejszego dnia już ostatni co sprawił, że pokłóciłam się z Dawidem z kolegą z mojej klasy na psychologii.
Mieliśmy jakieś tam zadanie i ja miałam być w parze z Dawidem. Pani tak zarządziła. On mówi, że nie, bo on nie widzi. A ja mu nato, że na prawojazdy, aby sobie zrobić to wzrok miałeś. Czaicie? On ma prawojazdy, a wada jego czy tam choroba to stargart. Chyba choroba oczu. W każdym razie przykro mi się zrobiło, że odmówił mi swojej pomocy. Zwłaszcza, że nasz wychowawca powiedział, że musimy sobie pomagać. Ja chcę im nieść swoją pomoc, a oni mi nie, a więc dobrze. Tylko krew mnie jasna zalewa, bo jutro mam jechać z nimi do zgierza i znowu będzie problem, że mnie ma mnie kto prowadzić. Nie nawidzę swojej klasy. Płakać mi się chce i jest mi źle. Pozatym nie umiem na czwartek kręczu szyjnego z teorji masażu na sprawdzian. NO, to teraz napiszę mało może nauczycielka będzie zadowolona.
Brrr. Koszmar. Jutro mam klasówkę z fizyki. Coś tam wiem, ale niezawiele. Wiecie, czuje jednak, że z niemieckiego to pani mnie docenia. Disiaj poszła do biblioteki takiej, do której wstęp mają tylko nauczyciele i wyporzyczyła na płycie kryminał czytany po niemiecku przez jakiegoś faceta. Mam zadanie przeczytać tą lekturę do środy po wszystkich świętych. ma to 27 rozdziałów, a ja już znam jeden. Dziś sobie przeczytałam. Może nie zrozumiem za wiele, ale ciesze się, że pani mnie docenia i robi wszystko, abym nauczyła się i osłuchała z językiem. idę się uczyć, bo cóż innego mi pozostało? Nie będę tu przynudzać i wylewać łez, bo nikomu moje łzy nie są potrzebne.

27 październik czwartek.
Witajcie. Jestem teraz w szkole na zastępstwie naszej klasy biurowej. Oni mają jakąś lekcje prawa i ja siedzę i słucham, a w zasadzie wiszę dla was. Zaraz będziemy szli do kina na film pod tytułem (bitwa Warszawska). Jest to film historyczny. Ciekawe czy będzie interesujący. Wczoraj miałam dość intensywny dzień. Byłam w Zgierzu na tych praktykach. Strasznie były nudne. Ciągle było tylko podłączanie do prądów, krioterapii i jakieś tam inne bzdety. Dokumentacje medyczną też poznawaliśmy, z której nic nie zrozumiałam. Eh, ciężkie to moje życie. Wczoraj już na amen pokłóciłam się z Dawidem. Wiecie co on mi powiedział? No czy wy to wiecie? Powiedział, że on nie nawidzi jak ktoś robi z niego osobę niepełnosprawną. Rany boskie. Ja mu odpowiedziałam, że powinien spojrzeć prawdzie w oczy na fakt iż zalicza się do takich osób. Szkoda słów. a dziś przełożyliśmy masaż na czwartek. Jutro mam znów jakieś wypracowanie godzinne z polskiego. U tej nowej pani na lekcjach więcej się dzieje niż u tamtej, ale lubię jedną i drugą. Tylko, że tamtej mi się lepiej słucha i lepsze notatki robi, a u tej nowej wolę pisać sprawdziany. Kurcze jakieś głupoty w tym biurze mają. Zanudziłabym się tutaj. Kończę, bo ide na obiad, a potem wychodzimy.
xxxx…
Jestem już w domu. Jest godzina osiemnasta. Tamta część dzisiejszego wpisu była dość nieskładna, ale to dlatego, że nie mogłam się skupić na tym co piszę. Teraz już się skupiam i notuję na komputerze, bo ten braillesense jednak trochę jest upierdliwy i dużo błędów literowych robi. Osobiście mogłabym pisać na komórce, ale wiecie jakie surowe zasady apropo telefonów komórkowych panują w szkole. Film, na którym dzisiaj byłam nie był jakąś rewelacjom. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Dużo tam walczyli polacy z bolszewikami i było dość krwawo. Pod względem historycznym film był nawet nawet chodź mógł wyglądać lepiej. Nie mam już co pisać. MOże jutro coś ciekawego się wydaży chodź wątpie, bo co ciekawego może się dziać na dwóch masażach i dwóch anatomiach? Brr, ciężko i nieciekawie. Idę się uczyć, bo dziś już polonistka nieomieszkała mi przypomnieć, że mam klasówkę kolejną z polskiego jutro.

Piątek.
Dziś nic ciekawego się nie wydarzyło. Pozatym, że załatwiłam sobie już nocleg w internacie na przyszły weekend z racji tego projektu. Będziemy na tym projekcie mieć przedmiot taki jak limfologie. Łoł, pomyślałam gdy otym usłyszałam. Musi być to naprawdę rozszeżona wiedza skoro na ten temat można poruszać tyle zagadnień. Pani od polskiego porzyczyła mi sztukę teatralną “zbrodnia i kara”. Zakochałam się w tej książce. W dwa dni ją przeczytałam. Nie w samej książce się zakochałam lecz w jej jednym z bohaterów Razumichinie. Ten główny bohater Razkolnikow trochę mnie irytował swoim zachowaniem i nastawieniem do życia.
Ale tu nie o tym. Kończę idę oglądać tą sztukę.

rozdział 24

Rozdział 24
w norwegji w lipowej alei wszyscy otaczali się miłością i opieką. Chcieli pokazać ingrit czym jest prawdziwe przywiązanie. Sama ona chciała kiedyś budować podstawy miłości. Starania jej zburzył jednak voldemort. Od zdarzeń z tamtego wieczoru minęły już dwa tygodnie. Austen przechadzała się z rudolfusem trzymając go za rękę. Ciągle była cicha i milcząca. Gdy już mówiła to tylko o cierpieniu, jakie zadał jej czarny pan. Raz chciała coś zaśpiewać. Szybko jednak umilkła przypominając sobie zakaz byłego męża na tę czynność.
- masz piękny głos, kruszyno. Nie powinnaś go marnować.
Powiedział jej wtedy rudolf i sam zanucił frazę piosenki.
‘nie ma złego zdarzenia. Każde coś o promienia. Ma i czarny moteczek, kilka jasnych niteczek. Supłaj je pomalutku, tkliwym sercem spójrz na nie. A zapomnisz o smutku i w grze wygrasz kochanie”.
Ingrit uśmiechała się lekko i sama zaczęła nieśmiało śpiewać.
- wiesz, nigdy nie wygram. Z voldemortem nie da się wygrać. Zawsze będę pod jego wpływem.
- nie prawda, nigdy już go nie ujrzysz. Nigdy cię nie skrzywdzi i wygrasz, bo potrafisz kochać. On nie, a prawdziwą potęgą jest miłość.
- cieszy mnie, że myśli tak człowiek, który kiedyś zabijał.
Powiedziała uśmiechając się lekko.
- wiesz co? Wiele bym dał, aby ci ludzie zaczęli na nowo żyć. Czasami myślałem, aby pójść do ministerstwa i przyznać się do wszystkich przewinień, których się dopuściłem.
- ale oni wsadzą cię do więzienia.
Przeraziła się ingrit.
- nie wiem. Może i tak, ale zasłużyłem na to. Może jednak będę mógł liczyć na łagodny wymiar kary.
Pomyślał. Postanowił, że pójdzie i przyzna się przed całym ministerstwem do win.
Xxxx…
- chcę stanąć przed wizengamotem. Jestem mordercą.
Powiedział następnego dnia chłodnej, automatycznej sekretarce.
Otrzymał plakietkę z napisem ‘interes do wizengamotu’ i wjechał windą do ministerstwa. Ludzie, którzy go zobaczyli przystanęli ciekawie.
Podszedł do kogoś i zapytał.
- przepraszam, gdzie znajdę salę sondową?
- ty morderco!
Wykrzyknął ktoś.
- tak, jestem mordercą i przyszedłem się przyznać do złych czynów.
Ludzi stojących w pobliżu na jedną minutę zatkało.
- 2 pientra w górę, czwarty korytaż na prawo i dziesiąte drzwi po lewej.
- dziękuję.
Rudolf pospieszył co tchu w tamtym kierunku.
Dotarł wreszcie do celu. Otworzył salę i zobaczył cały wizengamot w kąplecie włącznie z dumbledore’m.
- witam. Jestem lestrange rudolfus. Były śmierciożerca lorda voldemorta. Przyszedłem po odbiór sprawiedliwej kary za moje przewinienia.
Kazali usiąść mu na krześle i przykuli go grubymi łańcuchami.
- jak możecie to proszę, zostawcie mi wolne ręce. Sam przyszedłem i nie ucieknę.
Zrobili jak prosił. Albus dumbledore popatrzył na niego z uznaniem i podziwem.
- jakich czynów się dopuściłeś lestrange.
- brałem udział w czymś co nazywa się ’szlamowate czystki’. Zabiłem tam dwóch mugoli. Torturowałem franka longbottoma. Nie odniósł żadnych śmiertelnych obrażeń. Rzuciłem wtedy na niego 2 cruciatusy. Rzuciłem jednego imperiusa na pracownika ministerstwa magji. Miałem zabić dziewczynkę, ale ukryłem ją bespiecznie w sierocincu, nad którym wyczarowałem zaklęcia ochronne. To wszystko.
Protokolantka zapisała zeznania.
- nie służę voldemortowi.
Tu podwinął rękaw lewej ręki, a wszyscy zobaczyli ze zdziwieniem, że nie ma na przedramieniu mrocznego znaku.
- jak się pan tego pozbył?
Zapytała jakaś czarownica.
- pewna osoba urzyczyła mi specjalnej maści. Rowleey torfin i black regulus też już nie służą czarnemu panu.
Mówiąc to wziął swoją różdżkę w ręce i przełamał ją na pół.
Teraz dumbledore wstał ze swojego miejsca.
- proszę o łagodny wymiar kary dla tego człowieka. Widać, że żałuje on swoich czynów. Proszę też, aby po pewnym odstępie czasowym różdżka została mu zwrócona. Rudolfusie, a ciebie proszę o jedno: wyślij różdżki torfina i regulusa. Dobrze?
Mężczyzna kiwnął głową.
Cały wizengamot zgodził się zdumbledore’m.
- czy chciałbyś coś jeszcze powiedzieć?
Zapytali byłego śmierciożercę.
- tak, ingrit jest szczęśliwa. Zabraliśmy ją od voldemorta i leczymy jej rany, które zostawił na jej psychice. Dwie panny z ludzi lodu pomagają nam w tym bardzo. Chciałbym też złożyć pozef o rozwód z bellatriks lestrange.
- nowina o ingrit jest chyba najmilszą wiadomością jaką usłyszałem dzisiaj.
Rzekł z uśmiechem dumbledore.
- a gdzie obecnie się ukrywacie?
Zapytał minister.
- wybaczy pan, ale nie chciał bym teraz o tym mówić. Jak uznamy, że czujemy się bespieczni to może wam powiemy.
- wporządku. Nie zamykamy pana w askabanie, bo przyznał się pan do win. Może pan odejść.
Mężczyzna wyszedł z sali. Teraz chciało mu się krzyczeć ze szczęścia.
Gdy pojawił się znów przed granstensholm wszyscy wypytywali go gdzie był. Jedyną osobą, która wiedziała o jego przedsięwzięciu była ingrit.
Wszyscy po wysłuchaniu historii zaczęli gratulować mu odwagi. Rowleey i regulus przełamali swoje różdżki na pół. Napisali kartki ze swoimi przewinieniami i wysłali to wszystko ministerstwu.
- zwrócą nam różdżki po określonym odstępie czasowym.
Przekazał im lestrange.
- no cóż, pożyjemy jak mugole. Wkońcu oni też jakoś radzą sobie bez magji.
Dodał black.
Elisa bardzo cieszyła się, że ktoś zbudził do życia lipową aleję. Słychać było w niej często śmiechy i gwar rozmów. Ingrit czasami potrafiła płakać bez określonej przyczyny, a wtedy ten kto był akurad z nią pocieszał i dodawał otuchy. Najczęściej zdarzało się, że był to rudolfus. Często chodzili razem na spacery. Oboje jednak najbardziej lubili śpiewać. Rudolf starał się uczyć dziewczynę wesołych piosenek, aby nie pogrążała się w smutku. Tula porzyczyła jej swoją książkę o masażu leczniczym, aby odbudowała na nowo swoją wiedzę. Wszyscy starali się ją czymś zająć, aby nie myślała o voldemorcie i złych chwilach. Ulvhedin postanowił nauczyć się warzyć eliksiry. Uczyli go tego regulus i rowleey. Ulvhedinowi bardzo się to podobało. Ingrit często nawiedzały w snach koszmary. Widziała w nich siebie uciekającą przed riddle’m. Często słyszała w nich jego głos wysoki i zimny wpajający swoje poglądy i złe sentencje.
- nie ma dobra, jest władza i potęga. Dobro umarło, a zło zostanie na zawsze. Pamiętaj ingrit, nie wykruszaj się. Mała dawka bólu nauczy ciebie posłuszeństwa.
Gdy słyszała słowo ból natychmiast budziła się z krzykiem. Była cała roztrzęsiona i czuła się obolała.
- ciii, już ciichutko. Nie płacz kruszynko.
Rudolfus w tych chwilach zawsze był przy niej. Wstawał wtedy ze swojego posłania i przychodził ją przytulić. Nigdy jej nie zawiódł. Cieszyła się, że poprostu przy niej był. Szeptał jej słowa pocieszenia. Ona ufnie tuliła się do niego. W jego ramionach czuła się bespiecznie. Tam było ciepło i nie musiała sama ich obojga ogrzewać.
- najpierw był mały ból. Takie mrowienie rozchodzące się po ciele. Potem był ostry, przerywany. Czułam jak promieniuje mi w nerwach. Drętwiały mi mięśnie na krótką chwilę, aby potem się rozluźnić. On obracał swoją różdżkę i patrzył na moje nagie ciało lerzące u jego stóp. Następnie czułam jakby małe nożyki cieły mi skórę. Gdzieniegdzie powstawały małe rany, z których ciękimi strużkami sączyła się krew. Najwięcej takich ran było…
Tutaj już nic nie mogła powiedzieć gdyż znowu zaczęła szlochać i chwytać spazmatycznie powietrze.
- nie mów już nic. Nie musisz o tym opowiadać jak nie chcesz.
Mówił rudolfus. Sam nie mógł słuchać tych okropności, które ingrit doświadczyła. Miał wrażenie, że dziewczyna przeżywa to ciągle na nowo.
- ja muszę ci o tym powiedzieć. Zadługo milczałam. On kazał mi milczeć, bo mówił, że nie jestem skora do mówienia. Powinnam być jego męczennicą i znosić wszystko pocichu jak na dobrą kobietę przystało.
Rudolf pozwolił jej wtedy mówić. Rozumiał, że gdy się wypowie będzie jej lepiej.
- najwięcej tych ran było o tutaj.
Wskazała lekko onieśmielona na swoje uda.
Lestrange poprzysiągł sobie, że gdy tylko nadarzy się sposobność zabije riddle’a.
Xxxx…
Następnej nocy halkatla uczuła potrzebę porozmawiania z bellatriks. Wstała pocichu uwalniając się delikatnie z objęć torfina. Poszła do pokoju, w którym znajdował się kominek.
- lestrangemannor.
Powiedziała.
Poczuła, że jej głowa obraca się w płomieniach. Nagle stanęła w miejscu i dziewczyna patrzyła na pusty pokój.
- bella, jesteś tu?
Rzuciła pytanie w przestrzeń.
Chwilę później bellatriks uklęknęła przed swoim kominkiem i halkatla mogła widzieć jej twarz. Oczy z pod pół przymkniętych powiek patrzyły na nią przenikliwie.
- miło cię słyszeć.
Powiedziała bellatriks.
- ciebie też. U nas wszystko wporządku.
- no oczywiście. Wczoraj podpisałam wystawiony przez rudolfusa pozew o rozwód. Nie żałuję. Chciałam już go od dawna.
Halkatla z niemałym zaskoczeniem zobaczyła łzy w oczach dziewczyny.
- wiem, że tego chciałaś, ale czemu płaczesz?
- czemu? Ty pytasz czemu? Rodzina się odemnie odwróciła. Narcyza jest w ciąży i tylko ona się teraz liczy. Mają mi zazłe, że się rozwiodłam. Liczyli na potomstwo, a tu pech, bo go mieć w chwili obecnej nie będą.
- ehh, ta twoja rodzina. Dla nich tylko dobro materialne jest ważne, anie twoje uczucia.
- już się do tego przyzwyczaiłam. Powiedz lepiej co u ciebie?
- uczymy ulvhedina członka naszej rodziny ważyć eliksiry. Twoi jak to mówisz ‘zdrajcy’ przyznali się do złych czynów przed ministerstwem.
- a co z ingrit?
- ee, czemu o nią pytasz?
- bo mnie interesuje jak się ma była żona voldemorta. Wkrótce ja z nim będę.
Halkatla w tej chwili postanowiła powiedzieć bellatriks całą prawdę. Uznała, że kobietę mało to obejdzie. Podjęła więc.
- ingrit i rudolf chyba mają się ku sobie. Wiesz, voldemort naprawdę ją skrzywdził.
- ale mnie nie skrzywdzi, bo jestem inna od austen. Ja jestem zła, a ją wyniszcza dobroć.
- ehh, widzisz, ty poradzisz sobie z naukami riddle’a. Ona właśnie nie radziła sobie z nimi, bo była dobra.
- ale ja też potrafię kochać.
Oburzyła się bellatriks.
- wiem, dlatego dałam ci afrodyzjak. A powiedz mi lepiej co tam u naszych poszukiwaczy przygód?
Bellatriks skrzywiła się na ich wspomnienie.
- mulciber tęskni, jęczy i zawodzi za tobą, a dołohow ciągle mnie nagabuje. Poprostu mam go dosyć.
- haha, a rozwalili coś?
- odpukaj, naszczęście nic. Jak coś rozwalą to im nogi z dupy powyrywam.
Porozmawiały jeszcze trochę, a potem rozstały się ze śmiechem na ustach. Halkatla obiecała sobie, że gdy wydarzy się coś wartego uwagi natychmiast powie o tym swojej przyjaciółce.

rozdział 23

Rozdział 23
przed nimi roztaczało się prawdziwe piękno. Stali w aleji lipowej, której droga prowadziła do jakiegoś domu.
- chodźcie za mną. Pójdziemy najpierw do granstensholm. Chciałabym przedstawić was mojej rodzinie.
Weszli do przytulnego, dużego domu.
Była to czworoboczna budowla z drewna i kamienia. Posiadłość miała wierzyczkę z powiewającą flagą. W środku była dość przestronna. Znajdował się tam strych i dwa pientra z dużymi, przestronnymi pokojami.
- ulvhedin!
Zawołała tula. Wkrótce pojawił się wysoki, groźnie wyglądający mężczyzna. Regulus cofnął się na jego widok.
- witam was, nareszcie w domu.
Powiedział ulvhedin niskim basem.
- nie bój się mnie młody człowieku. Kiedyś byłem potworem, ale teraz się zmieniłem. Wygląd tylko mi pozostał z tamtych czasów.
- przepraszam za taką reakcję z mojej strony.
Gospodarz zaprosił ich do salonu. Gdy usiedli halkatla naglę jęknęła, a wszyscy się na nią spojrzeli.
- co się stało?
Zapytał lekko przestraszony torfin.
- głupia jestem.
Wyznała mu narzeczona.
- masz większą inteligęcję ode mnie, ale powiedz, co się stało?
Wszyscy popatrzyli na nią ciekawie.
- zapomniałam skarbu ludzi lodu z lestrangemannor.
- że co?
Zdziwiła się tula.
- przepraszam, naprawdę.
- dobrze już dobrze.
Załagodził sytuację torfin.
- pewnie chcesz się spotkać jeszcze z bellatriks?
Zapytał.
- a mogę?
- możesz. Wkońcu tyle czasu mieszkałyście w jednym domu to wypadałoby się porzegnać.
Xxxx…
Oboje jeszczeraz znaleźli się w lestrangemannor.
Halkatla weszła do pokoju i zastała siedzącą bez ruchu w fotelu panią lestrange. Włosy opadały jej na czoło i zasłaniały całą twarz. Nie zrobiła nic, aby je poprawić.
- bella.
Na dźwięk swojego imienia kobieta podniosła głowę.
- przyszłaś po skarb? Weś go sobie. Spakowałam go. Nic nie ruszałam. Różdżką to zrobiłam.
Halkatla posłyszała w jej głosie niemy wyrzut. Trochę ją to zabolało.
- będę cię odwiedzać.
- nie odwiedzaj mnie. To nie bespieczne.
Lestrange wstała ze swojego miejsca. Podeszła do jednej z szafek i wyciągnęła małe pudełeczko.
- trzymaj . Jest to proszek fiu. Mam nadzieję, że macie tam jakieś kominki w tej norwegji.
Zawsze jak będziesz chciała ze mną porozmawiać to wrzuć szczyptę proszku i wypowiedz głośno i wyraźnie nazwę mojego domu. Wtedy twoja głowa ukarze się w moim kominku i będziemy mogły rozmawiać.
- świetnie, ale skąd wiesz, że jesteśmy w norwegji?
- wybacz, ale przejrzałam twoje myśli. Myślisz o tym miejscu i ja to widzę za pomocą oklumencji.
- mam nadzieję, że nie powiesz tego voldemortowi?
- zakogo ty mnie masz? Nie powiem. Samej jednak będzie mi tu smutno. Z tymi kretynami nie da się żyć. To, czego nie będziesz chciała mówić przez kominek napisz mi w liście.
Obie były naprawdę smutne.
- przykro mi, że utraciłaś rudolfusa. Mam jednak coś dla ciebie.
Tym razem halkatla wyciągnęła bardzo maleńką fiolkę, w której można było ujrzeć przezroczysty płyn.
- bardzo długo to robiłam. Ze względu na ciebie. Nie wiem czy na voldemorta zadziała, ale proszę.
- co to jest?
- jest to afrodyzjak o bardzo silnej i nieodwracalnej właściwości. Budzi on miłość i porządanie na wieki. Jeśli podasz to lordowi on po tym zaśnie. Jeśli się obudzi i otworzy oczy, a wzrok jego padnie na jakąś pierwszą osobę, tę właśnie pokocha. Pamiętaj bello, abyś to była ty. Raz podasz płyn, a voldemort będzie cię kochał do końca swojego życia.
- to jest coś w podobie amortencji?
- tak, ale to podajesz raz, a amortencję trzeba brać regularnie, w prawidłowych odstępach czasu.
- dziwi mnie dlaczego nie dałaś tego ingrit? Przecież ona jest żoną lorda.
- tak, ale on zniszczył ją psychicznie. Wątpie, że chciałaby kiedykolwiek z nim jeszcze być.
- dziękuję ci kochana.
Bellatriks co żadko jej się zdarza wzruszyła się mocno. Obie padły sobie w ramiona i głośno zaszlochały.
- odezwę się.
Powiedziała halkatla.
- ja też.
Bellatriks podała jej worek ze skarbem i odprowadziła do drzwi. Za nimi czekał torfin. Lestrange gdy go zobaczyła odrazu zmieniła się niedopoznania.
- ty zdrajco.
Wychrypiała.
- bellatriks, uspokój się.
- tak? Do tuli i halkatli pretensji nie mam, bo mrocznych znaków nie miały ale wy?
Regulus i ty mieliście.
- ale już nie mamy. Twój mąż też go nie ma.
- cooo?
Przrciągnęła niebespiecznie.
- tak, on jest z nami.
- znajdę go i zabiję. Was też powinnam. Zdrada czarnego pana jest niewybaczalna.
Crucio!
Krzyknęła celując w pierś rowleey’ego.
- ty myślisz innymi kategoriami.
Krzyknął łamiącym głosem.
- może ja zasługuje na śmierć, ale ingrit nie.
- tą austen mam w dupie. Gdy przyjdzie czas to i ona zginie z mojej ręki. Jesteś tchurzem i zdrajcą rowleey. Nie wydam was ze względu na halkatlę.
- bella.
Zawołała halkatla z łzami w oczach.
- nie ma belli. Jest bellatriks i powinnam zabić tego tutaj.
- nie rób tego.
Przyjaciółka sprubowała ją objąć. Różdżka bellatriks wypadła z ręki gdy odwzajemniała uścisk.
- kiedyś wyrównamy rachunki.
Powiedziała bardzo cicho lestrange.
- idźcie już.
Odwróciła się i zniknęła im z oczu.
Oboje popatrzyli na siebie ze smutkiem.
- jak będzie chciała to dokona zemsty.
Powiedział rowleey.
Xxxx…
Voldemort nie mógł zasnąć tej nocy. Był tak zły jak jeszcze nigdy. Stracił trzech śmierciożerców i żonę. Tej ostatniej musiał przyznać, że nie kochał, ale była jego własnością i tylko to się liczyło. Uwarzał, że miał pełne prawo robić z nią to naco miał ochotę. Nikt nie powinien wtrącać się w jego prywatne życie. Ta głupia gęś nikomu się nie skarżyła, a oni dowiedzieli się o jej niedoli.
Takie myśli krążyły po jego głowie. Obliczał teraz listę zysków i strat. Regulus był tchurzem. Prędzej czy później sam by go zabił.
Natomiast rowleey był mistrzem we władaniu ogniem. Bolesna strata. Rudolfus zabijał z godnym podziwu wyrachowaniem i był wiernym sługą. Voldemort mu ufał, a tu ten drań go zawiódł. Kolejna strata. Co zyskał? Niedozgonną wierność bellatriks black-lestrange. Zawsze jest z nim, była i będzie stać u jego boku do końca. Co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Ostatnimi czasy nasz czarny pan myślał o potomstwie. Chciał powiedzieć o tym ingrit.
- może lepiej gdyby miał je z bellatriks?
Pomyślał mimowolnie.
Xxxx…
- jak? Odebrałaś skarb?
Zapytała tula.
- tak, a rowleey przyokazji oberwał cruciatusem od bellatriks.
Na słowo cruciatus ingrit zatrzęsła się lekko.
- nie bój się kochana. Już nigdy nie zaznasz bólu.
Pocieszył ją rudolfus, a ingrit spojrzała na niego z wdzięcznością.
- a czemu oberwał crucio?
- bo bella uwarza, że on, regulus i rudolfus są zdrajcami.
- przestańcie mi o niej mówić. Chcę o niej zapomnieć. Niech sobie morduje. Ja już się w to nie mieszam. Cholerny czarny pan kazał mi kiedyś zabić małe dziecko.
- jak, zrobiłeś to?
Zapytała przerażona tula.
- żartujesz? Dorosłych zabijałem, ale dzieci nigdy. Ukryłem je w jakimś sierocińcu i uczyniłem go nienanoszalnym.
Wszyscy odetchnęli z ulgą.
- do tej pory śni mi się ta dziewczynka po nocach.
Po ogólnych rozmowach ulvhedin zaproponował, aby wszyscy zamieszkali w lipowej aleji. Dom ten stał pusty, a jego rzona elisa właśnie robiła tam porządki.
Przenieśli się do drugiego domu. Tam poznali dobroduszną i szczuplutką elisę. Torfin pomyślał z rozbawieniem, że para ta wygląda trochę komicznie. Ulvhedin taki wielki, a elisa taka maleńka.
Rudolf poprosił, aby zbadać dokładnie ingrit. chciał, aby wszystkie cielesne obrażenia miała wyleczone.
Ingrit niestety szybko zasnęła z nadmiaru przerzyć, więc zajęli się tym następnego dnia. Gdy kobiety ją rozebrały na ich twarzach zastygło jednocześnie przerażenie i smutek. Austen była cała posiniaczona. Najwięcej obrażeń miała na wewnętrznej stronie ud. Dużo zadrapań i nieleczonych ran.
- matko, jakie zaklęcia rzucał na ciebie ten drań?
Zapytała roztrzęsiona halkatla.
- nie wiem. Bolały. Nie znałam wszystkich.
Po zaaplikowaniu różnych leczniczych wywarów ze skarbu ludzi lodu ingrit poczuła się znacznie lepiej. Mięśnie od licznych cruciatusów były strasznie napięte. Tula postanowiła zrobić dziewczynie masaż rozluźniający, aby ulżyć cierpieniu.
- dlaczego sama sobie nic nie aplikowałaś?
Zapytała ciekawie elisa.
- bo tom zabierał mi wszystkie ingrediencje. Mówił, że jestem nic niewarta i zasługuję tylko na cierpienie.
- mylił się. Jesteś warta dobra, ciepłego uczucia i miłości.
Powiedziała halkatla.
- on mówił, że za dobro trzeba cierpieć, bo potęga i siła są więkrze, a nimi zdobywa się chwałę.
Dobro to niszczący człowieka detal. Powoli go wykrusza i czyni nic niewartym, uległym i podatnym pod wpływ innych. Mówił, że zło zawsze zwycięży, jeśli propaguje je ktoś silny.
Wszyscy patrzyli na nią jak osłupiali. Widać, że voldemort wszczepił w dziewczynę swoje przekonania tak głęboko, że teraz jest wstanie bezbłędnie powtarzać jego teorie i poglądy.
- matko, nam też dawał wykłady, ale nie do takiego stopnia wszczepiające.
Zmartwił się regulus.
- on mówił, że mnie złem trzeba karmić, aby wsiąkło głęboko w moje serce. Mówił, że ze mną jest więcej pracy niż ze śmierciożercami. Mała dawka bólu miała mnie uodparniać na zło. Ból jest zły, a ten kto cierpi ma zamiękkie serce. Sprawdzał ile cierpień jestem w stanie znieść milcząc, a ile wykrzyczeć. Mówił, że śmierciożercy mogą krzyczeć, ale ja muszę być inna, bardziej wytrwała. Muszę być jego ukochaną żoną ze stali. Wtedy będzie mieć pewność, że się nie wykruszę. Chyba muszę do niego wrócić i odebrać dzisiejszą lekcję.
Teraz wszystkich dosłownie zamórowało. Tula trzęsąc się od płaczu objęła dziewczynę.
- ty nigdzie nie wrócisz. Nic nie musisz. Byłaś żoną voldemorta, ale już nią nie jesteś. Spędzałaś z nim noce, a teraz już nie spędzasz. Jesteś w śród przyjaciół, którzy cię kochają i będą wspierać przez całe twoje życie.
- a nie będzie już bólu? Będę mogła śpiewać?
Zapytała nieśmiało.
- będziesz mogła śpiewać i nigdy nie poczujesz bólu.
- w ramionach voldemorta było tak zimno i obco. Musiałam własnym ciałem ogrzewać nas oboje.
- tutaj nie będzie zimno kochana. Tutaj będzie gorąco i nie będzie bólu.
Powtarzał jej ktoś raz po raz pocieszając.
Z oczu dziewczyny płynęły niepochamowanie łzy.
- już dobrze kruszyno, nie płacz.
Objął ją rudolfus, a ona rozszlochała się jeszcze bardziej. Widocznie było jej to potrzebne.
Wszyscy poprzysięgli sobie, że będą ją wspierać najbardziej jak tylko można. Postanowili, że nauczą ją życia od nowa w lepszych sferach i bez cierpień.

pierwsza lekcja z Czarnym panem.

od autorki: nie wiem jak mogło mi to wspomnienie umknąć. przez miesiąc lżzało w komputerze. naprawdę nie wiem jakim sposobem onim zapomniałam. zapraszam do lektury.
Pierwsza lekcja z czarnym panem

wyrwana kartka z pamiętnika bellatriks.

Dziś byłam bardzo podekscytowana. Tydzień temu dostałam list od samego mistrza. Traktował on o moich lekkcjach z nim. Chciiał poszeżyć moją czarnomagiczną
wiedzę. Mój mąż mówi, że tylko nieliczni dostępują takiego zaszczytu. Czułam się więc wyróżniona i byłam z siebie dumna. Dzisiaj właśnie miała odbyć się
moja pierwsza lekcja. Niecierpliwie oczekiwałam godziny szesnastej. Do tego czasu prubowałam się czymś zająć, ale niebardzo mi to wychodziło. Dlatego piszę
tutaj.

Xxxx…

Deportowałam się do posiadłości mistrza. Byłam lekko zestresowana, ale starałam się odprężyć wkońcu idę do mojego ukochanego pana i spędzę z nim miło czas.

Weszłam do pokoju, w którym miała odbywać się lekcja. Ukłoniłam się głęboko i spojrzałam w te cudowne, zimne oczy, które dawały mi zawsze ukojenie.

- witaj, bello. Cieszę się, że przyszłaś.

Uśmiechnął się do mnie. Przypominało to trochę grymas, ale ja wiem, że był on uśmiechem.

- ja też się cieszę panie mój.

Odpowiedziałam, a w moich oczach pojawiło się oddanie.

- powiedz mi czego nauczyli cię w hogwarcie o czarnej magji?

Zapytał z ledwie wyczuwalną drwiną w głosie. Zaśmiałam się goszko.

- mistrzu mój, chodzi właśnie o to, że nikt nigdy nie nauczył mnie niczego z tej dziedziny. W hogwarcie nauczyciele mówili, że czarna magia jest niebespieczna.
Apsolutnie się z tym nie zgadzam.

- a czym jest czarna magia dla ciebie?

Zapytał mnie, a ja tylko przez chwilę się wachałam.

- jest niewyczerpanym źródłem wiedzy. Fascynuje mnie i pociąga w najwyższym stopniu.

- mnie również. Czy nauczyłaś się czegoś sama?

- oczywiście, umiem rzucać zaklęcia niewybaczalne.

- wiem, widziałem to na twoim naznaczeniu, ale mam wrażenie, że trochę się ich boisz. Nie można mieć żadnych słabości bellatriks. Taka chodźby jedna wyniszcza
człowieka i czyni go podatnym na krzywdy przez innych. Nie mówię tu o krzywdzie fizycznej, lecz psychicznej.

Słuchałam jego słów w najgłębszym skupieniu.

- powiedz, bałaś się trochę zabić tą małą dziewczynkę? Odpowiedz prawdę. Czarnego lorda nie da się oszukać.

- tak.

Wyjąkałam zawstydzona.

- wiem, że dużo w życiu przeszłaś. Przykre wspomnienia bardzo bolą. Też mam takich trochę, ale my nie mówimy tu o mnie.

Wzdrygnął się lekko.

- pomogę ci walczyć z twoją słabością. Ludzie, którzy są w moich szeregach nauczyli się uodparniać na wszystkie okrucieństwa innych. Oni sami muszą być
okrutni.

- panie, nie chcę być nieuprzejma, ale muszę zwrócić uwagę na pewną kwestje.

Spojrzał na mnie pytająco, a ja nieśmiało powiedziałam.

- nie można być całkowicie wypranym z emocji. Zawsze gdzieś tam na dnie serca znajduje się jakaś nasza słabość.

- oh, kochana może i tak, ale wy nigdy nie zrozumiecie oco mi chodzi. Można posiadać jakieś emocje, ale trzeba je zamykać w sobie. Inni nie mogą się dowiedzieć
o twojich wrażliwych sferach.

Pokiwałam na zgodę głową. Pukico rozumiałam oco chodziło czarnemu panu.

- może zaproponuję napoczątek mały pojedynek. Chcę sprawdzić twój refleks.

Machnął różdżką, a rzeczy, które znajdowały się do tej pory w pokoju zniknęły.

Stanęliśmy naprzeciw siebie i skłoniliśmy się jak przed prawdziwym pojedynkiem. W tym jednak senk, że kłania się tylko w tych zaaranżowanych. W tych takich
niezapowiedzianych ratuje się własne życie.

Mistrz rzucił na mnie pierwsze, rozbrajające zaklęcie. Zablokowałam je bez problemu.

Nagle opuściłam różdżkę i zapytałam.

- czy w tym pojedynku wchodzą w grę zaklęcia niewybaczalne?

Popatrzył na mnie zniecierpliwością.

- oh tak. Wszystkie jakie znasz.

Rzuciłam niewerbalną klontwę, a mistrz odskoczył. Pierwszy cruciatus pojawił się 10 minut później zaaplikowany przez mistrza. Szybko odskoczyłam i rzuciłam
sectumsempre. Wyczarował tarczę, która odbiła zaklęcie usiłując skierować je na mnie. Całe to przedstawienie wyglądało dość dziwnie. Ja męczyłam się i
dawałam z siebie wszystko, a voldemort stał sobie spokojnie i leniwie machał różdżką. Wyczarował groźnego, jadowitego węża, a ja zabiłam go avadą. Rzuciłam
niewerbalne lewikorpus, a czarny pan skierował je na ścianę. Potem machnął w moją stronę różdżką i krzyknął.

- tormento.

Nie znałam tego uroku, toteż nie zdążyłam się obronić. Upadłam na podłogę z uczuciem straszliwego bólu. Krzyknęłam przeraźliwie, a czarny pan zdjoł zaklęcie.
Płakałam jeszcze trochę z bólu i nie byłam wstanie podnieść się z podłogi. Dopiero silne ramiona mistrza podźwignęły mnie z niej.

- wybacz, nie chciałem tak mocno.

Rzekł cicho. Wcale się na niego nie gniewałam. Wkońcu był to czysty pojedynek.

- panie, ty nie musisz mnie przepraszać. Chcę to umieć. Chcę torturować tym innych.

Znów w moich oczach pojawił się szaleńczy błysk. Czarny pan pokiwał głową z aprobatą. Potem przez reszte lekcji ćwiczyłam z nim tormentę. Wytłumaczył mi
czym różni się od cruciatusa i jakie powoduje obrażenia na ciele ofiary. Napoczątku mi nie szło, ale już pod koniec lekcji z mojej różdżki wystrzelił mocny,
czarny promień. Voldemort się ucieszył, a ja cała byłam rozpromieniona.

- szybko sobie przyswajasz wiedzę bellatriks. Nikomu po tak krótkim czasie nie udało się opanować tego zaklęcia.

Potem powiedział, że na dzisiaj to już wszystko i zaprosił mnie do siebie tego samego dnia za tydzień.

Xxxx…

To był naprawdę miło spędzony czas. Już z niecierpliwością oczekuję na następną, pouczającą lekcję. Wkońcu mogę zrozumieć czarnego pana w pełni i w jakiś
sposób czuję się z nim związana.

rozdział 22

Rozdział 22
voldemort był wściekły. Zresztą jak zawsze, nic nowego. Bellatriks miała zdać mu raport z wykonanego zadania, a ona nie przyszła.
- nie przyszła, bo zapomniała.
Pomyślał z niesmakiem.
Nie miał więc wyjścia. Sam osobiście musiał się do niej pofatygować. Gdy dotarł już do lestrangemannor zobaczył idącą halkatlę. Zatrzymał ją.
- czy jest w domu bella?
Zapytał.
- nie wiem. Poszłam po zakupy. Możemy sprawdzić. Powinna być, a co się stało?
- mam do niej sprawę.
Rzekł krótko i podążył za dziewczyną. Znaleźli się w kuchni. Halkatla kazała voldemortowi poczekać, a sama poszła szukać bellatriks.
- bella do cholery, gdzie jesteś?
Odpowiedzi jednak nie było. Zawsze lestrange gdy ją wołała halkatla to odpowiadała. Gdy w tem wpadła na znakomity pomysł. Musiała koniecznie ugłaskać lorda. Pobiegła do pokoju i wzięła maleńką, mieszczącą się w zamkniętej dłoni fiolkę i wróciła do kuchni.
- niestety bellatriks nie ma. Jednak może chciałby pan na nią poczekać?
- poczekam, bo to jest ważne, ale wycruciatusuje gdy tylko wróci.
Halkatla nic nato nie odpowiedziała tylko zaproponowała silnie zaparzanej herbaty. Riddle nie odmówił. Wlała do niej 3 starannie odmierzone krople z fiolki. Stała tyłem do voldemorta, także ten nie mógł nic widzieć. Może gdyby wiedział co przyjdzie mu zachwilkę nieświadomie wypić nigdy by się nato nie zgodził? Nie wiemy. Pukico pić chciał, a więc problemu nie było.
Xxxx,,,
bellatriks niestety szła. Teleportować się wśród mugoli było niebespiecznie. Można było na kogoś wpaść przez przypadek i go staranować. Kobieta chciała tego uniknąć.
. Zwłaszcza, że jej wędrówce przyświecał konkretny cel. Miała przy sobie pół torby z mugolskimi piniędzmi, które zostały jej jeszcze z czasów kupna komputera. Postanowiła je teraz wydać. Wyczytała w jakiejś książce od mugoloznawstwa, że na taki komputer można zainstalować jakieś strategiczne i wojenne gry. Postanowiła je zakupić.. Weszła do sklepu i została obrzucona krytycznym spojrzeniem. Dopiero teraz z przerażeniem stwierdziła, że ma na sobie śmierciożerską szatę.
- dzień dobry. Przyszłam kupić gry komputerowe.
- a jakie?
Zapytała sprzedawczyni.
- jakieś wojenne i strategiczne. Dużo ma ich być.
- znaczy ile?
- znaczy tyle ile pani ma w sklepie.
Pół godziny później bellatriks była obładowana ciężką, dużą torbą.
- hehe, pół sklepu mi pani chyba wykupiła.
Zaśmiała się sprzedawczyni.
Bellatriks nic nato nie odpowiedziała tylko wyszła ze sklepu.
5 minut później zaportowała się do swojej posiadłości. Odnalazła halkatlę w kuchni. Rzuciła torbę na stół i powiedziała.
- halkatla, masz mi to wszystko zainstalować.
- żartujesz? Tego jest od cholery. Ty wiesz ile mi to czasu zajmie?
- to co. Ja chcę mieć te gry w komputerze.
Halkatla popatrzyła na nią jak na wariatkę, ale nic nie powiedziała. Natomiast voldemort siedział jak urzeczony. Jak już pamiętamy mistrz wypił herbatkę mocno zaparzaną z małym dodatkiem z fiolki halkatli. Był to afrodyzjak, które obie z bellatriks zrobiły. Gdy lestrange spojrzała w szkarłatne oczy voldemorta ujrzała w nich samo porządanie.
- czekałem na ciebie.
Powiedział nienaturalnie niskim głosem. Halkatla stwierdziła, że afrodyzjak zaczął działać.
- chodź, zdeportujemy się do herrenhaus.
Zaproponował tom bellatriks.
Lestrange uśmiechnęła się z wdzięcznością do halkatli. Wzięła mistrza za rękę i już pochwili stali w jego sypialni.
Voldemort obrucił dziewczynę twarzą ku sobie. Potem po krótkim namyśle wziął ją na ręce i pocałował namiętnie w usta. Bellatriks odwzajemniła z pasją pocałunek.
- nie wiem co ty mnie zrobiłaś, ale jeszcze nigdy nie porządałem tak mocno żadnej kobiety.
Ułorzył ją na łórzku i zaczął szybko rozbierać. Potem bellatriks zrobiła to samo z jego osobą. Teraz lerzeli nadzy obok siebie. Riddle zaczął pieścić ustami zgrabne i smukłe ciało dziewczyny. Bellatriks jęczała prosząc o więcej. Wzięła członek voldemorta w swoje ręce i zaczęła rytmicznie nim poruszać. Czuła jak pod wpływem jej dotyku pęcznieje. Uśmiechnęła się z satysfakcją. Tom wkrótce lerzał na lestrange i wszedł w nią mocnym i szybkim pchnięciem. Bellatriks krzyknęła z bólu pomieszanego z roskoszą, a voldemort zagłębiał się w nią coraz bardziej. Oboje poruszali się teraz w szybkim tępie.
Xxxx…
Ingrit usłyszała krzyki dochodzące z małżeńskiej sypialni jej i toma. Natychmiast pospieszyła w tym kierunku.
- pewnie znowu kogoś torturuje, ale dlaczego w naszej sypialni?
Zapytała samą siebie w duchu. Drzwi od sypialni zastała otwarte. Uchyliła je szerzej i zamarła. Patrzyła na swojego męża i bellatriks splecionych w namiętnym uścisku. Nie była pewna, ale chyba szczytowali, bo krzyk kobiety się wzmagał. Nie miała siły nato patrzeć. Słowa wszystkich i plotki stały się prawdą. Uciekła stamtąd jak najszybciej. Zatrzymała się na schodach i usiadła na nich. Dopiero tutaj zaczęła gwałtownie szlochać. Płakała w głos jak małe dziecko. W jej piwnych oczach wrzał bezbrzeżny smutek. Nie zwarzała nato, że jakiś śmierciożerca może ją zobaczyć. Liczyło się teraz jej cierpienie. Nie mogła pojąć w czym jest gorsza od bellatriks. Dawała przecież tomowi całą swoją miłość na jaką było ją stać.
- może bellatriks lubi brutalny stosunek seksualny?
Pomyślała. Zaraz jednak przywołała w myślach ostatni obraz i stwierdziła, że oni robili to normalnie.
- dlaczego tom traktuje ją delikatniej niż mnie? Też jestem szczupła i tylko o 2 lata od niej starsza. W czym do cholery jest ona lepsza ode mnie?
Zadawała sobie pytania. Znów z jej oczu pociekły łzy. Pochwili z jej ust popłynęła cicha i żewna melodia. ‘jestem taka samotna, ja umarłam dla ciebie. Wczym ona jest lepsza, odemnie? Me serce na wieki kochało bez pamięci ciebie. Dziś jest zranione i mocno krwawi. Ty jesteś jak ogień, a ja jestem jak woda. Dwa inne światy, które nigdy nie znajdą wspulnej drogi’. Słowa piosenki niosły się cichutkim echem aż dotarły do uszu rudolfusa. Ingrit swoim głosem miała moc przyciągania. Od wielu lat tak naprawdę pozwoliła sobie na śpiew. Tom zawsze jej tego zabraniał. Śpiewała tylko wtedy gdy była sama. Głos zaczął jej wibrować od emocji i płaczu. Rudolfus szedł cicho, aby nie zakucić jego brzmienia. Stanął nad dziewczyną, a potem ukucnął obok niej. Położył jej rękę na lewym ramieniu i zapytał.
- co się stało kochana?
Ingrit gwałtownym ruchem rąk otarła spływające łzy.
- nic, zupełnie nic.
Odpowiedziała mechanicznie. Rudolfus obrucił jej twarz ku sobie.
- wsłuchaj się w odgłosy domu.
Poprosiła go wtedy. Mężczyzna uważnie się wsłuchał i usłyszał krzyk swojej rzony. W jego oczach również pojawiły się łzy i bolesne westchnienie wyrwało się z piersi.
- kochałeś ją?
Zapytała nieśmiało.
- tak. Do szaleństwa.
Wyszeptał.
- jesteśmy jak osobne światy, jak ogień i woda’.
Zanuciła znowu.
- ‘i nigdy już nie znajdziemy wspólnej drogi’.
Dokończył cichym głosem frazę.
- oni nas zdradzili.
Tom nie był nigdy tak delikatny dla mnie jak dla niej.
- ona nigdy nie chciała ze mną współżyć. Gdy ją pocałowałem to odwracała się ze wstrętem i odchodziła.
Powiedział ze smutkiem.
- rozumiem. Chociaż nie wiem czy jestem w stanie pojąć. Lord mnie torturował i mną poniewierał. Wy jednak wszyscy mu służycie. Popieracie jego idee.
- idee może tak, ale lepszy by był gdyby myślał onas jako o ludziach anie narzędziach do zabijania. Męczy mnie życie u jego boku. Gdybym był więcej w lestrangemannor to możeby bellatriks mnie lepiej poznała i pokochała?
Wyznanie rudolfusa zaskoczyło ingrit. Zawsze myślała, że śmierciożercy mają mniej uczuć niż normalni ludzie. A tu jeden z nich mówi jej, że służba u voldemorta go przygnębia.
- nie bój się, mojemu mężowi cię nie wydam. Wydaje mi się też, że bellatriks nigdy by ciebie nie pokochała. Oni się poprostu dobrali, ale ja nie dam już sobą tak poniewierać. Odchodzę od voldemorta.
Nie wiedziała czemu zaczęła tak mówić, ale najwidoczniej tego potrzebowała. Znów się rozpłakała, a rudolfus pod wpływem nagłego impulsu przytulił ją.
Xxxx…
- byłaś świetna moja piękna.
Mówił riddle do bellatriks gładząc ją po włosach.
- dziękuję panie, ty też. Poprostu ciebie porządałam.
Po dziesięciu minutach czarny pan poprosił jednak, aby kobieta wyszła. Chciał doprowadzić się do porządku i trochę pomyśleć.
Ingrit z rudolfusem usłyszeli przybliżające się czyjeś kroki. Schronili się w jakimś pustym pomieszczeniu.
- to bellatriks.
Wyszeptał lestrange.
- skąd wiesz?
- poznaję po krokach.
Gdy bellatriks się oddaliła ingrit szybko wybiegła z komnaty. Szła rozmówić się z mężem. Chciała dać mu porządną reprymendę. Poprostu, chciała od niego odejść..
- ty draniu!
Krzyczała w agonii.
- jak mogłeś mnie zdradzić z tą szmatą bellatriks? Myślisz, że ja o niczym nie wiem?
Zaczęła bić męża na oślep. Zapomniała, że ma różdżkę, zapomniała, że jest słabsza i mniejsza. Kierowała nią żądza zemsty i tylko to się teraz liczyło.
- ty kłamco i podły oszuście. Odchodzę od ciebie! Nie nawidzę cię! Niech tych twoich śmierciożerców djabli wezmą. Dałam ci całą swoją miłość, a ty wybrałeś tą sukę! Nie jesteś mnie wart ty hipokryto.
Voldemort w odruchu obronnym złapał żonę za rękę i wykręcił jej ją do tyłu.
Ingrit wrzasnęła. Udało się jej jednak kopnąć go w twarz.
- tormento!
Krzyknął dobywając różdżki.
Ciało dziewczyny przeszył rozrywający ból. Krzyczała ile sił w płucach, a voldemort tylko się śmiał.
- chcesz wiedzieć w czym lestrange jest lepsza od ciebie? Nie powiem ci, bo jesteś zagłupia, aby to zrozumieć. Nie odejdziesz ode mnie, bo cię znajdę i zabiję jak mugola. Zostaniesz i będziesz mi służyć. Będziesz moją własnością i wstąpisz w najniższe szeregi moich poddanych. Nie jesteś niczego warta.
Chwycił jej lewe przedramie i zaczął kreślić na nim mroczny znak.
- boli, prawda? To ma boleć, bo zasługujesz tylko na cierpienie.
Zrobił to najbardziej brutalnie jak było tylko można.
- nigdy mnie nie znajdziesz!
Wykrzyknęła nanowo z mocą.
- hahahaha, widzisz jaka ty pusta jesteś? Niby najlepsza uczennica hogwartu. Znajdę, bo jesteś naznaczona. Masz wyjść teraz z tego pokoju.
- nie, nie wyjdę. Doniose na ciebie ministerstwu i znajdę sposób na pozbycie się twojego gupiego znaku.
Voldemort miał tego dosyć. Chwycił ingrit na ręce i wyrzucił ją z wielkim impetem za drzwi. Dziewczyna przez dłóższą chwilę nie mogła złapać oddechu. Gdy już udało się jej go wyrównać znów zaczęła szlochać. Czuła się jeszcze gorzej niż kiedy kolwiek. Wszystko ją bolało.
Xxxx…
- no i wiesz, cudownie było.
Bellatriks opowiadała halkatli o swoich przeżyciach. Halkatla cieszyła się, że przyjaciółka spełniła wkońcu swoje marzenie. Gdy nagle obie usłyszały pukanie do pokoju.
- kto tam?
Zapytała halkatla.
- avery, otwórz.
- wejdź.
- czego?
Zapytała niezbyt uprzejmie bellatriks widząc drwiący uśmiech na twarzy śmierciożercy.
- ktoś na ciebie czeka w salonie na dole lestrange. Radzę, abyś się pospieszyła.
- przecież mieliście nikogo nie wpuszczać.
Warknęła oburzona.
- ale ten ktoś sam wszedł i nalega.
Avery zaśmiał się i wyszedł.
- a jak lord zorjętował się, że podałyśmy mu afrodyzjak i przyszedł mnie ukarać?
Zapytała z przestrachem.
- wątpie, raczej tego się nie domyśli.
Bellatriks z duszą na ramieniu weszła do salonu. Na widok swojego męża zamarła. Usłyszała za sobą trzask zamykanych drzwi, a potem nagłe zaklęcie rozbrajające.
Różdżka wypadła jej z kieszeni, a sama kobieta lerzała na ziemi.
- ty rzucasz na mnie zaklęcia? Kochanie jak możesz?
Zapytała słotkim głosem.
- dawno cię nie widziałem.
Rzekł.
- zgadza się, ostatni raz na balu u rowleey’ów.
- nie uwarzasz bellatriks, że to trochę dawno?
- ee no trochę.
Wyjąkała bez przekonania.
- nawet nie przyszłaś mnie odwiedzić.
- bo ty domnie nie przyszedłeś.
- nie przyszedłem, ponieważ dobrze wiesz, że lord nie pozwolił mi bywać we własnym domu. Ty jednak ani razu mnie nie odwiedziłaś. Dlaczego?
- nie miałam czasu.
Odparła wymijająco.
- oh, oh, biedna zapracowana arystokratka.
Dwił otwarcie z niej mąż. Chciał odpłacić pięknym za nadobne.
Kobieta wstała i podeszła do niego z zamiarem odebrania różdżki.
- nie oddam ci jej.
Oba magiczne przyżądy schował do kieszeni, a samą kobietę usadził sobie na kolanach. Bellatriks wyrywała się. Zdawała sobie jednak sprawę, że bez różdżki jest bezbronna. Siłowała się z mężem. Wkońcu zmęczyła się i dała zawygraną.
- powiedz mi, co takiego robiłaś, że nie miałaś czasu? Nie wyrywaj się, bo i tak cię nie puszczę.
- nic co by mogło cię interesować.
- oczywiście, że nie powinno. Byłaś dzisiaj w herrenhaus. Dlaczego do mnie nie przyszłaś?
- nie było mnie tam.
- oh, oh naprawdę? Kłamiesz moja śliczna. Byłaś, a powiedzieć ci gdzie?
Zapytał z goryczą i smutkiem w głosie.
- tak, chcę! Mów!
Wykrzyknęła.
- z lordem w łórzku. Tam byłaś. Moja żona, która ze mną nie chciała dzielić swoich miłosnych uniesień poszła do innego mężczyzny. Moja piękna zawsze droga memu sercu żona, którą kochałem i dawałem całe ciepło jakie mogłem dać mnie odrzuciła. Zraniłaś mnie bellatriks.
Pierwszyraz milczała. Na dotychczasowe docinki męża odpowiedź zawsze miała. Teraz jednak milczała zarówno z zaskoczenia jak i furrji, która w niej wzbierała.
- nic już od ciebie nie chcę i tak nic nie otrzymałem. Zawsze umiałaś tylko brać anie dawać. Nie potrzebóję cię.
Lestrange chciała jeszcze ratować sytuację i zaczęła całować męża. Gdy poczuł jej gorące wargi na ustach chciał, aby zawsze tam gościły. Wiedział jednak, że musi brnąć dalej w tym co robi. Ona go skrzywdziła i musi ją odtrącić. Zrobił to z wielką trudnością.
- widzisz jaka jesteś łatwa? Idź sobie! Droga wolna!
Zrzucił ją ze swoich kolan, a kobieta upadła ciężko na podłogę.
- masz jeszcze to.
Rzucił jej różdżką.
- bo bez tego nie przeżyjesz ani jednego dnia.
Sam wyszedł z pokoju nie oglądając się za siebie.
Xxxx…
- jak tak można? Regulusie mój kochany powiedz, jak?
Tula płakała. Byli właśnie w herrenhaus gdyż lord zlecił śmierciożercy jakieś zadanie. Walburgamannor stało obecnie puste. Nie wspomniane było jeszcze nic o najważniejszej zdolności tuli. Dziewczyna miała zdolność widzenia przez ściany. Mogła widzieć co się dzieje w pokoju obok. Właśnie przedchwilą zobaczyła otwartą przemoc i brutalność z jaką voldemort potraktował ingrit. Tulą wstrząsnęło to, że mężczyzna wyrzucił austen za drzwi swojej sypialni.
Tula właśnie wypłakiwała swój żal regulusowi.
- musimy coś zrobić. Nie pozwolę, aby ona tak cierpiała.
- wiem kochanie.
Mówił black.
- uciekniemy?
Zapytała kobieta.
- w moim wypadku jest to wykluczone. Mam mroczny znak na lewym przedramieniu. Dzięki niemu lord zawsze będzie wiedział gdzie się znajduję.
- pozbędziesz się tego.
Wykrzyknęła.
- musimy iść do halkatli.
Regulus niemal natychmiast zdeportował siebie i tulę do lestrangemannor.
- halkatlo.
Przywoływał czarownicę.
- co się stało?
Zapytała go.
- czy jest w domu bellatriks?
- tak, siedzi w salonie.
- to dobrze. Nie chciał bym, aby była znami w tej chwili.
Tula natomiast szybko pobiegła do pokoju halkatli i belli..
- czemu tak biegłaś?
- zaraz ci wszystko wytłumaczymy. Zawołaj rowleey’ego, bo widzę, że jemu też można zaufać.
Mężczyzna przyszedł po minucie, a tula niecierpliwie zaczęła opowiadać o ingrit.
- i wy chcecie ją z tego wydostać?
Zapytał torfin.
- muffliato et silencio.
Rzucił regulus zaklęcia na drzwi.
- oczywiście, że chcemy. Nie mam zamiaru patrzeć na cierpienia tej dziewczyny. Nie wiem jak wy, ale ja z regulusem chcemy uciec do norwegji.
- ja też chcę!
Wykrzyknęła halkatla.
- a co z bellatriks?
- zostanie tutaj. Wybrała wkońcu życie u boku czarnego pana.
- ale my niestety uciec nie możemy. Mamy mroczne…
- wiem, wiem.
Zniecierpliwiła się tula.
- halkatlo, podaj mi maść na znikanie blizn i tatułarzy wszelkiego rodzaju.
Dziewczyna wyciągnęła małe pudełko, w którym znajdowała się gęsta, cuchnąca maź.
- regulus daj swoje przedramię.
Tula nałożyła trochę specyfiku na rękę narzeczonego, a ten wrzasnął z bólu.
- przepraszam.
Wyszeptała.
Po minucie znak zniknął.
Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem.
- teraz ja.
Powiedział rowleey.
Również krzyknął i pozbył się znaku.
- aż dziw, że nie wpadłyśmy nato wcześniej, prawda?
- wpaść mogłyśmy, ale maści tej nie miałam. Robiłam ją pokryjomu.
Zwierzyła się halkatla.
- to jak, idziemy po ingrit?
- zaraz, jest jeszcze ktoś kto chciałby dzielić z nami swój los.
Zawyrokowała tula, a wszyscy unieśli wysoko w zdziwieniu brwi.
- rudolfus lestrange, mąż bellatriks.
- żartujesz?
- nie, widziałam go bardzo przygnębionego. Zapytałam się co mu jest. Powiedział, że wrócił od żony. Praktycznie opowiedział mi wszystko co wydarzyło się dzisiejszego dnia.
Tu opowiedziała przygodę rudolfusa.
- czarny pan pozbędzie się trzech poddanych i żony. Ładna strata jak na jeden wieczór, prawda?
Zapytał wesoło torfin.
- straci żonę, a zyska kochankę.
Rzekła smutno halkatla.
- ja wiem, że ty i bellatriks się do siebie przywiązałyście. Ona da sobie radę, a my nie pozwolimy, aby ingrit tak cierpiała. Gdyby mógł to by chętnie zabił swoją żonę. Nie zabija, bo pewnie jest mu ona doczegoś potrzebna.
Powiedziała tula.
- ok, nie ma czasu do stracenia. Idziemy po rudolfusa i ingrit.
Xxxx…
Ingrit stała na środku pokoju. Czuła, że ziemia usuwa jej się z pod nóg. Próbowała przyswoić sobie ostatnie fakty ze swojego życia. Dowiedziała się, że zdradza ją mąż z bellatriks. Wiedziała, że tom jej nie kocha, ale nigdy by nie pomyślała, że może być skory do zdrady. Zawsze była przekonana, że coś dla niego znaczy. Nie mogła powstrzymać łez wypływających z pod jej zaciśniętych powiek. Najgorsze w tym wszystkim było to, że on nie pozwolił jej odejść. Ingrit nie śmiała mu się przeciwstawić. Wprawdzie krzyczała na niego, mówiła, że potraktował ją jak przedmiot i zagroziła mu, że odejdzie. Odwarzyła się go nawet pobić zaco dostała porządną tormentą. Była najmocmiejsza z tych, które otrzymała z ręki swojego męża. Zagroził jej, że jak od niego odejdzie to znajdzie ją i zabije. Teraz miał ku temu sposobność, gdyż posiadała mroczny znak dany jej przemocą. Dlatego nie mogła odejść. Potrzeba życia była w niej silniejsza.
Drzwi otworzyły się tak nagle, że ingrit podskoczyła. Do pokoju wkroczył voldemort.
Spojrzał na nią swoimi szkarłatnymi oczami, w których nie gyło żadnych ludzkich uczuć.
- jeszcze ryczysz? Lepiej zacznij robić coś porzytecznego.
Jego głos był taki jak zawsze: zimny i bezlitosny. Austen nie mogła odpowiedzieć, bo płacz ściskał jej gardło.
W tym momencie drzwi otworzyły się ponownie i weszło 5 osób. Byli to: tula, halkatla, rudolfus, rowleey i regulus. Oczy dwóch wiedźm z ludzi lodu płonęły żułtym płomieniem gniewu patrząc na voldemorta.
- przyszliśmy się z panem porzegnać. dziękujemy za gościnę.
Powiedziała tula.
Przez chwilę patrzył na nich nie mogąc powiedzieć ani słowa. Szybko się jednak opanował i rzekł.
- wy dwie możecie się wynosić, ale moich ludzi zostawcie wspokoju. Jeśli mnie nie posłuchacie to czeka was sroga kara. Jego głos był zimniejszy niż wszystkie lodowce świata razem wzięte. Tula i halkatla wystąpiły o kilka kroków naprzód.
- ty nie możesz nas ukarać, bo nie służymy tobie. Nie masz nad nami żadnej władzy.
Powiedziała tula.
- nie możesz mnie zabić, bo raz już umarłam. Teraz mogę umrzeć tylko śmiercią naturalną. Jeżeli chcesz to możesz rzucać na mnie zaklęcia torturujące, ale ja nie boję się bólu. Umarłam z bólu, więc drugi raz od niego nie umrę.
Dodała halkatla.
- mamy też opiekunów, którzy nas chronią i pomagają nam. Są to duchy naszych przotków.
Podjęła tula.
Ludzie lodu nie mogą patrzeć jak ktoś krzywdzi osoby, na których im zalerzy, a ty skrzywdziłeś ingrit.
Mówiła dalej.
- ja mam pewną zdolność, o której ci nie powiedziałam. Potrafię patrzeć przez ściany i czasami to wykorzystuję. Bardzo przydatna zdolność, wiesz? Wiem jak traktowałeś ingrit od początku waszego małżeństwa. Przez te lata dawałam ci szansę. Miałam nadzieję, że się zmienisz. Wszystkie swoje życiowe szanse już straciłeś. Odrzuciłeś miłość osoby, która cię kochała. Dla ingrit byłeś całym życiem. Wiem też co zrobiłeś jej teraz i nie pozwolimy ci jej dalej krzywdzić. Ona jest naszą przyjaciółką i zasługuje na lepsze życie. To twoje, które jej zafundowałeś było zapewne dla niej koszmarem. Dlatego odchodzimy od ciebie i zabieramy ze sobą osoby bliskie naszym sercom. Oni już tobie nie służą i nie mają już mrocznych znaków.
Rudolfus w tej chwili podszedł do ingrit, odwiną jej lewy rękaw szaty i posmarował mroczny znak maścią. Dziewczyna nawet nie krzyknęła. Widać było, że osfoiła się już z bólem.
- rudolfus też chce iść z nami, bo nie może znieść tego, że bellatriks go zdradziła.
Mówiła teraz halkatla.
- chętnie zabrałabym ją ze sobą, ale ona wybrała życie u twojego boku.
Ciągnęła młoda blondynka.
- chcemy żebyś wiedział, że nie boimy się ciebie riddle i nigdy nas nie znajdziesz.
Wtrąciła tula.
Voldemort był wściekły. Chętnie by zabił te aroganckie panny, które ośmieliły się przeciwstawić jego woli i odnosić się w taki sposób. Niestety w obecnej sytuacji nic nie mógł zrobić gdyż tula zamieniła go w posąg. Mógł tylko słuchać i patrzeć. Ten czar niestety na niego działał i i czuł się upokorzony. Rudolfus machnął różdżką, a rzeczy ingrit same się spakowały.
- żegnaj riddle, nie mamy ci już nic więcej do powiedzenia.
Powiedziały jednocześnie tula i halkatla. Ingrit spojrzała ostatni raz na voldemorta. Nie czuła żadnego żalu, że go opuszcza. W chwili obecnej była wyzuta z wszelkich emocji.
Czarownice z ludzi lodu chwyciły dłonie swoich partneróów. Tula mruknęła cicho jakiś adres, którego voldemort nie usłyszał. Ingrit chwyciła rudolfusa i wszyscy zdeportowali się z głośnym trzaskiem.

« Poprzednia stronaNastępna strona »