Grudzień 20, 2011
odkrywam siebie
witajcie. Dawno tu w myśli odsiewni nie pisałam. To wspomnienie napisałam chyba we wrześniu. A dopiero teraz wrzucam, bo nie chciało mi się z komórki tego przerzucać. W ogóle to mam zamiar niedługo skończyć tą myśl odsiewnie i zacząć pisać co innego o Bellatriks. Jednak puki co muszę skończyć również Riddle’a, bo jest to trudnie zadanie, a czasu zawiele nie mam. Pozatym jeszcze to naprawdę trudno rozstawać mi się ze wspomnieniami Bellatriks. Nie mam jednak pomysłu na nowe. Te miały przedstawiać prawdziwą Lestrangę, taką, jaką przedstawiła Rowling. Ja tylko ją sobie wykreowałam.
Odkrywam siebie.
Wciążi w wciąż na nowo myślałam, że jestem niedoceniona. Nieto, że bym zadużo od kogoś czegoś wymagała, ale niestety tak jest. Odczuwam nieutuloną tęsknotę
i pragnienie bliskości drugiej osoby. Wiem, że mam męża, ale ja nie onim myślę. Chcę mieć u swego boku voldemorta. Uważam, że tylko on jest mnie wart.
Tylko ten człowiek jest wstanie zaspokoić wszystkie moje nieugaszone pragnienia i tęsknoty. Tak, bo ja uważam, że on jest człowiekiem. Innym, odmiennym
od wszystkich, ale jednak w moim mniemaniu jest ludzki. Wielu śmierciożerców zaprzecza temu, ale ja zawszę będę obstawać przy swoim. Kiedyś mistrz powiedział
pewne słowa, które zraniły mnie boleśnie i wwierciły mi się głęboko w pamięć. Mówił, że miłość to nic nieznaczący detal. Wykrusza człowieka i przez nią
dana jednostka robi się słaba, podatna na krzywdy. Nigdy nie poznałem istoty tego uczucia i nie mam ochoty jej zgłębiać’
poczułam się wtedy naprawdę źle, bo zrozumiałam, że lord nie potrafi kochać. Ta cecha jednak nie jest przejawem ludzkości. I cóż ja mogę począć? Może on
teraz też rani mnie tylko, że ja tego nie dostrzegam? Zabardzo jestem odużona jego bliskością. Teraz też odczuwam pewny rodzaj ekstazy po spotkaniu z nim.
Znów dzisiaj wydawał nam rozkazy. Miałam pozbawić życia pewną mugolską rodzinę. Dla mnie to drobiazk. Nigdy nie nawidziłam mugoli. Myśli w mojej głowie
pędzą jak szalone. Dobrze, że jestem teraz sama, bo chyba nie umiałabym zapanować nad nimi za pomocą magii. Mój mąż poszedł na jakąś misję. Dobrze, bo
przynajmniej mam trochę czasu dla siebie. Ten askaban to był najgorszy moment mojego życia. Czuję, że coś mi w nim umknęło. Teraz jednak mam czas, aby
to nadrobić. Czuję, że czarny pan jest niespokojny. Ciągle myśli o potterze. Bardzo chciałabym przysłużyć mu się jakoś i zabić tego dzieciaka. Oh, czasami
wyobrażam sobie, że dokonałam tego wspaniałego mordu. Ciekawe co zrobił by w takiej sytuacji mistrz.
Xxxx…
Znowu weszła w wir swych wspomnień. Nie lubiła ich przeglądać, ale teraz natrafiła na bardzo prywatne i osobiste wspomnienie. Ten wieczór, w którym to wydażenie
miało miejsce zapadł jej głęboko w pamięci. Zawsze gdy go rozpamiętywała czuła miły i podniecający dreszcz na plecach. Dzisiaj jednak miałabyć tylko obserwatorem.
Leżała na łóżku z zamkniętymi oczyma wsłuchując się w odgłosy domu i w swój spokojny i wyruwnany oddech. W jej myślach ciągle był jej pan i władca. Człowiek,
któremu jest bezwzględnie oddana. Bellatriks czuła się wpełni kobietą. Ta kobiecość aż od niej emanowała. Potrzebowała jednak kogoś kto trochę ją poskromi.
Gorąca, burzliwa i czysta krew zawładnęła nią bez reszty. W tej chwili nie mogła odpędzić się od nieczystych i natrętnych myśli, które kołatały się w jej
głowie. Niewidzialne dla innych obrazy, które sobie tworzyła w myślach przesuwały się przed oczami niczym film.
Nie mogła zasnąć chodź bardzo prubowała. Chciała teraz nie myśleć, ale wizje i tak uparcie wwiercały jej się w wyobraźnie. Wyobrażała sobie nagiego i porządającego
ją voldemorta. Na sam widok takiego obrazu chociażby nawet w wyobraźni krew zaczynała szybciej krążyć i na sercu było cieplej. Jednak stwierdziła, że ze
spokojnego snu nic nie będzie. Teraz w jej głowie zaczęły kołatać się myśli na temat tego jak mogłaby kochać się ze swoim panem. Często myślała o tym jakie
pozycje i pieszczoty mogą podniecać lorda. Chciała być kobietą, która da mu tę roskosz. Chciałaby sprawić, aby przyjemne prądy uniesienia porwały jej mistrza
w świat, który byłby dostępny tylko dla nich obojga. Nie kontrolowała teraz swoich poczynań. Prawa ręka samoistnie zsunęła się na nabrzmiałą już kobiecość.
Bellatriks głośno jęknęła odchylając głowę w tył. Nagle jednak jak wszystko szybko zaczęła tak i zaraz skończyła. Wstydziła się sama przed sobą poznawać
swojego ciała i odkrywać w nim najbardziej czułych swer. Uwarzała, że takim zachowaniem bruka swoją osobowość. Ale z drugiej strony odbierała to wszystko
trochę inaczej. Była taka niezaspokojona. Czasami wyobraźnia podsuwała jej obraz jak rzuca się na lorda i zamyka go w uścisku swoich ramion, całuje namiętnie
w usta i daje to wszystko co kobieta dać może.
Ale czarnego pana teraz z nią nie było. Nigdy w takich chwilach gdy najbardziej go potrzebowała jego przy niej nie było. Ona zawsze się zjawiała na jego
zawołanie, na każde skinienie. Jest, była i będzie jego służebnicą do końca swoich dni. Nikt nie rozumiał jej sfery oddania dla tej osoby. On umiał sprawić,
aby każdy go słuchał. Tylko nieliczni zapamiętywali jego słowa i brali je głęboko do serca tam, gdzie dostęp mają tylko oni. Takim człowiekiem była bellatriks.
Postanowiła jednak zgłębić swoje prywatne tajemnice. Teraz było jej już wszystko jedno. Zatoczyła palcem prawej ręki kółko wokół swojego sutka, zobaczyła
jak pierś robi się nabrzmiała. Zadrżała. Później nastąpił akt najprzyjemniejszy, po którym osiągnęła minimalne spełnienie. Sama ze sobą nie mogła dążyć
do całkowitej roskoszy. Wcale tego nie chciała. Takie rzeczy robiła bardzo żadko. W jej oczach po wszystkim zagościły łzy i zaczęła drżeć z niepochamowanego
płaczu z nieutulonej tęsknoty.
- dlaczego nie mogę być tak szczęśliwa jak cyzia?
Zapytała sama siebie w myślach.
Jej siostra narcyza miała wszystko. Posiadała męża, syna i miłość. Kochała ich oboje bez przymusu. Bellatriks kochała osobę, która była dla niej niedostępna.
Voldemort zamykał się w pancerzu swych pragnień i ambicji. Tam nie było chodźby najmniejszego miejsca dla pani lestrange. Najbardziej oddanej i kochającej
go bezgranic.
Xxxx…
Nie wiem co o tym sądzić, ale takie coś chyba musiało być napisane. Bardziej uczucia niż akcja. Coś niezabardzo mi to wyszło, ale jak coś to będę poprawiać. Znów na komórce to pisałam.
Filed by skrzypenka at 5:45 pm under Myśl odsiewnia i perypetie życiowe Bellatrix Black-Lestrange - (moja twórczość - skończona)
5 Komentarze