“szlachetny ród Blacków”
Od autorki: jeśli pomyliłam się w jakichś obliczeniach to przepraszam, ale mogło się tak zdarzyć.
Następnego dnia też nie poszłam do ministerstwa. Nie miałam co tam robić. Wiem, że mieliśmy my, pracownicy ministerstwa zadanie od Dumbledore’a, ale pomyślałam sobie, że pomogę w sprzątaniu salonu w Grimmauld.
Po skończeniu rannej toalety i po pośpiesznie zjedzonym śniadaniu poszłam na pierwsze piętro do salonu, który właśnie mieliśmy sprzątać.
Był to duży wysoki pokój z oliwkowozielonymi ścianami pokrytymi gobelinami.
Trochę poczułam dreszcz gdy tu weszłam, bo salon niczym nie przypominał mojego domowego,.
Mieliśmy zabijać bachanki. Molly podała mi bachanocyt, a ja stwierdziłam, że jeszcze nigdy w swoim życiu nie widziałam tyle bachanek rojących się w zasłonach.
- Ginny. ile już tu sprzątacie?
zapytałam biorąc bachanocyt do ręki i celując nim w zasłony.
- Spokojnie Tonks, dopiero od piętnastu minut.
Gdy ona to mówiła spryskałam sprejem zasłony, a kilka bachanek spadło na ziemię.
Fred podbiegł i powiedział, że posprząta.
Ja nie oponowałam, uwarzałam, że dziwne były te stworzonka.
- Uwarzaj Tonks, one gryzą.
Poinformowała mnie Molly. Gdy nagle usłyszeliśmy znajomy koncert.
“szlamy, plugawe kreatury, zakałły”.
- Ojeeeezuus.
Jęknął Syriusz, badając jakieś przedmioty za gablotą, która była po mojej lewej stronie.
Harry odwrócił się i spojrzał na przeciwną ścianę na których wisiały gobeliny.
- Widzę Harry, że cię zaiteresowały?
Zapytał gorzko Syriusz.
- Chcesz je usunąć?
- Wątpie, że mi się uda, bo moja mamuśka rzuciła na nie zaklęcie trwałego przylepca, ale jak mi się uda to z przyjemnością to zrobię.
Ja natomiast zwróciłam się do wielkiego gobelinu, który wisiał po mojej prawej stronie.
Był on bardzo stary, zakurzony i wyblakły.
Wyglądał tak, jakby go pogryzły te ochydne bachanki. Nici jednak, którymi był powyszywany były widoczne w ciemnościach. Ukazywały drzewo genealogiczne starożytnego rodu Blacków.
Uznałam, że chyba są tu wyryte wszystkie pokolenia poczynając od średniowiecza do czasów teraźniejszych.
Moje spojrzenie powędrowało na szczyt gobelinu, na którym były wyryte litery: “szlachetny starorzytny ród blacków.
- Syriuszu.
zapytałam nieśmiało, a on zwrócił twarz ku mnie.
- Nas tu nie ma.
Powiedziałam po chwili.
Harry spojrzał na mnie i uniósł brwi w zdziwieniu.
- Jak to was?
Wy jesteście spokrewnieni?
- No, tak.
Powiedziałam.
- Ale w jaki sposób?
- No, Syriusz, jak coś, no wiesz, gdybym się pomyliła to mi pomóż. Dobrze?
- Zgoda, objaśnimy to razem.
Powiedział, ale bez entuzjazmu.
Inni tępili bachanki. Trochę miałam wyrzuty sumienia, że im w tej chwili nie pomogłam, ale trudno, sama nie znałam dokładnie rodu Blacków
i chętnie bym się czegoś więcej o nich dowiedziała.
- Kiedyś byliśmy tutaj.
Nimfadora też.
Teraz niezareagowałam na słowo Nimfadora.
Syriusz wskazywał na dziurkę w tkaninie, która wyglądała jakby była wypalona papierosem.
Wskazywał w to miejsce, w którym powinien się on znajdować.
- Moja mamuśka wyrzuciła mnie gdy uciekłem z domu.
Kontynuował.
Ja wiedziałam, że uciekł, bo mi powiedziała moja mama, ale Harry nie wiedział, więc Syriusz opowiedział mu jak to było.
- Nie nawidziliśmy oboje rodziców Syriusza i moich ciotek.
Wyrzuciłam z siebie.
Byli dosyć dziwni, mieli manię na punkcie czystości krwi.
Byłam bardzo mała gdy poznałam rodziców Syriusza. Znaczy miałam 5 lat i wspomnienie to nie było dla mnie miłe.
Ciotka Bellatriks chciała potraktować mnie cruciatusem gdy byłam w salonie i patrzyłam na starożytny ród.
Jednak umknęłam jej, bo wporę się spostrzegłam jakie miała zamiary.
Zmósili moją mamę, aby ich odwiedziła zemną w tym domu, bo była tam jakaś tradycja, że trzeba było przynajmniej raz w roku tam być.
Potem więcej się tam nie pokazałyśmy.
Syriuszu, pamiętasz to?
- Oh, pewnie Tonks, że pamiętam.
Pamiętam cię jako właśnie taką pięcioletnią dziewczynkę, a potem jakoś cię nie widziałem to były dwa lata przed moją ucieczką.
- Zgadza się.
- Bellatriks, bellatriks.
Mówił Harry jej imię, a mnie ogarnęło obrzydzenie.
- gdzieś słyszałem to nazwisko. Ooo, już wiem, w myśli odsiewni Dumbledore’a. Było przesłuchanie w ministerstwie wizengamotu.
Barty Croucha przesłuchiwali i Lestrange’ów.
- Zgadza się.
Potwierdził Syriusz.
Było to za torturowanie Longbottomów.
No, ale wracając do lini Blacków to wszyscy uwarzali, że samo bycie Blackiem czyni nas królem, więc to była zupełna porażka.
Takteż myślę do dziś.
- Oh, nie martw się, nie martw, bo ja też.
Mówiąc to upóściłam niechcący ten bachani sprej.
- Ooooo, zobaczcie, to mój hamowaty brat, Regulus, który był później śmierciożercą.
Był jednak natyle tchóżliwy, że coś tam mu nie wyszło przy sprawowaniu słóżby u sami wiecie kogo i ten ów sami wiecie kto go poprostu zabił.
Mówiąc to Syriusz wskazał na napis u dołu gobelinu.
Widniało tam nazwisko, imie, data urodzenia i śmierci jego brata.
- Wy żartujecie, prawda?
Zapytał Harry zwracając się do nas.
- Z czym?
- No z tym, że ten Regulus to był śmierciożercą.
- Oh, Harry, czy ty nic nie rozumiesz?
Ta rodzina to prawie sami śmierciożercy.
Harry’emu opadła szczęka.
- Nie masz się czego dziwić, już samo spojrzenie na skretyniałą moją mateczkę mówi samo za siebie.
Rzekł Syriusz.
- no tak.
- to twoi rodzice też byli śmierciożercami i słóżyli Voldemortowi?
- nie, nie, ale go popierali. Uwarzali, że jego idee są słuszne.
- To kretyni.
Szepnęłam.
- To ich można nazwać szumowinami i mętami jak to mówi twoja plugawa mamuśka.
Powiedziałam do Syriusza, a on lekko się uśmiechnął.
- a to? kto to jest?
zapytałam wskazując na również wypaloną dziurę.
- To mój wój Alfred zostawił mi fortunkę, więc go też usunęli z tej rodziny.
- To jest Fineas Nigelius, mój prapradziadek, był dyrektorem Hogwartu, ale jakoś Hogwartczycy nie darzyli go sympatią.
- A to, Araminta Meniflua, kuzynka matki Syriusza, tak samo głupia jak ona.
Przyłączyłam się komentując drzewo.
- Była ponoć okropna, jej mottem było zabijanie mugoli. W ministerstwie próbowała zalegalizować ustawę na ten temat.
- A to Elladora, która obcinała głowy skrzatom domowym, które nie nadawały się do pracy.
- A więc, zauwarzyłem, że wszyscy normalni w tej rodzinie natychmiast zostawali wydziedziczeni.
- No tak. Zgadza się, zgadza.
Przytaknęliśmy Harry’emu.
- Wiesz Tonks, Andromeda była moją ulubioną kuzynką. Zawsze się rozumieliśmy. Chodziliśmy razem do Hogwartu i było nam raźniej.
Kiwnęłam tylko głową, bo coś mi odebrało mowę. Zresztą nie wiedziałam co odpowiedzieć Syriuszowi.
Oczywiście też jej tu nie ma.
wydziedziczyli ją zato, że wyszła za czarodzieja z mugolskiej rodziny.
- Narcyza.
mruknęłam patrząc na imię,które widniało na prawo od imienia Mojej Matki.
- Jest tu, bo poślubiła tego Lucjusza Malfoja.
- To ile już tych rodzin mamy spokrewnionych?
chyba wszystkie czystej krwi.
- Tak, one muszą być spokrewnione w bliższy lub dalszy sposób.
Wyjaśniłam Harry’emu, ale i tak musimy łączyć się z mugolami,
bo inaczej by nas tu zabrakło.
Samych czarodziejów czystej krwi jest poprostu mało.
- Molly i ja, jesteśmy kuzynami przez małżeństwo, a jej mąż jest moim kuzynem drugiego stopnia.
- Trochę to skąplikowane.
Powiedziałam.
- eeetam, czym tu się szczycić? Bellatriks w askabanie, inni powarjowani. Oni nie należą już do mojej rodziny.
Prawie nigdy nie należeli. Bellatriks widziałem ostatni raz będąc w twoim wieku i trochę w askabanie.
Myślisz jednak, że jestem dumny z moich krewnych.
Mówiąc to wzdrygnął się lekko.
Pod wpływem jakiegoś impulsu, bo nie wiem kto lub co kazało mi to zrobić, ale podeszłam do Syriusza i objęłam go mówiąc:
- ważne, że my jesteśmy normalni. Teraz musimy trzymać się razem. Ta garstka nas, która została…
Dalej nie mogłam już mówić, bo łzy pociekły mi po policzkach, a włosy zmieniły swój kolor na jakiś inny.
- Ja nie chciałem.
Rzekł Harry.
- Ależ nic się nie stało.
Powiedział Syriusz głaszcząc mnie po głowie.
Byłam od niego znacznie niższa.
Wzruszenie zabrania mi dalej opisywać co się wtedy działo. W obawie, że pismo rozmaże się moimi łzami. Kończę.
Dora.