moje spotkanie z lordem voldemortem

Moje spotkanie z lordem voldemortem.

Siedziałam w moim pokoju na kanapie. Wróciłam ze szkoły. Byłam trochę zmęczona. Wkońcu niecodziennie ma się dwie anatomie i 3 masaże. Wiedziałam, że muszę jeszcze się pouczyć. Teraz jednak chciałam zamknąć oczy i trochę odpocząć. Nagle usłyszałam, że coś lub ktoś jest w moim pokoju. Dziwne, bo nie otwierałam drzwi.

- mama?

Zapytałam na prubę. Odpowiedziała mi cisza. Wkońcu zdenerwowałam się i wstałam ze swojego miejsca. Zaczęłam macać poomacku rękami. Uznałam, że spotkał mnie przykry żart. Wkońcu jestem osobą niewidomą i nie życzę sobie takich kawałów. Myślałam, że to moja siostra płata mi figla. Gdy nagle moje ręce natrafiły na czyjeś ramiona. Osoba ta była wysoka. Podeszłam bliżej, aby sprawdzić czy to nie jest emila. Sięgnęłam lewą ręką do włosów osoby, która przedemną stała. Wyczułam, że jest spokojna i bez oporów pozwala mi siebie dotykać. Widziałam, że ma na sobie coś jakby płaszcz czy peleryna. Wkońcu natrafiłam na włosy. Były długie, proste i gęste.

- kim jesteś i jak się tu znalazłaś?

Zapytałam trochę nieuprzejmie.

- jestem bellatriks.

- bellatriks?

Wyskandowałam.

- a ja linda.

Więc co robisz tu bellatriks? Miło, że mogę jakąś bellatriks poznać. Czytałam o jednej w sadze potterowskiej rowling.

- sadze? Jakiej sadze?

Zapytała mnie lekko zdezorjętowana.

- harry potter to saga j. K. Rowling o przygodach młodego czarodzieja. Wszyscy przecież ją znają.

- ja nie, ale pottera znam.

Powiedziała nadal zdziwiona.

Pogubiłam się lekko w jej wypowiedzi.

- zaraz, zaraz, czyli znasz filmy, a nie czytałaś książek?

Zapytałam znowu.

- nie. Ja walczyłam z nim w departamencie tajemnic.

Po tych wyznaniach zaśmiałam się drwiąco.

- hahaha, a może mi powiesz, że jesteś lestrange i zabiłaś syriusza?

- zgadza się.

Ucieszyła się kobieta.

- no pewnie, a ja jestem nimfadora tonks i latałam na miotle.

Powiedziałam zgryźliwie.

- na jakiej?

Zapytała jakby była to narnolmalniejsza rzecz na świecie.

- słuchaj, jak chcesz się ponabijać to nie ze mnie. Jestem zajęta. Mam do nauki anatomię.

- jesteś magomedyczką?

Zapytała mnie wtedy.

Nie wytrzymałam. Chwyciłam ją za rękę i sprowadziłam na dół do kuchni.

- mamo, jesteś?

Zapytałam.

- tak, a co się stało?

- jak wygląda ta kobieta?

Zapytałam wskazując na bellatriks.

- no, ma czarne oczy i włosy i jest raczej wysoka. A skąd ona się tu wzięła?

Zapytała mnie mama.

- nie widziałam, aby ktoś wchodził tu do domu.

- deportowałam się.

- że co?

Już nie wiedziałam od czego mam zacząć i jak wszystko mamie wytłumaczyć.

Zapytałam więc tylko.

- bellatriks, kiedy zabiłaś syriusza?

- rok temu.

- a dumbledore żyje?

- nie.

- a kto go zabił? Czy snape?

- tak. Skąd to wszystko wiesz? Jesteś przecież mugolką.

- już ci mówiłam, że z sagi rowling. Mamo, potem ci wszystko wyjaśnie.

Powiedziałam, a mama się zgodziła.

- może chcesz herbaty?

Zapytałam belli.

- nie, dziękuję. W zasadzie przyszłam cię poinformować, że za jakieś 10 minut zdeportuje się do ciebie lord voldemort.

- cudownie.

Jęknęłam i poszłam na górę, a bellatriks okręciła się w miejscu i zniknęła.

Znów usiadłam na tej samej kanapie. Uznałam, że to co się zdarzyło było żartem. Poprostu było mi trudno w to uwierzyć. Wkońcu niecodziennie rozmawia się z bellatriks lestrange i lordem voldemortem. Przyciągnęłam więc do siebie książkę anatomiczną i zaczęłam czytać. Naprawdę po dziesięciu minutach usłyszałam cichy trzask w moim pokoju. Gość odsuną fotel od biurka i usiadł naprzeciwko mnie.

- to ty jesteś tym rzekomym voldemortem?

Zapytałam i znów odrzuciłam nabok anatomię.

- tak, to ja.

Odpowiedział mi wysoki i zimny głos. Uznałam, że ten jego wokal nie jest zły. Rowling chyba trochę go wyolbrzymiła. Ja przynajmniej nie wzdrygnęłam się na jego brzmienie.

- co pana tu do mnie sprowadza?

Uznałam, że uwierzę mu iż jest voldemortem.

- była tu bellatriks i poinformowała cię, że złożę ci wizytę?

Zapytał.

- oczywiście, była. Może zechciałby pan się czegoś napić?

Zapytałam.

- nie, dziękuję. Mugolskich napojów nie pijam.

- no oczywiście, a wie pan, że było to trochę nieuprzejme? Herbata mugolska jak mniemam zapewne niczym się nie różni od waszej.

Poczułam, że był zaskoczony moją śmiałą odpowiedzią i zachowaniem. Nic jednak nie powiedział.

- mam do ciebie pytanie, a raczej kuszącą propozycję.

Zagadnął pochwili.

- jaką?

Zapytałam pełna najgorszych przeczuć.

- czy chciałabyś przyłączyć się do mnie?

- w jakim sęsie? Chodzi panu o to czy chciałabym zostać śmierciożercą?

- oto mi chodzi.

Przytaknął.

- słyszałam, a raczej czytałam, że lordowi voldemortowi się nie odmawia. Ja jednak muszę nagiąć zasady i odmówić.

- dlaczego?

Zapytał trochę ostrzej.

- jest wiele powodów, dla których nie chciałabym być śmierciożerczynią.

- podaj przynajmniej trzy.

Rozkazał.

- jak sobie pan życzy:

1, nie jestem zła.

2, jestem osobą niewidomą.

3, nie będę zabijać.

4, jestem mugolką.

5, nie umiem czarować.

6, uczę się w technikum masażu i nie mogę opuszczać szkoły.

- dość.

Powstrzymał mnie trochę zbyt szybko, bo nie zdążyłam wymyśleć kolejnego powodu.

Poczułam, że nachyla się nademną, a potem ku mojemu najwyższemu zaskoczeniu chwyta moją twarz w swoje dłonie.

Jego palce były ciepłe. Wyobrażałam sobie, że są zimne, a tu mile się zaskoczyłam. Zdawałam się czuć emanującą od niego magiczność.

Wzdrygnęłam się lekko gdy przesunął je wzdłuż moich skroni.wkońcu natrafił na powieki, a ja zamknęłam oczy. Pomyślałam właśnie o masażu twarzy i usłyszałam jego pytanie.

- czy taki masaż jest przyjemny?

- skąd wiesz, że o tym myślę?

Zupełnie nie zwróciłam uwagi gdy zaczęła mówić mu mniej oficjalnie.

- znam twoje myśli.

- to nieładnie. Ja ci w twoje myśli nie zaglądam. A masaż owszem jest przyjemny.

Skarciłam go.

- bo nie możesz.

Zaśmiał się.

- czy naprawdę nic się nie da zrobić?

Zapytał znów dotykając moich oczu.

- nie. Gdyby się dało to już bym widziała.

- szkoda.

Westchnął, a potem chwycił swoją prawą ręką moją prawą dłoń.

- nie boisz się mnie?

Zapytał tak cicho, że musiałam się nachylić, aby go usłyszeć.

- nie. Dopuki mnie nie torturujesz to jesteś całkiem spoko.

Stwierdziłam.

- bo mnie nie widzisz.

- ale słyszę twój głos.

- a co o nim sądzisz?

Zapytał znowu.

- nie jest straszny. Raczej powiedziałabym, że brzmi tajemniczo.

Moja lewa dłoń przesunęła się po jego prawym przedramieniu. Musiałam stwierdzić, że ma bardzo szczupłe ręce.

- tam nie ma mrocznych znaków.

Uśmiechnął się.

- wiem, są na lewej ręce.

Pochwaliłam się swoją wiedzą.

Moja ręka powędrowała wyżej i natrafiła na obojczyk, a potem na wał mięśnia czworobocznego. Natychmiast poczułam, że jes bardzo napięty i ucisnęłam go.

Voldemort zasyczał cicho.

- jesteś spięty.

Powiedziałam.

- to co.

- poproś bellatriks, ona rozluźni ci mięśnie.

Wysunęłam delikatną aluzję.

- sugerujesz coś?

Zapytał, a ja nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który zagościł na mej twarzy.

- nic, zupełnie nic.

- chcę podkreślić, że to ty pierwsza mnie zaczęłaś torturować.

Zauwarzył z rozbawieniem.

- mam nadzieję, że mi nie oddasz. Nie zniosłabym ani jednego cruciatusa.

Wyszeptałam.

- teraz ci nie oddam. Proszę jednak zaliczyć mi jutrzejszą anatomię, bo decyzję mogę jeszcze zmienić.

Teraz idę. Odwiedzę cię jeszcze.

Wstał z fotela, a mnie zrobiło się smutno.

- nie smuć się. Przyjdę na masaż.

Uśmiechnął się i uścisnął mi rękę.

- dozobaczenia.

Powiedziałam odwzajemniając uścisk.

Teraz miałam nakogo oczekiwać popołudniami. Zastanawiałam się często czy voldemort czerpałby przyjemność z masaży relaksacyjnych. Wiem jedno, muszę zaliczyć tą jutrzejszą anatomię. Nie chcę otrzymać żadnego cruciatusa. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Poraz drugi wzięłam książkę do ręki i sprubowałam zacząć się uczyć. Niestety opornie mi to szło. Moje myśli błądziły wokół voldemorta. Może i jest zły, ale w moim mniemaniu jest bardziej ludzki niż rowling się wydaje. Zastanawia mnie jedno: dlaczego mnie nie zabił? Wkońcu jestem mugolką. Ba, niewidomą wdodatku. No cóż, będę czekać na kolejne spotkanie. Zapytam go o parę istotnych faktów. Kończę, bo anatomia domaga się mojej uwagi.

jak chcecie? Pisać dalej? haha, bo nie wiem. mam nadzieje, że wam się spodoba.

Wielka słabość Narcyzy Malfoj

“Wielka słabość Narcyzy Malfoj”

Pewnego ranka Narcyza wstała bardzo wcześnie. Nie mogła już spać, a Lucjusz poszedł już do pracy do ministerstwa. Były letnie wakacje. Wyjrzała przez okno i zobaczyła swojego syna jak śmiga na miotle trenując zawzięcie.
- Tak szybko to nie wróci.
Pomyślała. Rzeczywiście. Draco jak już zaczął trenować quidditcha to mógł całymi godzinami latać na swoim nimbusie.
Nagle ktoś zapukał do drzwi i kobieta lekko drgnęła. Chwiejnym krokiem poszła do kuchni i zawołała skrzata domowego.
- Zgredek!
- Słucham najjaśniejsza pani.
- Idź otwórz te drzwi i wprowadź gościa do salonu.
Zgredek usłuchał, a Narcyza tym czasem w tępie ekspresowym poszła się doprowadzić do jakotakiego stanu używalności dziennej.
W tępie ekspresowym wyczarowała makijarz na swojej pięknej buziuni. Przejrzała sie w lustrze, wymyśliła jeszcze jakiś fryz i uznała, że jest już gotowa na spotkanie.
Weszła do salonu i ku swojemu najwyższemu zdumieniu, a podkreślam, że zdumienie było wielkie zobaczyła tam Sewerusa Snappe’a we własnej osobie.
Kurtyna tłustych i brudnych włosów opadała mu na czoło. Nie wiem czemu miał takie tłuste, ale domyślam się lub mogę przypuszczać, żę jego gruczoły łojowe ktoś kiedyś pobudził i teraz pracują na szybkich obrotach. Przydałby mu sie masaż zapobiegający temu, ale no cóż. Nie każdy ma to szczęście, że może sobie pozwolić na taki luksus. Mam nadzieję, że w szpitalu świętego munga takie zabiegi preferują.
- Oh, witaj Sewerusie.
Co cię tu do mnie sprowadza?
- Narcyzo, jestem taki samotny.
Wydukał Snappe.
Narcyza zagryzła wargi i pochwili rzekła.
- Rozumiem, ale co ja mam do twojej samotności?Zgred! Przynieś coś do picia!
Pochwili przed Sewciem stała już szklanka z łiski.
- No właśnie ty moja kochana masz doniej bardzo dużo. Widzisz, ztęskniłem się za tobą. Jesteś taka ładna.
Snappe opróżnił już szklanicę, bo to była szklanka duża i zaczął opowiadać Narcyzie jaka ona jest piękna i urocza.
Zgredek umyślnie przyniósł takie duże szklanki łiski, aby Narcyza i Snappe byli lekko wstawieni.
- Ładna? Ja? Mąż mi tak nie mówi. Jesteś cudowny!
Zakrzyknęła i zarzuciła mu ręcę na szyję.
- Matko, gdybyś nie miał takich tłustych włosów to już w ogóle byłoby z ciebie cudo.
Pomyślała bez ogrudek pani Malfoj.
- Cieszę się, że spodobały ci się moje słowa. Gdzie Draco?
Zapytał nagle trzeźwo.
- Lata na miotle. Szybko nie wróći.
Snappe po tych słowach znów zapadł w stan błogiej nietrzeźwości umysłu, bo łiski uderzyła mu bardzo szybko do głowy.
Narcyzie zresztą też. Uśmiechała się głupio i zaczęła głaskać Sewcia po głowie. Smarkerusek bardzo się tym podniecił i zaczął szybciutko rozbierać Cyzię.
Ona mu nieoponowała. Rozwiązała jego pelerynę tak, że opadła na piękną i lśniącą podłogę salonu. Skrzat w tym względzie chyba codziennie dbał o porządek, więc wszystko co w tym domu sie znajdowało lśniło czystością.
Wkródce oboje stali w całej swojej okazałości ze wszystkimi walorami jakimi obdarzyła ich natura. Natura ta była chojna, bo Sewcio został wyposażony w narzędzie godne do pozazdroszczenia.
Narcyza jeszcze nigdy nie widziała takiego okazu, więc gdy go zobaczyła to zachłysnęła się z wrażenia.
Potem doszło do czułego etetete no i gdy całe to przedstawienie miało sie ku końcowi Narcyza usłyszała jakieś kroki przed salonem. Na jaką kolwiek reakcje z jej strony było już zapóźno. Zdążyła tylko zrzucić z siebie Sewerusa, który jęknął boleśnie i chyba potłukł sobie kość ogonową, bo zaczął macać się po dupie.
- Narcyza! Zdradziłaś mnie! Ty! Ty! Ty ladacznico!
Krzyczał jej mąż w agonii. Gdyż tych dwojga wyprowadziło go z ruwnowagi.
Sew nie zdążył się podnieść, bo drobny cruciatus pozwolił mu znowu upaść na posadzkę, która była czysta.
Potem pojawiła się zgrabna sectumsempra rzucona znów przez Lucjusza i podłoga w ich uroczym saloniku została pobrudzona krwią.
- Przestań!
Krzyczał Sewerus do Malfoja.
- Umieram.
- Tak? To dobrze. Może ciebie to czegoś nauczy. Będziesz cierpiał za oboje, bo na dokładkę jeszcze za moją żonę.
- Kochanie. przecież nie jesteś śmierciożercą.
Powiedziała Narcyza do męża ze stoickim spokojem.
- Ależ owszem. Jestem. Zapomniałaś? Żadnym obliwiatusem w ciebie nie rzuciłem, więc niby czemu masz taką kródką pamięć?
- Aaaaallllbbbuuuuus. Allbuuus. Albus do jasnej cholery ratuj, bo umrę.
Tymi oto słowy Snappe zywał dyrektora Hogwartu, który niestety nie nadchodził. Nie miał nadprzyrodzonych mocy, aby słyszeć go z daleka, więc nie nadchodził.
Malfoj folgował w najlepsze.
Wkońcu wszedł Draco.
- Wiesz co? Ładniutka jesteś. Wiesz?
Zapytał swoją mamę patrząc się na nią wnikliwie.
- Ile masz latek?
Synu.
Zakrzyknęła ostro.
- To ja, twoja matka.
- Hehhehehehh serio? Mówisz serio? Nie Nie wiedziałem. W takim makijarzu skojarzyłaś mi sie z jakąś piękną uroczą laseczką.
- Nie pozwalaj sobie zadużo.
Powiedział Lucjusz do syna kopiąc go celnie w jąderka.
- Auuuu, auuuu, auuuu.
Kwiczał jak zażynane prosie.
- Co w ogóle się z wami dzieje?
Zapytał Lucek.
- Matko, tato, nie poznałem mamy w tym makijarzu. nigdy się tak nie stroiła.
- No fakt. Nigdy.
Tak byli zaapsorbowani makijarzem Cyzi, że zapomnieli o konającym Snappie, który niedość, że krwawił to ciagle się trzymał za dupę. Znaczy za kość ogonową, którą sobie stukł.
Malfojowi wkońcu wrócił rozsądek i zaczął tamować krew sączącą się z ran Smarka.
- A ty Narcyzo masz karę. nie wychodzisz z domu przez miesiąc.
Zarządził Lucek, a żonka potulnie się z nim zgodziła.
Zapomniał jednak ten drań o tym, że Snappe może się teleportować i przychodzić pod jego nieobecność.
Koniec.

halkatla i amycius - zabawne, moje

hej. dla rozbawienia. wymyslilam to dla kolezanki na sms, aby sie rozbawila. no i tutaj wam to napiszę. haha. bedzie smiech. głupie jak nie wiem, ale bawi.

Halkatla wlasnie czekala na tulę, bo mialy isc razem pouwodzic smierciozerców Voldzia. Były już wstawione po weselichu, a Voldzio i Ingrit się gzili gdzieś na górze. Tula rozgladała się w koło, a Halkatla zobaczyla jakiegos przesadzistego mężczyzne. Pomyslala, ze omze on dac jej troche roskoszy, wiec podeszla do niego. - ah witaj. powiedziala podchodząc bliżej. - masz ochotę się zabawić? zapytala. - Dosc smiała propozycja. Skwitował smierciożerca. - No oczywiscie, bo ja cala jestem smiala. - jak ci naimie zapytala. - amycius. A tobie? - Ja jestem Halkatla. - Ooo jakie ladne imie. sliczna jestes. wiesz? - No, wiem. Kazdy mi to mówi. Dobra facio rozbieraj się, bo ja mam na ciebie ochotę. śmierciożerca rozebral swoje majciochy w grochy i bluzeczkę w kropeczki. Teraz byl taki jak go natura boska stworzyla. Malego masz tego chuja. stwierdzila bez ogrudek Halkatla. wzięła go w swoje ręce, a pyton Amyciusa stanął gotowy do akcji. - smierdzisz. skwitowała znowu. - wes tyle nie gadaj tylko zabieraj sie do roboty. Halkatla wyciągnęła jeszczeraz rękę i szepnęła. - falluscoitus. Szanowny chuj Amyciusa się zapalil, a jego szanowny wlasciciel wył jak ogłupiały trzymając sie za jaja. Normalnie kwiczal jak prosie. Halkatla uciekła i tak oto znalazła się w ramionach postawnego rowlego, w których zaspokoiła swoje porządanie.

Konieeec.
głupie, ale jakoś postanowiłam napisać. to miało głuwnie służyć za rozbawienie koleżanki. hehehehe

skrzypaczka - przyjaźń

to jest kolejny utwór z mojej twóczości i chyba już jeden z ostatnich.

Agata była trzynastoletnią dziewczyną. Miała długie ciemne włosy i duże, również ciemne, oczy.
Lubiła czytać książki, a szczególnie fantastyczne, bo uważała, że fantastyka jest ciekawa i że dzięki niej można bardziej rozwinąć swoją wyobraźnię. Kochała grę na skrzypcach, gdyż sprawiało jej to dużą przyjemność. Grała już szósty rok i wkładała dużo serca w ćwiczenia.
Był poniedziałek. Agata, ociągając się, zrobiła poranne czynności i poszła do szkoły jak zwykle w ostatniej chwili, gdyż miała niedaleko. W szkole zaś nie miała jeszcze żadnej przyjaciółki, a marzyła o tym, bardzo. Uważała, że przyjaźń jest czymś niezwykłym i każdy na nią zasługuje.
Lekcje w szkole mijały jej dzisiaj bardzo wolno i gdy się skończyły była temu bardzo rada, bo już chciała iść do szkoły muzycznej na lekcję skrzypiec. Jak się później okazało, lekcja nie była zbyt udana, bo jej nauczyciel powiedział, że tym razem za mało ćwiczyła, ale Agata nie zmartwiła się specjalnie, bo wiedziała, że nadrobi to następnym razem.
Gdy tylko przyszła do domu od razu chciała zacząć grać, aby ćwiczyć i poprawić to co było źle.
Tydzień temu mama kupiła jej płytę z muzyką skrzypcową i Agata znalazła na niej piękny utwór Bacha pod tytułem Air on the G String. Postanowiła go zagrać i gdy tak grała stawała się powoli senna i senna …
Gdy się ocknęła zobaczyła, że stoi na jakiejś polance ze skrzypcami w dłoni, a smyczek leży obok niej na ziemi. Schyliła się żeby go podnieść i usłyszała cichuteńki szelest za swoimi plecami. Zaniepokojona zawołała:
- Halo jest tu kto?
Nikt jej nie odpowiedział więc krzyknęła jeszcze raz:
-  Halo kto tu jest?
Po paru sekundach, za jej plecami ktoś powiedział bardzo cicho:
- To ja.
- Kim jesteś? - Zapytała Agata ze strachem w głosie.
- Jestem Bernadetta. - Przedstawiła się dziewczynka.
Była w wieku Agaty, ale trochę od niej niższa i bardzo smutna. Wyglądała bardzo poważnie, jakby przez całe życie nad czymś rozmyślała.
- Wiesz może gdzie ja jestem? – Spytała Agata z niepokojem w głosie.
- Tak, jesteś w świecie muzyki.
- A jak się tu dostałam?
- Stałaś tu na tej polanie i grałaś na skrzypcach.
- A ty? Jak się tu dostałaś?
- Ja tu mieszkam.
- A na czym grasz?
- Na fortepianie.
Dziewczyny rozmawiały dość długo i Agacie wydawało się, że minęły już 2.00 godziny.
- Zagrasz mi coś? - Zapytała Agata Bernadettę.
- Tak. Chodź za mną.
Obie weszły do jakiegoś domu, gdzie grało mnóstwo instrumentów: dętych, blaszanych, strunowych, drewnianych
i wiele wiele innych, o których Agata nigdy nie słyszała. W końcu weszły do pokoju Bernadetty, która natychmiast usiadła przy pianinie i zaczęła grać. Grała tak pięknie, że Agata bardzo się wzruszyła i serdecznie pogratulowała jej tego występu.
Po dłuższym czsie Agata zrozumiała, że to sen, że leży w swoim łóżku, a ten świat muzyki jej się tylko śni.
Z rozczarowaniem usiadła i nagle, ze zdumieniem zobaczyła, że na podłodze leży małe pudełko. Podniosła je i otworzyła. W pudełku była mała karteczka i klucz, a na kartce było napisane:
Świat muzyki nie był snem. Dostaniesz się do niego tylko za pomocą tego klucza. Wystarczy, że otworzysz jakieś drzwi i pomyślisz sobie o świecie muzyki, a natychmiast się tam znajdziesz. Odwiedź mnie kiedyś.
Pozdrawiam Bernadetta.
Agata czuła się szczęśliwa, że może jeszcze raz odwiedzić Bernadettę, bo miło było spędzać czas w
jej towarzystwie w świecie muzyki. Postanowiła, że następnego dnia znów tam pójdzie. Tak też zrobiła.
Bernadetta powitała ją z radością, a Agata też się ucieszyła na jej widok.
- Mam do Ciebie pytanie. - Zaczęła Agata. - Jak się dostanę z powrotem do mojego świata?
- Dostaniesz się tam grając Air on the G String, tak jak dostałaś się za pierwszym razem.
- A czy będę mogła Ciebie ze sobą zabrać?
- Nie wiem. Nigdy nie próbowałam się przenieść do twojego świata. Poza tym nie wiem jaki on jest.
Obie spróbowały przenieść Bernadettę do świata Agaty i udało się! Było im bardzo przyjemnie, bo wymyśliły utwór na fortepian i skrzypce, który zagrały potem na koncercie w świecie muzyki. Agata czuła, że zaprzyjaźniła się z Bernadettą bo przychodziła do niej, aby pocieszyć ją w trudnych chwilach (na przykład przed egzaminem, kiedy Agata była cała zestresowana), albo na konkursach muzycznych gdzie dostawała tylko wyróżnienia, a inni zdobywali główne nagrody. A wtedy Bernadetta dodawała jej otuchy.
W świecie Bernadetty Agata mogła grać tak, jak potrafiła i wszyscy się z tego cieszyli i nie mieli do niej pretensji, że gra niedoskonale. Obie wiedziały, że ich przyjaźń jest prawdziwa i nie zawiera się tylko w słowie , ale też i w czynach.

żyła kiedyś pewna nastoletnia dziewczyna

witam was bardzo serdecznie. jest to opowiadanie, które pisałam kiedyś na konkurs polonistyczny ogulnopolski. dostałam wnim pierwsze miejsce zato opowiadanie. mam jeszcze jedno, tylko one są jakoś bez tytułu, bo tematyką ich miała być przyjaźń, a tytuł wtedy nie przychodził mi do głowy, dziś wrzucę wam to jedno, a następnym razem to drugie .

Żyła kiedyś pewna nastoletnia dziewczyna,  która miała na imię Natalia. Była uboga. Miała rodziców, którzy nadużywali alkoholu i siostrę Honoratę, która bardzo lubiła marzyć. Natalia bardzo chętnie pomagała ludziom i uwielbiała sprawiać innym przyjemność. Chodziła do gimnazjum. W swojej klasie miała niezbyt sympatyczne koleżanki, a bardzo chciała znaleźć jakiegoś przyjaciela -takiego od serca, który by jej potrzebował, doceniał i wspierał.
Pewnego dnia, gdy bohaterka wracała ze szkoły, zobaczyła przycupniętego na chodniku chłopca, który siedział skulony i płakał. Na ten widok dziewczynce ścisnęło się serce, bo już nieraz widziała, jak jej siostra płacze i potrzebuje wsparcia w trudnych chwilach. Podeszła do niego i zapytała:
- Czemu płaczesz?
Chłopiec na jej słowa poderwał się i zapytał:
- Kim jesteś?
- Jestem Natalia. A ty co tu robisz?- odpowiedziała dziewczyna.
- Ja płaczę, bo, bo …
I głos uwiązł mu w gardle, a wielkie łzy skapywały na ubranie.
- Bo jestem sam na świecie, nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie potrzebuje.
Mówiąc to znów zapłakał.
- A ty pewnie masz kogoś, kto Ciebie kocha! Masz dla kogo żyć, a ja nie.
- Ja jestem w podobnej sytuacji wiesz? Mam tylko siostrę, która mnie kocha, ale moi rodzice piją- odpowiedziała Natalia.
- A gdzie mieszkasz? - Zapytał mały chłopiec.
- W takim zaniedbanym domu. A ty?
- Ja teraz mieszkam w sierocińcu, ale myślę i marze, że znajdę dom i kogoś kto mnie pokocha. Przyjechałem z Indii, bo była tu praca dla mojego taty, ale moi rodzice zachorowali i zmarli, a ja zostałem sam jak palec na tym świecie.
- A jak się nazywasz?- spytała cicho Natalia.
- Jen.
Dopiero teraz dziewczynka zauważyła, że Jen ma ciemniejszą skórę i inne rysy twarzy niż ona. Serce jeszcze bardziej jej się ścisnęło, bo zobaczyła też, jaki jest biedny i wychudzony.
Gdy tak rozmawiali, Jen postanowił zaprowadzić Natalię do domu, który uważał za niezwykły, bo od pewnego czasu przychodził w to miejsce i obserwował je, ale nigdy nie odważył się tam zapukać..
- Kto tu mieszka? - Zapytała bohaterka.
- Nie wiem. Nigdy tam nie wszedłem.
Natalia, nie zastanawiając się ani chwili, zapukała i usłyszała miłe:
- Proszę wejść.
W domu tym mieszkała miła staruszka, która na widok dzieci uśmiechnęła się promiennie
i powiedziała.
- Wejdźcie, tak rzadko ktoś mnie odwiedza, bo ja nie mam rodziny, ani nikogo bliskiego na świecie.
Dzieci usiadły, a miła staruszka poczęstowała ich ciastkami z kremem.
Natalia zaczęła opowiadać o sobie i swojej siostrze. Potem Jen zrobił to samo. Okazało się, że  staruszka ma na imię Maria i straciła rodzinę bardzo dawno.
Dzieciom miło spędzało się czas z wdową, a historia Jena tak ją wzruszyła, że postanowiła go zaadoptować. Wszystko się udało i od tej pory Jen zamieszkał u niej. Natalii, i Honoracie pani Maria obiecała pomoc. Pomogła im poprawić warunki życiowe, a dzieci czuły się tak, jakby miały przyjaciółkę od serca.
Mogły wszystko jej powiedzieć, a ona je pocieszyła i zawsze niosła im dobre słowo. Doradzała im też w trudnych momentach i wspierała w ciężkich chwilach.
Natalia myślała zawsze, że przyjaciółkę może znaleźć tylko w swoim wieku, ale teraz, gdy odkryła prawdziwą przyjaźń, dotarło do niej, że się myliła. Teraz wiedziała, że przyjaźń z Jenem i panią Marią, to jest to, czego szukała. Bez znaczenia były różnice wieku i pochodzenia – liczyło się tylko dobre serce i wrażliwość.
Przychodziła więc często z Honoratą w odwiedziny do pani Marii i Jena i bardzo długo u nich zostawały, ciesząc się, że mają tak wspaniałych przyjaciół.

część 5

hej. to już ostatnia z moich ówczesnych kryminałów. potem jakoś już nigdy nie pisałam kryminałów takich typowych. o porwaniach coś napewno pisałam, ale z w-11 już nic. a więc zaczynamy:

“Seryjny morderca i tajemnicze podziemia”
część 5.

- Rafał przesadziłeś.

Powiedziała Ania z udawanym gniewem.

- Ja? Aniu jak możesz.

- No dobra żartowałam.

- Lepiej wydostańmy się z tąd.

* * *

- I co teraz?

- Gdzie jest zalef?

Spytał Maciek.

- Niemam pojęcia.

- Gdzie dziewczyny?

- Anka Aśka!!! Chodźcie.

- Już idziemy.

Odpowiedziała Aśka i razem z Anką weszły do pokoju.

- Ej brawo.

- Gdzie ją znalazłyście?

- Zalef no powiedz gdzie.

- Zamknij się ty policjantko.

Powiedziała Kendi do Aśki.

- Daruj sobie te odzywki.

- Znalazłyśmy ją w miłosnej ekstazie ze swoimmanem czyli z tym kochasiem, który ją wyprowadził z tego pokoju.

Powiedziała ironicznie Anka.

- Co się tak gapisz?

Spytała Zalef Aśke.

- A co cię to obchodzi.

* * *

- No kiedy oni wrócą?

- A co niecierpliwisz się?

- Patrzcie!!!

- Krzyknęła Marzena.

- Cooo?

- Znalazłam za tą monalizą jakąś kartke. Na niej było napisane.

- “Wy su*******. Wiem o was wszystko. Macie wypuścić moją ukochaną. Czyli Kendi. Ona ma jakieś słabości, ale nie powiem wam jakie. Powiem wam jedno, że
przyczyną jest Anna Potaczek”.

- Co to ma znaczyć?

Spytał Kuba.

- Zadzwonie do Anki. może ona nam to wyjaśni.

* * *

- Czekajcie dzwonimój telefon.

- Kto dzwoni?

- Marzena. Powiedziała ździwiona Ania, ale odebrała.

- Tak słucham.

- No hej. Mamy do ciebie sprawe.

I Marzena opowiedziała jej wszystko.

- Naprawde niewiem co to znaczy, ale zapytam się jej ok.

- Ok. No to cześć.

- Cześć.

Ania rozłączyła się i zwróciła się do Zalef.

- Dlaczego się mnie boisz?

- Ja? Spytała ździwiona.

- Nie oszukujmy się. Dlaczego?

- Niepowiem!!!

- Nic Ci nie zrobie tylko powiedz oco chodzi.

- Słyszałam, że tobie jeszcze żaden bandyta i przestępca nie ubliżył. I jak ktoś to zrobi to ty zabijasz te osoby w taki sposób, że one się tego niezpodziewają.

(Tak gdzieś wyczytałam, że Ani jeszcze nikt nie ubliżył, ale o zabijaniu sobie wymyśliłam).

* * *

- Zadzwonie do Kuby i rezszty, aby nam pomogli.

Powiedziała Ania.

- Ok.

Po kilku minutach przyjaciele przyszli i ich z tamtąd wyciągnęli.

- Wiecie co?

- Co?

- Wydaje mi się, że coś was łączy.

Powiedział przekornie Kuba.

Rafał i Ania spojrzeli na siebie, ale nie dawali tego po sobie poznać.

-Nas nic nie łączy.

- Tak? Okarze się.

I wszyscy zaczęli się śmiać.

* * *

- To niejest prawda.

Powiedziała Ania.

- Chodźmy już z tąd.

Powiedział Seba.

- Maciek! Maciek gdzie jesteś!!!

- Już ide.

Pochwili Maciek przyszedł z kochasiem Kendi.

- Mów gdzie jest dziecko twojego ojca.

- Powiedział Maciek do Zalef.

- No dobra mój ojciec gdzieś je przetrzymuje, ale chyba oddał je tym ludziom.

- Jesteś pewna?

- Naturalnie.

- Sprawdzimy to.

- Dobra.

Po godzinie wszyscy spodkali się przy wyjściu z podziemi.

- Nareszcie światło dzienne.

- No niema co.

Wyrok:

Kendi Zalef za liczne zabujstwa została skazana na dożywocie i obserwaby nie uciekła z więzienia.

Jej kochanek równierz został skazany na dorzywocie i ojciec tak samo.

część 4

“Seryjny morderca i tajemnicze podziemia” Cz.4

- Zalef masz nam powiedzieć co robisz w tych podziemiach!

Kszyknął zdenerwowany Seba.

- Spadaj nic ci niepowiem.

- To pujdziesz do więzienia.

- No i co. Prędzej czy później i tak się z niego wydostane.

* * *

- Kurde dzwonie do Aśki, a ta nieodbiera.

- A dzwoniłaś do Anki?

Spytał Wiktor Ani.

- Tak, ale ona ma wyłączony telefon.

- Ja pójdę w tą strone gdzie oni wszyscy poszli może ich znajde.

Powiedziała Ania.

- Pójde z tobą.

Dodał Rafał.

Komisarze szli i szli nawołując swoich przyjaciół.

- Anka Maciek!! Gdzie jesteście!

- Aśka Seba!

I takdalej.

- Rafał nigdzie ich niema.

Po kilku minutach tej nieskończonej wędrówki Ania zobaczyła jakieś drzwi, ale nie te, którymi weszli: Anka, Aśka, Maciek i Seba. Zupełnie inne.

Otworzyła je, ale był to błąt.

* * *

- Co Zalef no powiedz jaka jesteś!

Krzyczała Ola.

- Pokarz swoje prawdziwe oblicze! Mam już ciebie dosyć!

- Milcz, bo cię zabije.

- Niezrobisz jej nic.

Powiedziała Ania.

- Tak, a załorzymy się.

Nagle wszyscy usłyszeli jakieś kroki i słowa.

- Póść Kendi Zalef i rozkuj ją z kajdanek.

- Uwarzaj, bo to zrobie.

Powiedział Seba.

Maciek chciał wyjąć broń, ale męrzczyzna, któremu bardzo zależało na uwolnieniu Kendi powiedział.

- Jak wyjmniesz broń to cię postrzele.

Ania Potaczek korzystając z okazji cichaczem wyszła do innego pokoju i wyjęła broń, aby męrzczyzna jej niezauwarzył i pochwili wróciła i powiedziała.

- Rzuć broń.

- O piękna pani mi grozi?

Spytał drwiąco męrzczyzna.

Ania zignorowała, go.

* * *

Ania i Rafał weszli do tajemniczego pomieszczenia.

- Jak myślisz co tu może być?

Spytała Ania.

- Niemam pojęcia.

Ania zrobiła dwa kroki doprzodu i?

- AAAAAA!

Krzyknęła gdyż wpadła do jakiejś głębokiej dziury. Zaczęła spadać, spadać i jesczeraz spadać czując na sobie zimny podmuch wiatru.

- Aniu moja droga uratuję cie.

To powiedziawszy Rafał skoczył za Anią w głęboką przepaść.

Pochwili Ania spadła na miękką trawe, a zaraz potem Rafał wylądował tuż obok niej.

* * *

- Mam już dość tych nudów.

Powiedziała Karola.

- Marzena co ty jesteś taka nieobecna?

- Ja?

Spytała ździwiona.

- A kto ja.

Powiedział Wiktor.

- Zastanawiam się nad jednym. Czy zauwarzyliście, że Anka i Rafał zachowują się jakoś dziwnie?

- No przebywając znimi zauwarzyłem coś jakby ich łączyło.

Powiedział z przekąsem Kuba.

- A może ich coś łączy.

- Nie. Zwariowałaś. Przecierz oboje mają stan cywilny.

- No fakt.

* * *

- Aniu może to jest dobry momęt?

- Na co?

Spytała Ania lekko się rumieniąc.

- No wiesz.

Rafał obiął Anie i czule ją pocałował.

część 3

dobra, lecimy dalej z moją dawną twórczością. nawet tego nie przeglądałam, a nie wrzucałam tego tutaj, bo czasu nie miałąm wcześniej.

“Seryjny morderca i tajemnicze podziemia” Cz.3

- Sprawa robi się coraz bardziej skąplikowana. Powiedziała Marzena.

- Ale naprawde nie widziałyście kogoś kto mógł nabazgrać ten napis? Spytał Kuba.

- Nie.

- Ja już nie wytrzymam. Musze wyjść. Powiedziała Joanna i wyszła wejściem, którym komisarze i detektywi mieli zamiar iść.

- Aśka zaczekaj! Krzyknął zanią Seba. Ale komisarz szła już jakimś korytarzem.

- Idę zanią. Powiedziała Ania Potaczek.

- My też. Dorzucili Maciek i Seba.

- Ok. My jeszcze się tu rozejrzymy. Jak znajdziecie Aśke lub będziecie potrzebowali pomocy to zadzwońcie.

- Ok. Tak więc komisarze i detektyw podążyli śladem Aśki, która zagłębiała się coraz bardziej w ów korytarz.

- Aśka stuj! Darli się jej przyjaciele.

Aśka stanęła i rozejrzała się wokoło.

- Czemu zamną poszliście?

- Bo niechcieliśmy puścić cię samej. Powiedział Seba.

- Anka dlaczego jesteś taka nieobecna?

- Ja? Nie tylko zobaczyłam jakieś drzwi gdzie jest napisane, że niewolno wchodzić.

Ania skierowała się w kierunku owych drzwi, ale Maciuś zatrzymał ją ruchem ręki i powiedział.

- Aniu sama tam nie wejdziesz.

- Dobra już dobra, ale wejdziecie zemną?

- Tak.

Maciek uchylił drzwi i wszedł do środka, ale nagle drzwi się za nim zatrzasnęły i Maciek zaczął wirować w okuł własnej osi. Z resztą stało się tak samo.
Pochwili wszyscy wylądowali na zalanej krwią posacce.

- Dojasnej Anielki co to ma być?

Spytała ździwiona Aśka.

- Borze ta podłoga jest cała we krwi. Wzdrygnęła się Anka.

Nagle wszyscy usłyszeli czyjeś kroki i przyciszone głosy.

- Cicho.

Powiedział Maciek.

- Ty palantko jak możesz.

- Co. Wiesz, że moge cię zabić.

Komisarze i detektyw słyszeli wyraźnie dwie kobiety rozmawiające zesobą.

- Nie Kendi!

- Cicho. Niedrzyj się tak.

Zaras potem przyjaciele usłyszeli dziwne harkotanie jakby ktoś kogoś dusił.

- To Zalef i Ola.

Szepnęła cicho Asia.

- Jaka Ola?

Spytała Ania.

- Sama wam powie, bo śniło mi się jeszcze, że Ola to dobry człowiek, ale jest szantarzowana przez Kendi.

- Cicho. Znowu coś gadają.

- No i jak?

Spytała Zalef.

- Na wspak.

Odpowiedziała jej Ola, a potem zaczęła szybko uciekać.

- Dziewczyny chwyciły ją, a Maciek i Seba złapali i skuli Kendi Zalef kajdankami.

- Pójdziesz siedzieć za wiele zabujstw.

- Dobra, ale niebawem się wydostane z tego pudła.

Zalef zaczeła się szamotać.

- Grzecznie! Powiedział zdenerwowany Seba.

- Puść mnie ty sku******.

- Może tak ładniej się wyrażaj co.

- Ola jak masz nanazwisko?

Spytała Ania.

- Niepowiem, bo Kendi mnie zabije.

- Nie zabije cię. Powiedziała Aśka.

- Tak. Wiele razy wychodziła z więzienia i wiele razy zabijała.

- Ale teraz cię nie zabije przysięgam. Jak masz nanazwisko?

- Sobka.

część 2

“Seryjny morderca i tajemnicze podziemia” Cz. 2.

- “Ty su**… przestań mnie zdradzać, bo spodka cię coś złego”.

- Zjakiego numeru został on wysłany? Spytała Marzena.

- Z zastrzerzonego. Odpowiedział Wiktor.

- Cicho. Powiedziała Aśka.

- Wszyscy się uciszyli.

- Słyszycie te krzyki?

- Jak by kogoś mordowali. Powiedziała Anka Palka.

Pochwili wszyscy zagłębiali się w podziemiach i biegli w kierunku skąd dochodziłjy krzyki.

- Już jesteśmy coras blirzej. Powiedziała zadyszana Marzena. Komisarze i detektywi dotarli do jakiś drzwi, zaktórymi się działo coś strasznego.

- Wchodzimy tam.

- Kiedy się nieda. Powiedział nerwowo Kuba próbując otworzyć drzwi.

- Dziewczyny odsuńcie się. Powiedział Seba.

Jak Powiedział tak zrobiły. Komisarze, Maciek i Wiktor zaczęli napierać na drzwi, ale nic się niestało. Nagle wszyscy zauwarzyli, że zniknęła Ala, ale pochwili
wróciła zadyszana i powiedziała.

- Chodźcie znalazłam drugie wejście.

- Wy dziewczyny pójdźcie za Alą, a my jeszcze posiłujemy się z tymi drzwiami ok.

Powiedział Rafał.

- Ok.

- Gdzie Ala widziałaś to wejście? Spytała Ania Potaczek.

- Jeszcze troche.

Dziewczyny szły już dobre 10 minut.

- No gdzie ono jest? Spytała już lekko poddenerwowana Asia…

* * *

- Do jasnej ciasnej te durnowate drzwi niechcą się otworzyć.

- Kuba jaki ty nerwowy jesteś. Powiedział Maciek.

- Zmówiliście się czy jak. Powiedział rozzłoszczony Kuba.

- Kto z kim? Spytał zaciekawiony Seba.

- Maciek ze swoją byłą partnerką z komisariatu.

- Z czym się zmówiliśmy?

- Z tym, że oboje powiedzieliście mi, że jestem nerwowy.

- Widzisz chyba tak samo myślimy…

* * *

- Nie rozumiem przecierz były te drzwi tutaj. Ala wskazała na ściane po swojej lewej stronie. Ania Palka zauwarzyła jakiś uchwyt na ścianie, na która wskazała
Ala i powiedziała.

- Patrzcie.

Dziewczyny podeszły do ściany, a Ania pociągnęła uchwyt. Ściana zaczęła podnosić się dogury z cichym sykiem. Pochwili dziewczyny weszły do jakiegoś pomieszczenia,
a Ania z pomocą Ani zamknęła ściane.

- Ja widziałam drzwi a nie podnoszącą się ściane. Wszystkie rozglądnęły się ciekawie po pomieszczeniu. Był to pusty pokój, w którym nic nie było.

- Patrzcie tam są kolejne drzwi. Powiedziała Karolina. Wszystkie dziewczyny poszły za Karolą i ku ich uldze usłyszały te same krzyki co wcześniej…

* * *
- Wiecie co zadzwonie do Aśki i spytam się czy już coś mają. - Powiedział Sebek i wykręcił numer do swojej koleżanki…

* * *

Pochwili do Aśki dzwoni telefon.

- To Sebastian. Powiedziała i odebrała telefon.

- Tak.

- Aśka macie coś?

– Tak.

- Bo my jak na złość niemożemy otworzyć tych drzwi.

- Tak.

- No to co macie?

- Dużo ciekawostek.

- Aśka bezrzartów powiedział lekko poddenerwowany Seba.

Asia powiedziała mu co mają i pochwili skończyła rozmowe.

Marzena rozglądając się po pokoju zobaczyła na ścianie piękną monalize gdzie na samym dole drobnymi literkami było napisane Kendi Zalef.

- Dziewczyny spójrzcie. Powiedziała wskazując na obraz.

Wszystkie jak nakomęde spojrzały na monalize.

- Kurcze śniła mi się ta kobieta. Powiedziała Anka Palka i wzdrygnęła się na samą myśl.

- Jak się nazywała?

- Kendi Zalef. To był jej przydomek nikt nie wie jak się ona nazywała. Śniło mi się, że była to seryjna morderczyni i zabijała bardzo durzo osób i nalerzała
do jakiejś mafii. Była ona nie uchwytna dla policji.

- Może Marika Benek i Kendi Zalef to jedna i ta sama osoba. Co otym sądzicie? Spytała Marzena.

- No może, ale nie mamy rzadnych dowodóf.

Kobieta na obrazie była dosyć ładna miała długie ciemne włosy i cere równierc ciemną, a jej oczy były niebieskie. [Niewiem czy pasuje cera oczy i włosy
kolorystycznie. Jak nie to niemiejcie mi tego zazłe]

* * *

- No gdzie ona ci mówiła, że mamy iść?

- Do jakiejś ściany, która się podnosi.

- Ale takiej ściany nigdzie niewidze.

Powiedział Rafał.

- No ja też.

Po 5 minutach.

- Stujcie. Ja widzę tą ściane.

Powiedział Kuba i pociągną za uchwyt, a ona natychmiast się otworzyła.

- Dziewczyny jesteście tu?

- Seba niedrzyj się tak jesteśmy. Dziewczyny opowiedziały wszystko co się wydarzyło.

- Dobra chodźmy zobaczyć kto tak krzyczał. Powiedział Rafał i gdy szedł w kierunku tajemniczego przejścia pośliznoł się i upadł na posadzke.

- Rafał! Krzyknęła jego partnerka. Rafał wstał i gdy to zrobił zobaczył naczym się pośliznął. Była to czyjaś jeszcze świerza krew. Pochwili wszyscy skierowali
wzrok na ściane, na której ktoś napisał krwią następujące słowa. “Palka to nie był sen tobie śniła się prawda. A ty Czechowska powiedz co tobie się śniło
o Kendi Zalef, bo jak niepowiesz to strzesz się”.

- Co to ma znaczyć! Krzyknęła panicznie Asia.

- Aśka powiedz co ci się śniło.

- Nie.

- No prosze.

- Nie, bo jak to była prawda to ja niewiem.

- No powiedz.

Aśka nie miała siły się opierać i zaczęła opowiadać.

- Zalef miała durzo mężóf mafiozów, a zarazem kochanków. Była kilkarazy w więzieniu, ale zawsze zniego uciekała i zawsze miała zesobą broń Amunicje m16
i tego kto stanął jej nadrodze to zabijała. Uwodziła męrzczyzn jak ta Bruk z “Mody na sukces”.

[Nie wiem czy Asia ogląda, ale niby, że tak].

- Krucafuks jaka ona musi być okropna. Powiedział Wiktor.

“Seryjny morderca i tajemnicze podziemia” część 1

witam. postanowiłam dodać coś kolejnego z mojej twórczości dawnej.
a to zapisek dawny i dawna data:

25 lipca 2006
“Seryjny morderca i tajemnicze podziemia”.

Chciałam dodać do ostatniego scenariusza, że Magdalena Wilk wyzdrowiała
i wróciła do pracy. Nie chciało mi się opisywać odwiedzin w szpitalu. A teraz scenariusz.

“Seryjny morderca i tajemnicze podziemia”

Anna Palka i Rafał Kopacz dostali zgłoszenie zabujstwa.

Poniedziałek 10.00 miejsce zbrodni.

- Cześć. Co tam mamy?

Spytała Ania.

- Zabujstwo. Dziewczyna została dźgnięta nożem w plecy, a zaraz potem uduszona. Sprawca musiał być w rękawiczkach, bo nie zostawił odcisków palców.

Wtorek 11.30 kolejne zabujstwo młodej dziewczyny w ten sam sposób.

Środa 11.30 kolejne zabujstwo młodej dziewczyny w tych samych okolicznościach.

- Kurcze Rafał. Nic nie mamy rzadnych śladów. kąpletnie nic.

- Zwłoki znajdowane są tylko w lasach.

- To już trzecia ofiara tego seryjnego mordercy. Musimy szybko działać.

- Czekaj czekaj wydaje mi się, że ten sprawca musi mieć w lesie jakąś kryjówke.

- No ale gdzie?

- Nie wiem. Przeszukamy ten lasek.

Czwartek 13.00 las. Technicy nic nie znaleźli, ale komisarze: Ania Potaczek, Kuba, Ania Palka, Rafał, Joasia i Sebastian postanowili się troche rozejrzeć
po lesie.

- Musimy się rozdzielić. Kuba Ania na południe, Aśka Seba na północ, a ja i Rafał pójdziemy na zachód. Jak ktoś zobaczy coś podejrzanego niech dzwoni ok.

Powiedziała Ania Palka.

- A kto pójdzie na wschód? Spytała Ania Potaczek. Nikt nie zdąrzył jej odpowiedzieć, bo zadzwonił do Ani telefon. Dzwonił Maciek Friedek.

- Cześć Maciek.

- No cześć Aniu. Mam do ciebie pytanie. Czy zajmujesz się są sprawą gdzie zabito te 3 dziewczyny?

- No pewnie. Wszyscy się nią zajmujemy i teraz będziemy rozglądać się po lesie.

- Zaczekacie na nas?

- Tak.

- Ala i ja zaraz tam będziemy.

- Ok.

- Narazie.

- Kto dzwonił?

- Maciek. Zaczekamy tu na niego i Ale, bo oni też prowadzą tą sprawe.

Po kwadransie.

- Cześć.

- Witajcie. To wy idziecie na wschód ok. Powiedziała Aśka.

- Nie ma problemu. Pochwili wszyscy się rozeszli. Każda para w innym kierunku.

* * *

Ania i Kuba.

- Narazie nic nie ma co by nas zainteresowało. Powiedziała Ania.

- No tak narazie nic.

* * *

U Ani i Rafała.

- Rafał patrz tam się coś dzieje.

- Czekaj podejdziemy blirzej.

- To zwykła zaczepka młodzierzy. Zaraz ich przegonie.

- Możecie iść z tego lasu!

- Dlaczego czy coś się stało?

- Jest tu warzna akcja policyjna. Wyjaśnił Rafał.

- No dobra już sobie idziemy.

U innych też nie było nic ciekawego, ale po godzinnej wędrówce u Ani i Kuby.

- Kuba odsuń ten kamień, bo wydaje mi się, że coś za nim jest.

Kuba próbuje odsunąć kamień.

- Anka zwariowałaś to jest zaciężkie.

Po kilku minutach wspólnymi siłami komisarze odsunęli kamień.

- Anka tu jest jakieś przejście podziemne.

- Wchodzimy tam.

- Najpierw zadzwonimy po reszte.

- Potem. Komisarze weszli do podziemi. Było tam ponuro strasznie i ciemno. Nagle Anka schyliła się.

- Anka co ci jest? Chodź idziemy dalej.

- Kuba zaczekaj.

- No co do jasnej ciasnej.

- Jaki ty nerwowy jesteś. To jest zakrwawiony nóż. Kuba załorzył rękawiczki i podniósł nóż.

Komisarze idą dalej.

- Czekaj Ania tu coś jest napisane.

Kuba wskazał na ściane po swojej lewej stronie i razemz Anią odczytał.

“Wszystkie młode dziewczyny to głupie dz****. Trzeba je zabijać!!!”

- Co za świr. Powiedziała Ania.

- Ale jaki on ma cel żeby zabijać te biedne dziewczyny. Anka ja zadzwonie po reszte i wyjde nazewnątrz, aby wskazać im droge. Idziesz zemną czy zostajesz
tutaj?

- Ja pójde dalej się rozejrzeć.

- Dobra tylko uwarzaj na siebie.

- Nie ma sprawy.

Kuba wyszedł, a Ania poszła dalej. Idąc tak nagle zobaczyła jakieś drzwi, zaktórymi było słychać jakieś głosy. Ania zatrzymała się i zaczęła nasłóchiwać.

- No to co teraz będzie?

- Nie rozumiesz policja depcze nam po piętach i musimy się strzec.

- A zkąd ty wiesz czy już nas nie znaleźli? Bo ja słyszałam jakieś głosy.

- Czekaj ja też ide to sprawdzić.

Ania schowała się za jakimś filarem tak, aby nikt jej nie zauwarzył.

- Narazie nikogo nie widze. Powiedział jakiś męrzczyzna. Ania czekała w napięciu co dalej i nagle usłyszała dźwięk swojej komurki i męrzczyzne.

- Chodź ktoś tu jest.

Kobieta przebywająca w pomieszczeniu wyszła,a Ania wzięła nogi za pas i zaczęła uciekać. Tamci zaczęli ją gonić i gdy Ania myślała, że im ucieknie, ale
potknęła się o jakiś kamień i upadła.

Nie zdąrzyła się podnieść, bo para ją dościgjnęła, ale wyraźnie wskazywało na to, że nie chcą jej związać tylko spytali.

- Kim jesteś?

- Trafiłam tu przypadkowo. Skłamała Ania.

- Anka gdzie jesteś!!! Rozległ się krzyk.

Ania wiedziała, że to komisarze i detektywi i powiedziała.

- Musze już iść. Próbowała się podnieść, ale męrzczyzna przytrzymał jej ręce i powiedział.

- Teraz to ty nigdzie nie pójdziesz tylko wyjaśnisz nam kim jesteś.

- A co cie to obchodzi. Chyba moja sprawa kim jestem co?

- Tak tak twoja, ale nie jesteś z policji?

- Nie.

- Danka sprawdź czy ona naprawde nie jest z policji.

- No ja nie kłamie naprawde nie jestem! Krzyknęła Ania.

* * *

- Słyszycie? Ani się coś dzieje. Powiedział Maciek.

- Krzyki dochodzą z tamtąd.

Powiedział Seba. Komisarze i detektywi pobiegli w kierunku skąd dochodziły krzyki.

- Zostawcie ją to nasza koleżanka.

- Ale nie z policji?

- Nie. Pochwili Danuta i jej towarzysz sobie poszli i Ania powiedziała.

- Jak szłam to za takimi drzwiami usłyszałam głosy męrzczyzny i kobiety, ale to nie byli ci co zemną rozmawiali. tylko było to najprawdopodobniej z jakiegoś
nagrania.

- Tak, ale zastanawia mnie jedno. Dlaczego oni boją się policji. Powiedziała Ala.

- Trzeba sprowadzić tu techników może oni znajdą jakieś ślady.

Piątek 10.35. Podziemia.

- Czy są jakieś ślady?

- Tak całe mnustwo. Durzo krwi i innych śladów, ale już do zabezpieczyliśmy. Możecie jerzcze raz tam wejść i zobaczyć. Nie zbadaliśmy całych podziemi poniewarz
one są strasznie rozbudowane, ale jak wy znajdziecie coś szczegulnego to dajcie nam znać.

- Dobra nie ma sprawy.

- Nas jest zamało, aby przejrzeć całe podziemia.

- Powiedziała Ania Palka.

- Zadzwonie do Maćka, aby przyjechał z swoją całą grupą.

- Ok.

Po 20min.

Detektywi dotarli na miejsce i zaraz potem wszyscy weszli w podziemia.

* * *

Maciek i Ala.

Gdy detektywi zagłębiali się coraz bardziej w podziemia Ala zobaczyła jakieś wejście porośnięte gąszczem. Postanowiła razem z Maćkiem odgarnąć zarośla,
aby dostać się do wejścia.

Po kilku min.

- To są zwykłe zamknięte drzwi.

- Ale nie zaszkodzi sprawdzić co zanimi jest. Powiedziała Ala.

- Ala odsuń się.

Maciek wywarzył drzwi. Pochwili oboje weszli do środka. Był to duży pokój gdzie było dużo pułek z książkami, a na środku pokoju był duży stół zawalony stertą
papierów, a wokół niego krzesła.

- Ala ty przejrzyj pułki z książkami, a ja przejrze te papiery.

- Dobra.

Maciek przeglądał papiery, ale nic ciekawego nie było tylko jakieś płatności i dokumenty. Natomiast Ala znalazła na jednej pułce między książkami czyjś
pamiętnik.

- Maciek chodź tu. Powiedziała. Detektyw podszedł do Ali, a ona otworzyła pamientnik i na pierwszej stronie było napisane.

“Jestem córką gangstera mam 20 lat. Zabijam bez opamientania. Mam już na kącie 4 zabujstwa. Jestem bez uczuciowa. Nie potrafię kochać. Lubie się dobrze
zabawić, zabijać i wykonywać zadania, które mi ojciec powierzy. Do tej pory policja nie udowodniła mi rzadnego z tych zabujstw i czuje się bezkarna. Nie
zdradze swojego imienia ani nazwiska, bo boje się, że ktoś przeczyta mój pamientnik”.

- Widzisz jest tu nawet data 2006 rok 3 listopada. Dziewczyna prowadzi pamientnik już conajmniej rok i zabiła 4 osoby. Powiedziała Ala.

- Ala otwórz na ostatnim zapisku. Detektyw otworzyła i ukazał się napis.

“Jest coraz lepiej. Już zabiłam 10 osub, ale postanowiłam zabijać bez powodu. Mój kochanek wymyślił, że będzie zabijał młode kobiety. Poniewarz sądzi, że
to dz****. Ja się z nim zgadzam, vo tylko lecą na bogatych facetów. Niedługo będe musiała się przeprowadzić, ale się nie przeprowadze, bo mi się nie chce.
Mój ojciec porwał jakieś małe dziecko. Jakiejś Danuty i Kamila Lebić. Rzałosne!!!”

20 lipca 2006 roku.

- Przecierz 21 popełniono pierwsze morderstwo.

Powiedział Maciek.

- Maciek pamiętarz tego faceta o tą panią, którzy rozmawiali z Anką. To są rodzice tego porwanego dziecka. Ania mówiła, że kobieta nazywa się Danuta.

- Zastanawiałaś się dlaczego rodzice tego dziecka nie chcą policji?

- No pewnie. Wydaje mi się, że rodzice są szantarzowani zabiciem dziecka przez tego gangstera.

- Weźmiemy ten pamientnik ze sobą i pokarzemy, go innym.

- Ok.

12.00 Wszyscy komisarze i detektywi wyszli już z podziemi z wyjątkiem Ali i Maćka.

- Gdzie oni są?

- Patrzcie już idą.

- Sorki za spóźnienie, ale mamy coś ciekawego. Powiedziała Ala.

- No my też. Dodała Karolina.

- Ale wy pierwsi pokarzcie. Ala wyjęła pamientnia i wręczyła, go Ani Potaczek. Gdy już wszyscy zapoznali się z treścią zapisków Asia powiedziała.

- To wszystko zaczyna układać nam się w całość. Tylko trzeba znaleść tego gangstera i jego córke oraz jej kochanka.

- Niedokońca poniewarz ja i Wiktor znaleźliśmy równierz coś co może was zainteresować. Powiedziała Karola i wyjęła komórke.

- Z tej komórki były wysyłane esemesy z pogrórzkami do mniejakiej Mariki Benek.

- Przeczytaj jednego z ostatnich esemesów.

Następna strona »