Sierpień 19, 2011
moje spotkanie z lordem voldemortem
Moje spotkanie z lordem voldemortem.
Siedziałam w moim pokoju na kanapie. Wróciłam ze szkoły. Byłam trochę zmęczona. Wkońcu niecodziennie ma się dwie anatomie i 3 masaże. Wiedziałam, że muszę jeszcze się pouczyć. Teraz jednak chciałam zamknąć oczy i trochę odpocząć. Nagle usłyszałam, że coś lub ktoś jest w moim pokoju. Dziwne, bo nie otwierałam drzwi.
- mama?
Zapytałam na prubę. Odpowiedziała mi cisza. Wkońcu zdenerwowałam się i wstałam ze swojego miejsca. Zaczęłam macać poomacku rękami. Uznałam, że spotkał mnie przykry żart. Wkońcu jestem osobą niewidomą i nie życzę sobie takich kawałów. Myślałam, że to moja siostra płata mi figla. Gdy nagle moje ręce natrafiły na czyjeś ramiona. Osoba ta była wysoka. Podeszłam bliżej, aby sprawdzić czy to nie jest emila. Sięgnęłam lewą ręką do włosów osoby, która przedemną stała. Wyczułam, że jest spokojna i bez oporów pozwala mi siebie dotykać. Widziałam, że ma na sobie coś jakby płaszcz czy peleryna. Wkońcu natrafiłam na włosy. Były długie, proste i gęste.
- kim jesteś i jak się tu znalazłaś?
Zapytałam trochę nieuprzejmie.
- jestem bellatriks.
- bellatriks?
Wyskandowałam.
- a ja linda.
Więc co robisz tu bellatriks? Miło, że mogę jakąś bellatriks poznać. Czytałam o jednej w sadze potterowskiej rowling.
- sadze? Jakiej sadze?
Zapytała mnie lekko zdezorjętowana.
- harry potter to saga j. K. Rowling o przygodach młodego czarodzieja. Wszyscy przecież ją znają.
- ja nie, ale pottera znam.
Powiedziała nadal zdziwiona.
Pogubiłam się lekko w jej wypowiedzi.
- zaraz, zaraz, czyli znasz filmy, a nie czytałaś książek?
Zapytałam znowu.
- nie. Ja walczyłam z nim w departamencie tajemnic.
Po tych wyznaniach zaśmiałam się drwiąco.
- hahaha, a może mi powiesz, że jesteś lestrange i zabiłaś syriusza?
- zgadza się.
Ucieszyła się kobieta.
- no pewnie, a ja jestem nimfadora tonks i latałam na miotle.
Powiedziałam zgryźliwie.
- na jakiej?
Zapytała jakby była to narnolmalniejsza rzecz na świecie.
- słuchaj, jak chcesz się ponabijać to nie ze mnie. Jestem zajęta. Mam do nauki anatomię.
- jesteś magomedyczką?
Zapytała mnie wtedy.
Nie wytrzymałam. Chwyciłam ją za rękę i sprowadziłam na dół do kuchni.
- mamo, jesteś?
Zapytałam.
- tak, a co się stało?
- jak wygląda ta kobieta?
Zapytałam wskazując na bellatriks.
- no, ma czarne oczy i włosy i jest raczej wysoka. A skąd ona się tu wzięła?
Zapytała mnie mama.
- nie widziałam, aby ktoś wchodził tu do domu.
- deportowałam się.
- że co?
Już nie wiedziałam od czego mam zacząć i jak wszystko mamie wytłumaczyć.
Zapytałam więc tylko.
- bellatriks, kiedy zabiłaś syriusza?
- rok temu.
- a dumbledore żyje?
- nie.
- a kto go zabił? Czy snape?
- tak. Skąd to wszystko wiesz? Jesteś przecież mugolką.
- już ci mówiłam, że z sagi rowling. Mamo, potem ci wszystko wyjaśnie.
Powiedziałam, a mama się zgodziła.
- może chcesz herbaty?
Zapytałam belli.
- nie, dziękuję. W zasadzie przyszłam cię poinformować, że za jakieś 10 minut zdeportuje się do ciebie lord voldemort.
- cudownie.
Jęknęłam i poszłam na górę, a bellatriks okręciła się w miejscu i zniknęła.
Znów usiadłam na tej samej kanapie. Uznałam, że to co się zdarzyło było żartem. Poprostu było mi trudno w to uwierzyć. Wkońcu niecodziennie rozmawia się z bellatriks lestrange i lordem voldemortem. Przyciągnęłam więc do siebie książkę anatomiczną i zaczęłam czytać. Naprawdę po dziesięciu minutach usłyszałam cichy trzask w moim pokoju. Gość odsuną fotel od biurka i usiadł naprzeciwko mnie.
- to ty jesteś tym rzekomym voldemortem?
Zapytałam i znów odrzuciłam nabok anatomię.
- tak, to ja.
Odpowiedział mi wysoki i zimny głos. Uznałam, że ten jego wokal nie jest zły. Rowling chyba trochę go wyolbrzymiła. Ja przynajmniej nie wzdrygnęłam się na jego brzmienie.
- co pana tu do mnie sprowadza?
Uznałam, że uwierzę mu iż jest voldemortem.
- była tu bellatriks i poinformowała cię, że złożę ci wizytę?
Zapytał.
- oczywiście, była. Może zechciałby pan się czegoś napić?
Zapytałam.
- nie, dziękuję. Mugolskich napojów nie pijam.
- no oczywiście, a wie pan, że było to trochę nieuprzejme? Herbata mugolska jak mniemam zapewne niczym się nie różni od waszej.
Poczułam, że był zaskoczony moją śmiałą odpowiedzią i zachowaniem. Nic jednak nie powiedział.
- mam do ciebie pytanie, a raczej kuszącą propozycję.
Zagadnął pochwili.
- jaką?
Zapytałam pełna najgorszych przeczuć.
- czy chciałabyś przyłączyć się do mnie?
- w jakim sęsie? Chodzi panu o to czy chciałabym zostać śmierciożercą?
- oto mi chodzi.
Przytaknął.
- słyszałam, a raczej czytałam, że lordowi voldemortowi się nie odmawia. Ja jednak muszę nagiąć zasady i odmówić.
- dlaczego?
Zapytał trochę ostrzej.
- jest wiele powodów, dla których nie chciałabym być śmierciożerczynią.
- podaj przynajmniej trzy.
Rozkazał.
- jak sobie pan życzy:
1, nie jestem zła.
2, jestem osobą niewidomą.
3, nie będę zabijać.
4, jestem mugolką.
5, nie umiem czarować.
6, uczę się w technikum masażu i nie mogę opuszczać szkoły.
- dość.
Powstrzymał mnie trochę zbyt szybko, bo nie zdążyłam wymyśleć kolejnego powodu.
Poczułam, że nachyla się nademną, a potem ku mojemu najwyższemu zaskoczeniu chwyta moją twarz w swoje dłonie.
Jego palce były ciepłe. Wyobrażałam sobie, że są zimne, a tu mile się zaskoczyłam. Zdawałam się czuć emanującą od niego magiczność.
Wzdrygnęłam się lekko gdy przesunął je wzdłuż moich skroni.wkońcu natrafił na powieki, a ja zamknęłam oczy. Pomyślałam właśnie o masażu twarzy i usłyszałam jego pytanie.
- czy taki masaż jest przyjemny?
- skąd wiesz, że o tym myślę?
Zupełnie nie zwróciłam uwagi gdy zaczęła mówić mu mniej oficjalnie.
- znam twoje myśli.
- to nieładnie. Ja ci w twoje myśli nie zaglądam. A masaż owszem jest przyjemny.
Skarciłam go.
- bo nie możesz.
Zaśmiał się.
- czy naprawdę nic się nie da zrobić?
Zapytał znów dotykając moich oczu.
- nie. Gdyby się dało to już bym widziała.
- szkoda.
Westchnął, a potem chwycił swoją prawą ręką moją prawą dłoń.
- nie boisz się mnie?
Zapytał tak cicho, że musiałam się nachylić, aby go usłyszeć.
- nie. Dopuki mnie nie torturujesz to jesteś całkiem spoko.
Stwierdziłam.
- bo mnie nie widzisz.
- ale słyszę twój głos.
- a co o nim sądzisz?
Zapytał znowu.
- nie jest straszny. Raczej powiedziałabym, że brzmi tajemniczo.
Moja lewa dłoń przesunęła się po jego prawym przedramieniu. Musiałam stwierdzić, że ma bardzo szczupłe ręce.
- tam nie ma mrocznych znaków.
Uśmiechnął się.
- wiem, są na lewej ręce.
Pochwaliłam się swoją wiedzą.
Moja ręka powędrowała wyżej i natrafiła na obojczyk, a potem na wał mięśnia czworobocznego. Natychmiast poczułam, że jes bardzo napięty i ucisnęłam go.
Voldemort zasyczał cicho.
- jesteś spięty.
Powiedziałam.
- to co.
- poproś bellatriks, ona rozluźni ci mięśnie.
Wysunęłam delikatną aluzję.
- sugerujesz coś?
Zapytał, a ja nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który zagościł na mej twarzy.
- nic, zupełnie nic.
- chcę podkreślić, że to ty pierwsza mnie zaczęłaś torturować.
Zauwarzył z rozbawieniem.
- mam nadzieję, że mi nie oddasz. Nie zniosłabym ani jednego cruciatusa.
Wyszeptałam.
- teraz ci nie oddam. Proszę jednak zaliczyć mi jutrzejszą anatomię, bo decyzję mogę jeszcze zmienić.
Teraz idę. Odwiedzę cię jeszcze.
Wstał z fotela, a mnie zrobiło się smutno.
- nie smuć się. Przyjdę na masaż.
Uśmiechnął się i uścisnął mi rękę.
- dozobaczenia.
Powiedziałam odwzajemniając uścisk.
Teraz miałam nakogo oczekiwać popołudniami. Zastanawiałam się często czy voldemort czerpałby przyjemność z masaży relaksacyjnych. Wiem jedno, muszę zaliczyć tą jutrzejszą anatomię. Nie chcę otrzymać żadnego cruciatusa. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Poraz drugi wzięłam książkę do ręki i sprubowałam zacząć się uczyć. Niestety opornie mi to szło. Moje myśli błądziły wokół voldemorta. Może i jest zły, ale w moim mniemaniu jest bardziej ludzki niż rowling się wydaje. Zastanawia mnie jedno: dlaczego mnie nie zabił? Wkońcu jestem mugolką. Ba, niewidomą wdodatku. No cóż, będę czekać na kolejne spotkanie. Zapytam go o parę istotnych faktów. Kończę, bo anatomia domaga się mojej uwagi.
jak chcecie? Pisać dalej? haha, bo nie wiem. mam nadzieje, że wam się spodoba.
Filed by skrzypenka at 7:21 pm under moja twórczość - zbiór ogólny
6 Komentarze