rozdział trzynasty

- Pewnie, że nie możesz mnie zjeść, bo jak mnie zjesz to twój pan będzie się gniewał. Umyj się lepiej, bo śmierdzisz.
To wszystko powiedziała na wydechu.
Greyback nawet się tym nie przejął tylko zaczął obgryzać sobie paznokcie.
- Odrażający jesteś.
Skwitowała Sarah i odwróciła się do niego plecami.
x x x x.
- Kim jesteś?
Zapytała Laura przybysza.
- Jestem śmierciożercą.
- Tyle to sama zdążyłam zauwarzyć, ale jak się nazywasz?
- Jestem Mulciber.
Powiedział patrząc na nią z góry.
- Po co tu przyszedłeś?
- a co, to jakiś wywiad?
Po co wypiłaś ten eliksir? On miał być dla tej plugawej Tonks.
Teraz będziesz umierała powolną śmiercią.
- To dobrze, przynajmniej Tonks nie umrze.
Laura bała się śmierci, wiedziała, że już nigdy stąd nie wyjdzie, ale jednak tliła się w niej mała iskra nadzieji.
Potem straciła przytomność.
Mulciber rzucił na nią zaklęcie petryficus totalus i wyszedł z pokoju głośno pomstując.
x x x x.
Remus wszedł do domu, w którym ukrywała się Tonks. Nie miał się czego obawiać, bo był pod peleryną niewitką.
Zobaczył, że w domu tym jest pełno śmierciożerców.
Rozpoznał: Juxleya, Mulcibera, i Picknessa. Oni bowiem stali w zasięgu jego wzroku.
- Co oni tu robią?
zapytał cicho samego siebie i ruszył ostrożnie na przód.
Trafił w jakiś zaułek, a potem skręcił w prawo, przeszedł jakiś korytarz i zerknął czy nikt za nim nie idzie.
Nikogo jednak nie było. Odetchnął z ulgą. Przeszedł przez drzwi, które widniały na końcu korytarza, otworzył potem jeszcze jedne i stanął przed miejscem gdzie uwięziona była Tonks.
Zaczął nasłuchiwać, ale niczego nie słyszał. Przyłożył nawet ucho do drzwi, aby upewnić się, że nikogo tam nie ma.
Wyciągnął z zapazuchy różdżkę, a serce waliło mu ze strachu.
Nacisnął na klamkę, ale drzwi nie chciały się otworzyć:
- Colloportus.
Wyszeptał. W zamku coś kliknęło, a drzwi lekko się uchyliły.
x x x x.
Syriusz I McGonagal walczyli z piątką śmierciożerców i dawali sobie jakoś radę.
Chodź Black upadł już dwa razy na ziemię.
On walczył z Dołohowem i Rabastanem, a Minerwa z Macnairem i Avery’m piąty Rookwood rzucał zaklęcia to na jedno to na drugię.
Parę śmiertelnych zaklęć przeleciało Syriuszowi koło ucha i gdy wydawało się, że zaraz zginą, opadną z sił pojawili się nasi członkowie zakonu z pod domu Voldemorta i zaraz przyłączyli się do walki.
Gdy śmierciożercy ich zobaczyli strzelili oszałamiaczami w Minerwę i Syriusza i zaczęli uciekać.
- Inpedimento.
Rzucił Harry zaklęcie na jedną z zakapturzonych postaci, która upadła na podłogę odsłaniając swoją twarz.
Była to Alecto, na której twarzy malował się ochydny uśmiech.
Harry pochylił się nad nią i zapytał:
- Czy wiesz gdzie jest Laura i Sarah?
- A co cie to interesuję? Gdybym wiedziała to i tak bym ci nie powiedziała.
Harry w ostatniej chwili się podniósł, bo z jakiejś półki spadły książki. Alecto została zasypana kaskadą tomów, a Harry odszedł od niej zły, że nic nie mógł się dowiedzieć.
Walka rozgorzała na dobre. Wielu śmierciożerców się deportowało, ale inni walczyli stawiając czoła zakonowi.
x x x x.
Remus wszedł przeznie cicho i zamknął je za sobą.
Lerzała tam Tonks wyglądała na nieprzytomną i bardzo wycięczona. Jej włosy straciły swój kolor. Remus zobaczył, że na rękach Nimfadory widnieją otwarte krwawiące rany.
- Słyszysz mnie kochanie? To ja, Remus.
Tonks nie poruszyła się. Trudno ją było zato winić, bo albo była nieprzytomna albo wydawało się jej, że majaczy, bo nie widać było Lupina z zapeleryny niewitki.
Zastanawiał się właśnie jak ją stąd wyniesie.
Nie było mu jednak dane zastanawiać się nad tym długo, bo usłyszał zbliżające się kroki.
Podniósł bezwładne ciało i zarzucił sobie Nimfadorę na plecy. Potem zadbał o to, aby peleryna całkowicie ich okrywała i wyszedł z pokoju jak mógł najciszej.
x x x x.
W ministerstwie walka się skończyła. Śmierciożercy pouciekali, a zakon zaczął się zbierać.
Trochę osób było rannych, ale naszczęście niezbyt poważnie, więc wszyscy postanowili zagościć na Grimmauld, aby dojść do siebie.
- Kiedy uwolnimy Sarę i Laurę?
Zapytała Hermiona trzymając się za twarz, bo Dołohow ugodził ją jakimś silnym zaklęciem i teraz prawy polik strasznie jej napuchł.
- Musimy dzisiaj.
Stwierdził Moody.
Ale najpierw przetransportujemy rannych, a potem uwolnimy dziewczyny.
Harry ucieszył się. Teraz trzymał Syriusza pod rękę i deportował się do Grimmauld Place. Inni poszli za jego przykładem.
Nikt jednak nie zastał tam Remusa.
Przyszedł on godzinę po nich i wszedł cicho do kuchni, aby nie zbudzić pani Black.
- Oh, co tak długo?
Zapytała z przestrachem Molly.
- Oh, musiałem uwarzać, aby śmierciożercy mnie nie zchwytali, bo było ich wielu, ale naszczęście nikt mnie nie zauwarzył, bo w porę zdążyłem uciec.
Tonks jest nieprzytomna, nie wiem co jej zrobili, ale wygląda strasznie.
Razem z Moody’m zanieśli ją do jednej z sypialni.
- Nie ma rady. Sami jej nie wyleczymy. Musimy zawieść ją do munga.
- Ale dzisiaj?
- No tak, wypadało by dzisiaj.
Ja się tym zajmę, a ty jak możesz pomórz Harry’emu uwolnić Laurę i Sarę.
Potem w domu Voldka rozgorzała walka na nowo, tym razem bardziej zacięta.
- Wy chcecie mi ją odebrać?
Zapytała Bellatriks walcząc z Ronem i spoglądając na Sarę.
- Tak, bo nie jesteś jej warta.
- Nie jestem? To moja córka i mogę robić z nią to co żywnie mi się podoba, a tobie nic do tego.
Crucio.
Ron zawył z bulu i upadł na podłogę, a do pokoju wpadła Hermiona wyciągając Sarę z pokoju. Prawie ją niosła, bo Sarah została ugodzona jakimś zaklęciem, które uniemożliwiało jej ruch.
Hermiona zdeportowała się z nią do Grimmauld.
Harry nie miał czasu, aby obserwować co kolwiek, bo walczył z Voldemortem, który próbował rzucać w niego jak najgorsze uroki.
Harry robił uniki, ale wiedział, że tak dłużej już nie wytrzyma.
Dał Hermionie czas na uwolnienie Sary.
- A co z Laurą?
zapytał siebie cicho.
- Z Laurą?
Ona będzie tutaj i nikt jej stąd nie zabierze.
Niewiadomo skąd pojawił się Lestrange w ramionach niosąc Laurę.
- Zostaw ją.
Ryknął Harry podbiegając do śmierciożercy, ale siła zaklęcia Voldemorta odrzuciła go do tyłu.
Próbował wstać, ale nie mógł. Remus pojawił się wychodząc z jakichś drzwi i rzucił drętwotę na Rudolfusa, któremu Laura wypadła z ramion na podłogę.
Remus szybko ją chwycił, ale Voldemort ugodził go klątwą cruciatus i znowu Laura zaliczyła podłogę.
- Eh, jak tak dalej będzie to pokiereszujemy ją.
Pomyślał Harry i ku swojemu zadowoleniu wstał:
- Accio Laura.
Zaklęcie podziałało i Laura tym razem znalazła się w jego ramionach.
Harry nie namyślając się zdeportował się do Grimmauld.
Reszta po jakimś czasie do niego dołączyła.
Voldemort był tak wściekły, że złość jego nie miała granic, a Bellatriks i innych zamknęli w askabanie.
Dalej można dokończyć, że Voldemort został zabity przez Harry’ego, który znalazł Horkruksy.
Tonks wyzdrowiała i urodziła pięknego synka Teddy’ego, a Hogwart został oczyszczony ze śmierciożerców i korubcji, którą kiedyś wprowadziła do niego Umbridge.
Snape wyznał Harry’emu, że słóżył Dumbledorowi i w dowód prawdziwości swych słów pokazał mu swoje wspomnienia.
Syriusz również pomyślał o sobie i wyruszył na poszukiwanie Pettera, którego znalazł i został uniewinniony przez dizengamot, który ogłosił, że jest oczyszczony ze wszystkich zarzutów.
W dowót tego został również odznaczony orderem Merlina pierwszej klasy.
Snape był dyrektorem Hogwartu i mam nadzieję, że jego portret zawiśnie kiedyś wśród innych w gabinecie dyrektora.

Od autorki parę objaśnień i słowo.
Wszystko jak widzicie skończyło się happyendem. Chciałam doprowadzić to opowiadanie do końca, bo trochę się ciągnęło.
Jeśli by ktoś nie pamiętam to przypomnę, że śmierciożercy:
Mulciber – wyspecjalizował się w rzucaniu zaklęcia Imperius, brał udział w bitwie w Departamencie Tajemnic, przyjaciel Snape’a z szkolnych lat. Pius Thicknesse – nie żyje, był ministrem magii, służył pod działaniem zaklęcia Imperius.

rozdział dwunasty

Rozdział dwunasty.

Od autorki: tutaj skończyło mi się już opowiadanie, które pisałam wtedy. Teraz będę musiała je dokończyć.
- No i poco tam on poszedł?
Warknął Moody.
- Dobrze, że tam był, bo Minerwie mogło by coś się stać.
- Ja nigdzie nie pójdę.
Powiedział nagle Lupin.
- Ja muszę ratować Tonks.
- Ona ona jest, znaczy ona sobie lerzy na jakiejś podłodze
Voldemort z łaski ją wypóścił z komórki, w której była zamknięta.
Powiedział Harry.
- Więc sami widzicie ja nigdzie nie idę.
- Ale Tonks jest narazie bespieczna. Voldemort gdzieś sobie poszedł.
- Nie, nie ma mowy. Ja muszę ją zabrać stąd. Muszę ją wziąć do Grimmauld Place. Zdeportuję się z nią. Tylko to. Proszę.
- No dobra, ale…
- Remusie pójdziesz z nami, potem zajmiemy się Tonks.
Powiedziała Hestia poraz pierwszy się odzywając.
- Nie, naprawdę nie mogę.
Zrobię to co powiedziałem i przyjdę.
Słowo chonoru.
Powiedział Lupin.
- No dobrze, zrób tak, ale do nas wróć.
Rzekł powoli Moody.
Dla niego Tonks też była ważna, bo przyjaźnił się z nią.
To dzięki niemu była w ministerstwie i zajmowała stanowisko aurora.
- A my idziemy z wami.
Rzekł Ron pochwili.
- Nie. Najlepiej gdy pójdziecie do Grimmauld, albo do Hogwartu.
- Czyś ty zwarjował, ja nigdzie nie pójdę. Tam w tym domu Jest Sarah.
- No, ale.
- nie, ja idę ją uratować.
x x x x.
Laura siedziała w jakimś pokoju gdzie pełno było książek i jakichś fiolek z czymś zapewne
eliksirami w środku.
- Ah gdyby był tu jakiś eliksir pozwalający mi się z tąd uwolnić.
Nagle zobaczyła felix felicis.
- Wypiję sobie go i się uwolnie.
Pomyślała.
I gdy to wypiła poczuła się lekko i miło. Wydawało się jej, że to jest chwila, w której jest w stanie uwolnić nietylko siebie, ale i Sarę.
A potem tak jak się wszystko zaczęło tak się skończyło. skurczyła się z bulu na podłodze.
Wszystkie jej członki przeszywał ból, a coniektóre krwawiły.
Czuła jak by kości się jej łamały
gdy nagle ktoś trzasnoł ją w twarz.
- Auuu.
Zawyła.
Tak nagle wszystko jak się zaczęło wszystko się skończyło.
- Co to było?
- Lerz.
Powiedział jakiś gruby i ordynarny głos.
Chwile potem Laura lerzała już na podłodze
przyokazji uderzając się w rękę o jakąś szafę.
- Kim ty jesteś?
Wychrypiała.
x x x x.
Voldemort szedł sobie ulicą. Szedł ku zamierzonemu celowi.
Szedł poto, aby zabić.
- A kogo tym razem?
Pomyślał.
Miał już wszystkiego dosyć i zaczął torturować mugoli.
- Na merlina gdybym ja nie miał tej córki. Dobra mam ją z Bellatriks, ale po co akurat muszę teraz się nią zajmować?
Wdodatku wychowali ją mugole te ścierwa, które powinny wyginąć.
- ah, Gdyby Bella pozwoliła mi ją zabić to byłoby zupełnie inaczej.
Ja jej nie kocham i ona dobrze o tym wie.
Był tak zły, że ledwo mógł myśleć trzeźwo. Takie myśli chodziły Tomowi po głowie.
Wkońcu znudzony zabijaniem zdeportował się do domu.
x x x x.
Bellatriks siedziała z Sarą w pokoju tak jak przykazał jej mistrz.
Sarah nie odzywała się do niej, bo czuła obrzydzenie i wstręd, ale wpewnej chwili
zdecydowała się zadać to pytanie, które musiała już zadać dawno.
- eeee, bo ja mam pytanie.
Zaczęła splatając i rozplatając nerwowo ręce.
- Jakie?
Warknęła Bellatriks.
- No, ale jak będziesz tak warczeć to Ci nie powiem.
Powiedziała Sarah i zachciało jej się śmiać, bo Bellatriks wyglądała jakby wyprowadziła ją z ruwnowagi.
- Proszę powiedz.
Sarah nie uwierzyła, ale Bellatriks powiedziała proszę.
Nigdy odkąd ją znała nie usłyszała ani nie widziała w jej zachowaniu żadnych postawnych manier.
- Ty prosisz? No dobra powiem znaczy zapytam.
- Dlaczego ty jesteś zła?
Od urodzenia taka byłaś?
- Bo dla mnie liczy się czystość krwi.
Ojciec i matka od urodzenia wpajali mi, że to w życiu jest najważniejsze.

Szlamy się nie liczą tylko my, czarodzieje czystej krwi.
Nie powinnaś myśleć o mugolach ze wspułczuciem.
Czarny pan mówi to samo.
Ty też sobie to zapamiętaj. Toujours Pur. Jest to zawołanie rodowe Blacków.
- Ja na te sprawy mam trochę inne poglądy, ale, ok.
twój mąż, ee znaczy mój ojciec też był czarodziejem czystej krwi?
Zapytała patrząc przenikliwie w oczy Belli.
- Tak, gdyby nie był to mój ojciec Cygnus nie kazałby mi za niego wychodzić.
- A ty go kochasz? Kochacie się?
- Oj nie twoja sprawa.
- Owszem moja, bo jestem twoją córką jak byś się nie zorjętowała.
- No, bo ja…
I Bellatriks urwała, bo zdołu było słychać.
- Crucio!
- Kto kogo tam torturuje?
Zapytała Sarah.
- Nie wiem. Zachichotała Lestrange.
- I co cię tak cieszy?
- No to, że kogoś torturują.
Uwielbiam sprawiać ludziom ból.
Sarah jednak tego nie zkomentowała, A Bellatriks powiedziała, że zaraz przyjdzie
i wyszła pośpiesznie z pokoju.
Ale Sarze nie dane było uciec, bo jakiś śmierciożerca wlazł do pokoju i zaczął gadać swoim grubym głosem. A śmierdział na kilometr.
- Booże kim ty jesteś?
Zapytała Sarah marszcząc nos.
- Rarrar. ja jestem Greyback. Dokładniej Fenrir Grayback.
- Poco tu przyszedłeś?
- Aby Cię pilnować. Bellatriks chce, abyś nie zwiała nie? To muszę Cię pilnować.
- A gdzie Laura?
- Nie ważne.
Kto Ci kazał o to pytać?
- Sama chciałam.
- Mogę, mogę Cię zjeść? Proooszę.
- Nie. I co za głupie pytanie.
- Mądre, bo ja jestem głodny.

rozdział jedenasty

- No to teraz jesteśmy gotowi.
Wyszedł z domu, szedł tak chwilę razem z Laurą, trzymając ją za skraj szaty.
Chwilę potem usłyszał jakieś głosy.
Obejrzał się, ale nic nie zobaczył, więc postanowił już się deportować.
- Gdzie my jesteśmy Głup…
Ale głupku nie mogła powiedzieć, więc wyszło jej panie.
- No więc gdzie my jesteśmy panie?
- Zobaczysz.
W moim drugim domu przy magnolia word.
- Ale jak to drugim?
Bo tamten był mojej matki, a ten jest mojego plugawego ojca.
- Aha.
Powiedziała Laura, a raczej przemieniona Bellatriks przygryzając wargi.
- No więc wchodź do środka, ale już.
Warknął Voldemort do Laury.
Ona lękając się, bo nie miała żadnej różdżki, bała się,
aby jej nic nie zrobił i weszła posłusznie do domu.
- Tutaj będziesz narazie spędzała dni, ale ale miałem Ci coś pokazać.
Powiedział ironicznie i zaprowadził ją do jakiegoś pokoju
potem otworzył drzwi, za którymi był jakiś korytaż,
potem jeszcze następne i staneli przed czymś
co wyglądało jak komórka na miotły.
- Ty powiękrzyłeś ten dom?
Zapytała.
- Zgadza się.
- Eee przed czym my stoimy?
- Hah. To jest komórka na miotły.
Mówiąc to zaśmiał się ironicznie.
- Eee mogę otworzyć?
- Tak możesz, ale nie sądze, aby było w niej coś interesującego.
Powiedział tak specjalnie chodź istotnie bardzo zależało mu na tym, aby Laura ją otworzyła.
- To czemu mnie tu przyprowadziłeś?
- Oj dobra otwieraj.
Ponaglił ją.
Laura otworzyła.
Wśrodku ktoś był i najwidoczniej nie poruszał się.
- Jak myślisz kto to jest?
Zapytał Voldemort z głupawym uśmieszkiem na twarzy, świdrując ją swoimi przenikliwymi oczami.
- No nie wiem.
Może jakaś aurorka z ministerstwa?
- No. Brawo. Naturalnie. Zgadza się.
Ale jeszcze było by dobrze, abyś wiedziała jaka to była aurorka,
bo może zaraz skończy swój rzywot.
Laurze przychodziła tylko do głowy jedna postać.
Mianowicie.
- Tonks. Nimfadora Tonks-Lupin.
Wykrzyknęła.
- No. Hahahahaha brawo.
Umiesz myśleć.
Zaskrzeczał Voldemort.
Stan Tonks był rzałosny, bo lerzała w tej komórce
jak Laura sądziła zapewne od tygodnia bez jedzenia i picia, a poza tym strach ją ogarnąłł
i zaczęła się martwić, bo Tonks jest wciąży i jak nie będzie mieć
jedzenia to poroni i umrze z wycięczenia.
- Ty, ty. Co jej zrobiłeś?
- Ojej troszeczkę cruciatusów i takich tam sectumsempra.
ha, ha, no wiesz nalerzy się trochę rozerwać, a że ja nie mam czasu
to postanowiłem teraz na twoich oczach ją zabić, aby już nigdy ten wilkołak
ten plugawy mieszaniec jej nie zobaczył i aby nie szeżyło się takie plugastwo jak ona. Bellatriks tego nie lubi. jak już z nią skończę
to zabiorę się za Lupina.
Jego śmiech był taki okropny, że Laurę przeszedł dreszcz. Miała ochotę go czymś uderzyć albo rzucić jakieś zaklęcie,
ale nie miała nic pod ręką i pomyślała, że było by to nie rozważne, bo nie ma przecież różdżki.
- Masz ją zostawić.
Wycedziła przez zaciśnięte zęby.
- Tak? Bo co? Rzucisz na mnie avadę?
Niezabardzo by ci się to udało, bo nie masz różdżki, pozatym ja jestem nieśmiertelny.
Masz dać jej spokój, bo?
- Bo co? Postraszysz mnie? Dumbledore’a już nie ma, więc wiesz
nie ma kto mnie powstrzymać. Crucio.
Zaklęcie było rzucone na Tonks, która wiła się z bulu i płakała. Tak płakała, że Laurze też łzy cisnęły się do oczu.
- Co córeczko. Płaczesz? Ty też? Nie wiedziałem, że będziesz naśladować tą głupią aurorkę.
- Zostaw ją!
W czym ona ci przeszkadza?
Krzyknęła Laura.
Ale Voldemort nie słuchał tylko chwycił ją za rękę i zdeportował się do innego pokoju
potem zamknął ją i wyszedł.
x x x x.
- Aaaaa.
Krzyknął Harry.
- Co Ci jest?
Zapytał Moody z niepokojem.
- No ee no, bo Voldemort on…
- Co on?
- On porwał Tonks.
- Co?
Zapytał Lupin, a zdenerwowanie i niepokój pojawiły się na jego twarzy.
- Jak to?
Dodał Moody.
Niespokojnym głosem.
- Wiem, że nie powinienem tego zobaczyć,
bo mam się trzymać tej głupiej oklumencji, ale ja to widziałem
jak poszedł tam z Laurą zamienioną w Bellatriks.
- Harry, a pamiętasz? Kiedyś już miałeś wizję nieprawdziwą.
Powiedziała Hermiona.
- Tak, ale ta jest prawdziwa.
- A skąd wiesz?
Zapytała Hermiona z oporem.
- No, bo wiem.
Odburknął Harry.
- Harry gdzie ona jest? Powiedz mi gdzie ona jest?
Nimfadora jest wciąży. jak poroni? jak on jej coś zrobi? Nie zniose tego.
Mówił Remus z rospaczą.
- Odnajdziemy ją.
Powiedział Alastor.
Tylko Harry powiedz nam wszystko dokładnie.
Hermiona miała trohę kwaśną minę, ale zaczęła słuchać uwarznie.
- On jest w jakimś domu. To jest jego drugi dom,
bo on ma dwa.
- Boże.
Powiedział Moody.
- Co się stało?
Zapytał Remus.
Moody nie musiał nic mówić,
bo przednimi zmaterjalizował się patronus i Harry zobaczył, ze zdumieniem, że to patronus Syriusza.
Pochwili patronus przemówił głosem Blacka: “chodźcie szybko śmierciożercy są w ministerstwie Magii, bo
jestem tu z Mc gonagal”
Po tych słowach patronus rozpłynoł się.

rozdział dziesiąty

Od autorki.
W tym rozdziale pojawi się zaklęcie, które sama wymyśliłam. Levestrrento, ma ono zapobiec obraźliwym słowom Laury przeciw Voldemortowi. Jako, że on nie może rzucić na nią imperius rzuci właśnie to zaklęcie, aby za mocą którego odnosiła się do niego panie mój.

- Mogę ją zabić?
Zapytał Harry.
- Nie. Lepiej cicho bądź.
Powiedział Nataniel, ale wyglądał na przerażonego.
- Jak myślisz kto jest taki głupi ukrywać się w domu swoich przodków zwłaszcza, że nie jest on chroniony żadnymi
zaklenciami na tyle bespiecznymi? No kto?
- Voldemort.
Powiedział Nataniel uśmiechając się sarkastycznie, ale prawie
natychmiast uśmiech zpełzł mu z twarzy
ustępując przerażeniu i zgrozie.
- Dzie idziemy panie?
Zapytała Bellatriks swoim dość wysokim głosem.
Miała taki trochę nieprzyjemny sopran, który gdy się bała przechodził w skrzeczący falset.
- Zobaczysz.
Powiedział kródko zimny i wysoki głos.
Najwidoczniej Bellatriks była przerażona, bo szła za swoim panem oglądając się bojaźliwie,
a Harry zauwarzył, że Voldemort trzyma ją za skraj jej szaty i nie chce puścić.
- Ej co jej się stało, że tak się boi?
Zapytał patrząc na Bellatriks idącą za Voldemortem.
- Nie wiem, może mu jakoś podpadła. co o tym myślisz?
Powiedział z ironią Krzysiek.
- A może.
Pochwili za nimi usłyszał ciche pykniencie, ale nic nie zauwarzył.
Kontem oka zobaczył, że Voldemort też ogląda się za siebie.
- Harry.
Usłyszał cichy niski głos.
I aż podskoczył.
- Moody?
Zapytał.
- Tak.
- Ale gdzie jesteś?
- Też pod niewitką.
Jest nas więcej, ale nie ma Dory.
- Dlaczego?
- Nie wiem. Ponoć się źle czuje. No wiesz.
Ona jest wciąży.
- Rozumiem, a kto jeszcze jest tu z nami?
- Dedalus Diggle, Dunk, Shocklebolt, Weasleye’owie, Remus, Chestia, Emelina, Elfias Doge, i Aberfort.
Wyliczył wszystkich Szalonooki.
- A Syriusz? Co z nim?
- Siedzi w Grimmauld place. Siłą żeśmy go tam zamkneli i zostawili.
Nie chcemy, aby mu się coś stało.
Harry był im zato wdzięczny jak to dobrze, że nie musi narażać swojego ojca chrzestnego
na niebespieczeństwa.
- Narazie się nie ujawniamy, aby nie spłoszyć Voldemorta.
- Ale to chyba nic nie da, bo.
Bo co?
Zapytali jednocześnie Nataniela.
- Bo on się deportował.
Moody mruknął niezadowolony, a Harry się czymś zaniepokoił,
bo wydawał sie czuć radość, którą czuł Voldemort jakby miał dokonać jakiegoś mordu czy czegoś w tym stylu,
ale nie umiał nic na to powiedzieć.
x x x x.
Teraz przenieśmy się w przeszłe wydarzenia, które rozegrały się w domu Voldemorta przed jego deportacją.
Dziewczyny siedziały sobie w pokoju
gdy nagle weszli Bellatriks z Voldemortem.
Voldemort był wyraźnie podniecony,
a Bellatriks dyszała za jego plecami z oburzenia.
- To nie fer.
Wydyszała.
- Mmm dlaczego?
Zapytał Voldemort nie zwracając uwagi na nią.
- Bo ona nie będzie się we mnie zamieniać. ja sobie tego nie…
I urwała, bo Voldek wyciągnął różdżkę.
- Petrificus totalus.
Bellatriks upadła na podłogę.
- To dla twojego dobra i mojego też kochanie.
Powiedział Tomuś ostrożnie ją omijając
i podszedł do dziewczyn.
Usiadł na łóżku i popatrzył na nie
swoimi zimnymi oczami, które miotały niebespieczne skry.
- Chciałybyście zakosztować wolności. Co?
Zapytał z ironią.
One milczały.
- Jedna z was jej zakosztuje.
rzekł.
- Tak? Ciekawe.
Rzachnęła się Laura oburzona.
- No, raczej nie jest ciekawe, bo to będziesz ty. Czy tego chcesz czy nie.
Ostatnie słowa powiedział głośno i dobitnie.
- Jak już to ja chcę z Sarą.
- Nie, nie, nie. Nie.
Pójdziesz ze mną, ale zamieniona w Bellę, a ja Ci coś pokarzę.
Coś bardzo interesującego.
- Nigdy!
Krzyknęła Laura wstając z łóżka, ale pochwili opadła na nie spowrotem
ugodzona jakimś silnym zaklenciem, które spowodowało, że straciła równowagę.
- Pójdziesz.
Voldemort wyjął jakąąś butelkę i podszedł do Bellatriks i wyrwał jej trochę włosów z głowy.
Ona popatrzyła na niego z wyrzutem.
- Oj nie patrz tak na mnie, bo będę płakał.
Powiedział Voldek i uśmiechnął się przekornie.
Potem podszedł do Laury.
- Spadaj ty Riddle’u głupi.
Powiedziała Laura, a on nie przejął się jej słowami tylko jakimś
zaklęciem odchylił jej głowę i urzył jeszcze silencio, aby nie krzyczała
i wlał jej zawartość płynu do ust.
- Zostaw ją.
Warknęła Sarah.
Zostaw ją natychmiast.
- Ha, ha, ha. Doprawdy?
Chciałabyś córko Rudolpha. Szkoda, że nie moja.
To ostatnie dodał pocichu, aby tylko usłyszała go Laura.
- Wiesz mi, że sama sobie tego nie wybrałam i rzałuję, że mam takiego obleśnego ojca i matkę.
Voldemort zrobił się blady na twarzy i przemuwił głosem,
który przypominał syk.
- Nigdy w mojej obecności nie obrarzaj Bellatriks.
- Taaaa? Taką moją głupią mamuśkę? Mmmm widzę, że coś do niej czujesz.
Najwidoczniej Sarah pozwoliła sobie zadurzo, bo rozległo się.
- Crucio.
A potem okropny krzyk.
Laura prawie zwymiotowała to co miała połknąć, ale Voldemort
nafaszerował ją takimi zaklęciami, że nic nie dało się zrobić i połknęła zawartość
eliksiru wielosokowego.
Chwile potem stała już przed nim, a raczej siedziała Bellatriks Lestrange.
Spadaj.
Powiedziała Laura głosem Bellatriks.
- hah. Przypominasz mi Bellę złoszczącą się.
Powiedział z rozbawieniem patrząc to na jedną to na drugą,
a potem odczarował Bellatriks tą prawdziwą, która wstała i już chciała wyjść gdy
Voldemort powiedział.
- Uczyń dla mnie tą przysłógę i zostań przezten czas ze swoją drugą córką Sarą,
a ja zrobię to co mam do zrobienia.
Dobrze?
Bellatriks obrzuciła go gniewnym spojrzeniem i wróciła do pokoju.
- Oh czy ja naprawdę muszę być taki nieszczęśliwy?
No nawet Bella jest na mnie nadąsana.
- Hmmm zastanówmy się.
Powiedziała Sarah.
- Może dlatego, że jesteś brzytki i głupi?
Zapytała, a raczej stwierdziła pytaniem.
Wiele to kosztowało Voldemorta, aby nie rzucił na nią cruciatusa, ale powstrzymał się i powiedział.
- Ah jeszcze zapomniałem. Levestrrento.
Rzucił zaklęcie na Laurę.

rozdział dziewiąty

Był to Snape, który siedział w swoim fotelu przy biórku.
Gdy weszli podniósł głowę znad jakichś papierów i spojrzał na nich z niesmakiem.
- Co tu robicie?
Warknął przez zaciśnięte zęby.
- A tak się składa, że przyszliśmy porozmawiać z Dumbledorem.
- Guzik mnie to obchodzi. Wynocha.
- Nie. Nigdzie z tąd nie pójdziemy.
- Drentwota.
Powiedziała Hermiona, a Snape’a oszołomiło i stracił przytomność.
- Kurcze Hermiono nie wiedziałem, że będziesz rzucać zaklęcia na nauczycieli.
Kto jak kto, ale ty?
- To zwykły dureń.
Zaperzyła się Hermiona.
Harry i Nataniel podeszli do obrazu Dumbledore’a.
Dumbledore spał i najwyraźniej niczego nie słyszał.
- panie profesorze.
Powiedział Harry stukając palcem w ramę portretu.
Dumbledore spojrzał na niego swoimi oczami z nad okularów połówek.
- Harry? Jak miło Ciebie widzieć. Co ciebie do mnie sprowadza?
- Bo panie profesorze mamy pytanie.
Tu wskazał na swoich przyjaciół.
- Czy może wie pan gdzie jest dom Voldemorta?
Ron syknął.
- Voldemorta?
Dobre pytanie. Kiedyś wiedziałem, ale teraz on już tam chyba nie mieszka.
- A gdzie to było?
- U godryka. Tam mieszkał.
W pobliżu cmentarza dla czarodzieji.
Ale wątpie, że go znajdziecie i czy w ogóle znajdziecie jego dom.
- A to dlaczego?
- Dlatego, że jest on chroniony zaklenciem fideliusa.
- Oh nie.
Jęknęła Hermiona, a Nataniel przysłuchiwał się temu z uwagą.
- Bo widzi pan on porwał Sarę i Laurę.
Harry nie wiedział co kazało mu tak powiedzieć, ale zobaczył przerażenie na twarzy
byłego dyrektora Hogwartu i lekki strach, który malował się na jego wymalowanym obliczu.
- Ekhm.
Odchrząknął.
- Wiecie już o wszystkim co wiąże się z dziewczynami?
Zapytał.
- Tak.
A oni opowiedzieli mu co wiedzą.
- Nie wiem po co on je porwał, ale myślę, że chodziło o coś ważnego.
- Najwidoczniej musiało mu na nich bardzo zalerzeć.
Powiedział z przekąsem Nataniel.
x x x x.
- Oh widzę, że ogarnęło was jakieś silne wzruszenie moje kochane córki.
Powiedziała ironicznie.
- Nie twój zasrany interes.
Warknęła Sarah.
- Ah tak?
Zapytała Bellatriks i już chciała rzucić na nie jakieś zaklęcie zapewne cruciatusa gdy nagle
jeszczeraz do pokoju wszedł Voldemort.
- Przecież mówiłem Ci moje złotko, że nie możemy ich torturować.
One są już tak wycienczone, że lada moment mi tu ducha oddadzą, a ja będę mieć nici z mojego planu.
Bellatriks nic nie odpowiedziała tylko odwróciła się do niego i ku jej zaskoczeniu Voldemort
wziął ją na ręce i wyniósł z pokoju.
Laura i Sarah zaczęły się śmiać.
- Ha, ha, ha.
Bellatriks i Voldemort kurde niezła para.
Powiedziała Laura i znowu wybuchnęły śmiechem.
Troche słabym, ale jednak nachwilkę zrobiło im się wesoło.
- Najwidoczniej moje przeczucia się sprawdziły i co ty na to?
Ku ich zaskoczeniu do pokoju wszedł Draco Malfoj we własnej osobie.
- Witajcie.
Powiedział oschle.
- A co ty tu robisz?
Zapytała Laura niewiadomo skąd wiedziała, że to Malfoj.
- A nic. Przyszedłem sobie z wami porozmawiać na bardzo ważne tematy. ha, ha.
- No i co cię tak śmieszy ty popaprańcu?
Zapytała Sarah, a Malfoj ją z ignorował i powiedział.
- No widzę, że moja ciotka nieźle się za was zabrała. Co?
Dziewczyny najwidoczniej zauwarzyły, że malfoj nie wie nic o tym, że Lestrange
jest ich matką i nawet im do głowy nie przyszło, aby mu o tym powiedzieć.
- A jak Ci idzie słóżba u Voldemorta?
Zapytała ironicznie Laura.
- Nie twój interes.
Warknął Malfoj.
- Crucio.
Rzucił zaklęcie na Laurę.
I Voldemort jeszczeraz przyszedł do pokoju
i tym razem nie był taki słodziutki jak dla Belli tylko złajał Malfoja za nieposłuszeństwo.
- Eh widzę, że mu słóżba nie idzie najlepiej.
Powiedziała Sarah marszcząc czoło.
- A wiesz co?
- NO?
- Mnie to już boli całe ciało od tych cruciatusów.
-nie martw się, mnie też.
- No, ale możemy nie czuć się zagrożone, bo Voldek najwidoczniej panuje nad wszystkim.
- No ta, ale tylko dlatego, że jesteśmy mu doczegoś potrzebne takto by nie panował
i nie przejmował się tym, że nas torturują.
x x x x..
- Idziemy do godryka.
Powiedział stanowczo Harry.
- Dobra. To deportujemy się na trzy, czte ry.
- I zdeportowali się.
- Co to za cmentarz?
Zapytał Ron, gdyż tu nigdy nie był.
- No tutaj on się odrodził, a jak byłem w myśli odsiewni
Dumbledore’a to wiem gdzie jest ten dom, bo znam do niego drogę.
- No wiem, ale żeby nam nie pojawiła się BatildA Bakshod, bo tego nie zniosę.
Powiedziała Hermiona i zkrzywiła się.
- A co to za Batilda?
Zapytał Nataniel, a Hermiona i Harry mu wszystko opowiedzieli.
Jak byli na cmętarzu, jak poszli ją zapytać o pewne rzeczy dotyczące Voldemorta, i wkońcu o tym, że okazała się wężem.
- No, ale nie mamy czasu na opowiadania.
żachnoł się Harry.
- Musimy znaleść dziewczyny.
- Ale Harry.
- Co znowuOdpowiedział lekko zirytowanym głosem.

- A jak będą tam śmierciożercy? Przecież sami nie damy sobie z nimi rady.
Skąd wiesz czy tam nie będzie ich cała chmara.
- Ah no może, ale co proponujesz?
- Hmm może wezwiemy zakon. Co?
- Dobry pomysł, ale nie chciałbym nikogo narażać.
- Ale Harry nie narażasz.
- Oh no dobra.
- Hermiono i Ron deportujcie się do kwatery głównej, a Nataniel i Ja zostaniemy tu
i może przy odrobinie szczęścia zakradniemy się jakoś bliżej domu w pelerynie niewidce.
- Ale uwarzajcie, bo wszyscy nas szukają.
- Nie musisz mi tego przypominać. Za moją głowę wyznaczyli 1000 Galeonów.
Powiedział ponuro Harry.
- Dobra nie traćmy czasu.
Ponaglił ich Nataniel.
- Chodź.
Powiedział do Harry’ego gdy tamci znikli im z oczu.
- aaa już dobra idę.
Założyli pelerynę i gdy ledwo to zrobili
prawie natychmiast odskoczyli od drzwi, bo z domu
wyszli we własnej osobie Bellatriks i Voldemort.

rozdział ósmy

Ktoś otworzył drzwi i wszedł do środka.
Dziewczyny natychmiast zerwały się na równe nogi z nadzieją ucieczki, ale był to głupi instynkt,
bo usłyszały.
- Petryficus totalus.
Zparaliżowało je, ale poznały, że to głos Angeliki.
- No co. Myślałyście, że mnie przechytrzycie.
Ojj moje biedne maleństwa.
Crucio.
Krzyknęła i rzuciła zaklęcie torturujące na Sarę.
- Ty wiesz jak ja Ciebie nie nawidzę? No wiesz jak?
Jak czarny pan pozwoli to Ciebie zabiję. Nie, no chociaż nie pozwoli,
bo ty jesteś córką Lestrange’ów, więc chyba nie pozwoli, a szkoda.
Crucio.
A teraz było to rzucone zaklęcie na Laurę.
- Wiesz jak ja Ciebie nie nawidzę? No wiesz? Chętnie bym ciebie zabiła,
ale ty to więkrza szycha, bo córka mojego mistrza i Bellatriks, ale co tam Bella
ona może pocierpieć, ale zapytam się mistrza czy mogę Ciebie zabić.
Chociaż Bellatriks nie cierpi, bo ona nie ma uczuć.
Zaczęła je na przemian torturować aż w pewnej chwili do pokoju wszedł wysoki mężczyzna o twarzy tak brzytkiej, że Laura byłaby się skrzywiła na jego widok gdyby tylko mogła.
- Angeliko co ty robisz?
Przestań je torturować.
Był to zimny i wysoki głos pozbawiony jakich kolwiek uczóć.
przed nimi stał Lord Voldemort.
W długich palcach obracał swoją różdżkę jakby dla zabawy.
Angela natychmiast uklękła przed nim i zaczęła przepraszać,
a on spojrzał na nią zimnym wzrokiem. Po krótkiej chwili wstała z klęczek i wyszła.
Voldemort przez chwilę stał i patrzył na oba nieruchome ciała,
a potem wyczarował skądź gitarę i skrzypce, które upadły im na głowy.
Było to bolesne, bo Laurę uderzyła gitara w nos łamiąc go jej, a Sarę skrzypce w lewe oko podrażniając je mocno.
- No to teraz mi coś zagracie i ma to być ładnie.
Dziewczyny poczuły, że zaklęcie zostało zdjęte i, że mogą
się swobodnie poruszać.
- Nie, nic Ci nie zagramy.
- Crucio.
- Aaa dobra aaa zagraaamy.
- No to już.
- Aria.
Rzuciła Laura i zaczęły grać.
Voldkowi zachciało się spać, więc kazał im przestać i wyszedł z pokoju pozostawiając
jakąś niewidzialną barierę przed drzwiami, która gdy dziewczyny podeszły to je odpychała.
- No i co teraz? No i co teraz?
Zapytała panicznie Sarah.
- Nic. Nie wiem.
Powiedziała Laura bezradnie rozkładając ręce i zaczęła płakać.
- Wiesz co? Nurtuje mnie to, że jestem córką
Toma Riddle’a, to, że córką Bellatriks, to, że jesteśmy porwane
i wszystko.
Wyrzuciła z siebie Laura.
Sarah podeszła do niej i przytuliła ją
i zaczęła pocieszać.
- Nie płacz. Wszystko będzie dobrze.
Zobaczysz. Nasi przyjaciele nam pomogą.
Sama jednak wątpiła w te słowa, które wypowiedziała, ale próbowała siebie przekonać, że tak właśnie będzie.
Nagle do pokoju weszła Lestrange.
x x x x.
Harry i inni siedzieli w internacie obmyślając plan uwolnienia swoich przyjaciółek i myśląc gdzie one mogą być.
- Ja wiem gdzie.
Powiedziała Hermiona.
- No?
Zapytał z nadzieją Ron patrząc na nią.
- W domu Lestrange’ów.
- Nie. To było by zbyt podejrzane,
bo patrz. Bellatriks je porwała to było by dla niej niebezpieczne i zbyt oczywiste trzymać je w domu u siebie.
- Może u Malfojów.
Podsunął Nataniel.
- Nie.
No to cholera gdzie.
Krzyknął nerwowo Nataniel, bo nie mógł się już powstrzymać.
Jego dziewczyna została porwana, a on siedzi sobie i zgaduje gdzie może teraz być.
Harry też był przygnębiony, ale doszedł do wniosku, że darcie się na swoich przyjaciół
nic nie pomoże tylko bardziej wszystkich pogrąży.
- Ja wiem.
Powiedział Ron.
- No?
- One są w domu u sami wiecie kogo.
- Voldemorta?
Wykrzyknął Harry.
- Harry. Nie wymawiaj tego imienia.
Wzdrygnął się Ron.
- Dobrze już dobrze.
- Idziemy tam.
- Ekhm.
Odchrząknęła Hermiona.
- Co?
Zapytali wszyscy równocześnie.
- Dobra idziemy, ale gdzie to jest?
Przecież nie wiemy gdzie jest ten dom.
- No fakt.
- Yyy yyy yyy.
Myślał Ron.
- Wiem co zrobimy.
Wpadł na pomysł Nataniel.
- No?
- Idziemy do Hogwartu. Musimy porozmawiać z Dumbledore’m.
- Dobra.
Zdeportowali się i dotarli do pokoju dyrektora.
- Szalonooki Alastor Moody.
Powiedział Harry nie znając chasła, ale himera odskoczyła.
- skąd znasz chasło?
- Nie wiem. Tak samo mi przyszło do głowy.
W gabinecie już ktoś był.

rozdział siódmy

- Z czego się śmiejesz?
Warknęła Laura.
- A, z niczego.
Bella teraz!
Krzyknęła Angelika niespodziewanie, a Bellatriks oszołomiła Sarę, a raczej rzuciła petryficus totalus.
- No złotko rzuciłam na Ciebie to zaklęcie, abyś zobaczyła, a raczej usłyszała jak torturujemy Laurę.
- A co macie do mnie?
Zapytała nerwowo Laura.
a cała złość się w niej gotowała.
- Milcz. Crucio.
- Aaaa.
- Co Mamy do Ciebie?
Zapytała Angela.
- Jesteście potrzebne czarnemu panu.
- Crucio, crucio, crucio.
Krzyczała w opamientaniu Bellatriks ciężko dysząc.
- Bella spokojnie. Czarny pan pozwoli nam się nad nimi znęcać.
- Nie wątpie. Crucio. Powiedziała Bellatriks
Laura myślała, że zdechnie yyy to znaczy umrze z tego bulu.
- Cholera nie torturuj tak.
- Bo co?
Odpowiedziała z podnieceniem Lestrange.
- Bo chciałam Ci coś powiedzieć.
Wydyszała Laura, a raczej Cię ochrzanić.
- Ha, ha, ha.
Zaśmiała się szyderczo Bellatriks.
- No mów, mów. ja Chętnie posłucham.
- Pierwsze pytanie. Ile masz nazwisk?
- Co za głupie pytanie. Nie twoja rzecz. Jedno, a co?
- Taa chyba 3. Black, Riddle i Lestrange.
- Milcz.
Krzyknęła Riddle Lestrange Black.
- No co, ja o wszystkim wiem.
Ty jesteś moją i Sary matką ty suko.
- Skąd, Skąd o tym wiesz?
Wyjąkała Bellatriks.
- Ja wiem o wszystkim, a coś ty myślała?
- Milcz.
Dodała Angela i kopnęła Laurę w brzuch tak, że zabrakło jej przez moment tchu.
- Nie warzne kim ja dla Ciebie jestem, ale ważne, że idziecie słurzyć mojemu mistrzowi.
- Ta? Dupa, a może najpierw dowiesz się kto jest moim ojcem.
- A co Cię to obchodzi.
- Ah tak, bo ty nie wiesz kto nim jest, bo żeś się z wieloma puszczała, a teraz już nie wiesz czyja ja jestem.
- Crucio.
Laura była już u granic wytrzymałości, ale dawało jej to bezpieczeństwo bo zrozumiała, że jest Voldemortowi
do czegoś potrzebna
i Bellatriks chodźby nawet chciała to nie może jej zabić.
Otuż Lestrange nie posiadała się z oburzenia i sapała ciężko powstrzymywana od rzucenia avady przez Angelikę,
która mówiła do niej tak słodko, że tamta jakoś dawała za wygraną.
- No to jak? Kto jest moim ojcem?
- Nie warzne. Dowiesz się sama,
a teraz ANgelisiu zabierajmy je stąd.
Powiedziała Lestrange cofając się o krok jakby brzydząc się dotknąć dwóch ciał leżących na podłodze.
- Angelika ty je weź.
- Nie. Ty. Wkońcu to twoje dzieci.
Bellatriks zmusiła się wziąć Sarę na niewidzialne nosze i kierować różdżką,
a Angelika zrobiła to samo z Laurą.
- No widzisz, no widzisz. Narazie nic nie możesz powiedzieć, bo jesteś zparaliżowana, ale jak już będziesz u mnie w mieszkaniu to odzyskasz władzę.
To może nawet i dobrze, że nic nie możesz powiedzieć moja córko hahaha.
Zaśmiała się Bellatriks i wbiła jakąś szpilkę w Sary rękę, a raczej w jej palec u lewej ręki,
a potem w nadgarstek.
- Boli prawda? Słyszałam, że grasz na skrzypcach. To nam coś zagrasz.
- Laura gra też na gitarze.
Przerwała monolog Bellatriks Angelika.
- Oh tak? To cudownie. Zagrają nam razem.
Powiedziała ironicznie i znów zaczęła gadać Sarze jakieś głupoty.
Angelika rzuciła Na Laurę multum zaklęć blokując jej wszystko, bo chciała się trochę pobawić,
a potem zdeportowały się do jakiegoś domu.
Nazajutrz Harry, Ron, Nataniel i Hermiona obiecali, że przyjdą po dziewczyny do internatu, bo one chciały też zostać tam na noc
i tak też zrobili. Przyszli.
Harry wszedł do pokoju i zastał tam Martę, która ku jego zdumieniu płakała.
Podszedł do niej i zapytał co jej jest.
- Harry tylko błagam nie krzycz na mnie. Sarah i Laura zniknęły.
Poprostu ja wyszłam nachwilę i przyszła Angelika i potem był tu jakiś rumor,
ale jacyś panowie bardzo źli o ile pamiętam, bo mam dobrą pamięć do nazwisk
nazywali się Rookwood i Dołohow zatrzymali nas jakimiś zaklęciami
potem przyszła jakaś Dora i Remus i nas uwolnili
a tamci sobie poszli.
Harry ja nie wiem co to miało znaczyć. Błagam nie krzycz na mnie.
- Marta spokojnie nie będę krzyczał, ale ja wiem co to miało znaczyć i wiem, że dziewczyny są porwane.
A nie wiesz przypadkiem kto przychodził z Angeliką?
- Jakaś kobitka, ale myślałam, że to jej znajoma.
Owszem Angelika wydawała mi sie dziwna, ale nie wiedziałam, że coś knuje.
- A jak wyglądała ta kobitka?
Zapytał Harry
siląc się na spokój.
- No była wysoka, włosy miała dłógie i ciemne, ciężkie powieki i twarz miała zniekształconą.
- Kurwaa, to Bellatriks.
- Cooo? Ta suka?
Zapytał Nataniel.
i zrobił się czerwony ze złości.
- Tak to ta, ekhm.
- Jak myślicie gdzie są dziewczyny?
x x x x.
Laura nagle obudziła się zlana zimnym potem. Wszystko ją bolało i ledwo mogła się ruszyć.
Usiadła i pomacała ręką wokoło. Okazało się, że leży na jakiejś podłodze w jakimś pokoju gdzie śmierdziało
ztęchlizną, a obok niej też ktoś leżał. Laura pomacała i poznała, że to Sarah
i natychmiast poczuła zapach krwi.
- Cholera co jej jest?
Zapytała sama siebie gdy nagle Sarah otworzyła oczy i usiadła
- Gdzie je jestem? Co się dzieje?
- Ciii.
szepnęła Laura..
- Nie wiem gdzie my jesteśmy, ale pamiętam co się wczoraj stało.
- No ja też.
- Pewnie wiem gdzie jesteśmy.
- No gdzie?
- U Voldka.
- Cooo? Zwarjowałaś?
zapytała Sarah Laurę.
- Nie, ale nie zapominaj, że to mój głupi ojciec.
- No fakt ten głupi, beznadziejny skur…
- Cicho. Ktoś idzie.
Ktoś istotnie szedł w ich stronę i było słychać szelest peleryny.

rozdział szósty

Od autorki. tu znowu wprowadzam dwie nastolatki Martę i Dominikę.

- Oj Harry. Wstań.
- Nie, nie kochaneczko.
- Harry no opanuj się.
- Coo?
Zapytał Harry zrywając się na równe nogi.
- No powiedziałeś do mnie ty kochaneczko”.
Powiedział Nataniel.
Wszyscy się zaczęli śmiać, ale pochwili zpoważnieli.
- To nie ja. To Voldemort tak do Bellatriks powiedział.
- Co?
- Ale lipa.
- Lepiej się z tąd zmywajmy.
Zaproponował Ron.
Nagle Laura to usłyszała.
- Bella, Bella no chodź tu do mnie.
Był to głos Angeliki we własnej osobie.
- Nie, nie, nie.
Krzyknęła Laura, a łzy zaczęły jej zpływać po policzkach.
- Co się stało kochanie?
Zapytał Nataniel obejmując ją.
- To Angelika, Sarah to ona.
- Laurka, wiem. Spokojnie ja wiedziałam, że ta kutwa nas zdradzi poprostu wiedziałam.
Nagle wszystkim się zrobiło dziwnie i pusto.
Harry zaczoł siebie o to obwiniać, ale wiadomo, że on nie ma nic z tym wspólnego.
- Ejj ja zaraz się zeżygam.
Powiedział Ron, bo odur wymiocin Harry’ego był już nie do zniesienia.
- To idziemy.
- Dobra, a co z moimi strunami?
Zapytała Sarah, ale zdrada Angeli też jej nie dawała spokoju.
- Harry daj pelerynę niewidkę, a ja i Laura pójdziemy tam razem z Hermioną. proszę.
- No dobra, ale my sobie pójdziemy dalej, bo blizna mnie boli.
- Dobra spoko.
Dziewczyny poszły pod peleryną niewidką.
Było im ciasno, ale jakoś szły.
- Ał moja noga.
Powiedziała Hermiona.
- Sorry Hermi.
Odpowiedziała Sarah, która ją nadepnęła.
Stanęły tuż obok Bellatriks i Angeliki, które najwyraźniej się spotkały.
- Miałyśmy wymyślać strategie, a nie ty całujesz się z naszym mistrzem.
- Oh Angelika nie martw się wymyślimy coś.
I ku ich zdumieniu Bellatriks pogładziła Angelikę po głowie
czego nigdy nikomu nie zrobiła.
- Ja już mam plan.
Powiedziała słodkim głosem i oddaliła się.
- Co o tym myślisz?
MruknełA Laura do Sary.
- Już sama nie wiem.
Potem przyszedł Rookwood i Angelika wdała się z nim w konwersacje.
- Kurde co oni mają wymyśleć za strategję. Ciekawe.
- No właśnie.
- Może ja wiem.
Powiedziała Hermiona.
- Może to chodzi o was. Może one mają zadanie jakieś związane z wami.
- Nie wiem, ale Bellatriks to nasza matka i nawet nie kwapi się nas odwiedzić
i nawet…
Ach już nie ważne.
Urwała Laura.
- Laurka Bellatriks was nie kocha. Poprostu was nie kocha.
Ona ma was w dupie. Nie jesteście jej potrzebne.
Okropna prawda wdarła się dziewczyną do umysłów i odkryły, że nie mają na co czekać
i poszły wszystkie w stronę chłopaków.
- Ej i co tam?
Zapytał Nataniel, a one opowiedziały im wszystko.
- Wiecie co. Chciałabym odwiedzić moją dawną mugolską szkołe. Pójdziemy tam?
Zapytała Laura.
- No pewnie.
- No to fajnie, bo ja też chcę.
Dodała Sarah.
Chwilę potem znaleźli się na dole przed schodami do internatu.
- Chodźcie.
Powiedziała Laura i wszyscy za nią poszli.
- Ej, a gdzie moja miotła?
Zapytała Sarah.
- Ahh zgubiłem ją podrodze gdy się deportowaliśmy.
Powiedział Harry.
- Eee to chyba nie możliwe. No nie?
Zapytała Laura.
- Haha wszystko jest możliwe.
I Harry zaczął się śmiać.
- Ty mój fidrygancie oddaj mi moją laskę.
- Uuu Linda nie wiedziałem, że ty masz laskę.
Powiedział Ron.
- I ty Laura też.
Dodał Nataniel.
- noo, chodziło mi o miotłę. kiedyś urzywałam białej laski do chodzenia i mi się pomyliło.
- Och jacy wy zboczeni jesteście.
Powiedziała Hermiona, ale wybuchnęła śmiechem.
Na takich rozmowach zeszła im droga do internatu.
Gdy już tam weszli Harry, Ron i Hermiona usłyszeli znajome głosy.
- Lupin! Tonks! Moody! Kinksley!
Krzyknęli i poszli się z nimi przewitać.
- Tonks? Tu jest Tonks?
Zapytała Sarah.
- No pewnie.
- Cześć dziewczynki jestem Tonks.
- Nimfadora.
Dodał Ron.
- Nie nadzywaj mnie Nimfadora.
Powiedziała Tonks.
- Jej jak ja chciałam Ciebie poznać.
Rzekła ucieszona Sarah i zaraz zaczęły rozmawiać.
Laura rozmawiała z Remusem, bo bardzo chciała
nauczyć się jak robi się patronusa.
Wszyscy się zapoznali, a potem poszli do pokoju znaczy do dawnego pokoju Laury.
Na nieszczęście była tam Angelika.
- Eee ona tu jest?
Zapytała Laura.
- No niestety.
Powiedziała Marta, która weszła do pokoju,
bo Angelika wydawała jej się dziwna.
- Dobrze to my idziemy.
Powiedziała Tonks i złapała Remusa za rękę.
- Zostańcie.
Czemu idziecie?
Zapytała Laura.
- My musimy. Byliśmy tylko sprawdzić czy wszystko wporzątku, bo słyszeliśmy, że Bellatriks się tu kręciła.
- Eee tak. No tak. Była tu.
Wyjąkała Laurra.
- No to my już idziemy.
Warknął Moody.
I wszyscy czworo się deportowali.
- Kurcze czemu ten Moody taki niemiły?
- Eh. nie przejmuj się. On jest spoko gość tylko taki ma charakter, ale jest bardzo wrażliwy i w ogóle.
Powiedziała Hermiona, a Ron zrobił takie oczy, że Hermiona zmieniła temat.
- To co robimy?
- No ee my chciałybyśmy tu trochę zostać, możecie przyjść po nas jutro?
Powiedziała Sarah.
- No jasne, ale napewno?
- No pewnie.
- Ale ale, Co z moimi strunami?
Zapytała Sarah.
- Kupię Ci.
Powiedział Harry i zanim Sarah zdążyła coś odpowiedzieć już ich nie było.
Została tylko z Laurą.
- ja chciałam pirastro piranito a on nie będzie wiedział jakie to.
westchnęła Sarah, a Laura się uśmiechnęła.
- No to chodź. Idziemy do naszego pokoju.
Weszły.
Nie było tam nikogo. Dziewczyny czekały Na Martę i Dominikę, które miały przyjść, ale one gdzieś poszły.
Po chwili weszła Angelika i roześmiała się szyderczo, a raczej tryiumfalnie.

rozdział piąty

x x x x.
Harry obudził się bardzo wcześnie. Głowa go bolała, ale zobaczył, że w dormitorium śpią wszyscy,
postanowił więc pójść do pokoju wspólnego,
aby tam oddać się wizji Voldemorta, bo blizna bolała go niemiłosiernie.
W pokoju zastał Sarę, przed którą leżał stos książek wyporzyczonych z biblioteki.
Właśnie jedną z nich czytała.
- Sarah żartujesz, że to wszystko przeczytasz.
Sarah tak się przestraszyła, że stos książek spadł ze stołu na podłogę.
- Harry to ty? Jej jak mnie przestraszyłeś. Nie, ja tego wszystkiego nie przeczytam. Szukam coś o…
I tu Sarah się zawachała.
- O czym?
Zapytał Harry.
- Eee o horkruksach. Harry ja wiem wszystko. i Laura też, bo my znamy książki J. K. Rowling.
- Kogo?
- Joanne Katchleen Rowling.
Powiedziała Sarah całe nazwisko autorki i opowiedziała też co wie o horkruksach.
- To taka mugolska pisarka, która skądź się o nas dowiedziała, znaczy o was i wszystko spisała.
Wydaję mi się jednak, że spora część mugoli uważa, że świat magii jest tylko wymysłem i chwała im zato, bo przecież my mamy swoje problemyHarry zafrasował się, ale pochwili powiedział.
- Jak wiecie o wszystkim to możecie mi pomóc?
- Tak Harry, ale nie gniewasz się?
- Ja. Na Ciebie? Nigdy.
Harry już nie panował nad sobą i wyznał uczucie jakie żywił do Sary i pochwili zaczęli się całować.
Niedługo potem przerywając im tą cudowną chwilę weszli Laura i Nataniel.
- Eee co wy tu robicie?
Zapytał Nataniel.
- yy My?
Ach nic.
Zapewnił go Harryy cały szczęśliwy.
- Tak nic. Jak to jest nic to ja nie wiem co.
Zaśpiewała Laura.
i zaczęła tańczyć po pokoju.
- Kiedy ślób?
Zapytał wchodząc Ron trzymający w objęciach Hermionę.
- Czywyście wszyscy powarjowali?
Zapytała niespodziewanie wchodząc Alecto.
- Cholera znów ta suka.
Mruknął Ron i wszyscy podskoczyli ze strachu.
- co szpiegujesz nas?
Zapytała Laura.
- Ja? Och nie ty brudna szlamo. tylko Potter wzywa Cię mój pan.
- A w dupie mam twojego pana.
Powiedział Harry i zaczął się śmiać.
- Potter masz szlaban.
Rzekła Alecto.
unosząc różdżkę.
- Ach tak? Założysz się?
Powiedział Harry i zamiast usłyszeć odpowiedź usłyszał:
- Crucio.
- Auuu auuu auuu.
Wył Harry z bulu.
- Zostaw go ty szumowino.
Krzyknęła Sarah do Alecto, a Laura walnęła ją miotłą w głowę
gdzie zaraz potem śmierciożerczyni się przewruciła.
- Inperio.
Powiedział Harry gdy już się podniósł z podłogi.
- Harry nie wiedziałam, że umiesz to rzucić.
Powiedziała Hermiona.
Z lekkim podziwem i przerażeniem w głosie.
- Ej rozkaż jej, aby poszła się z bratem no wiesz co.
Powiedział Ron.
- Oh to oburzające.
Dodała Laura.
- A czemu? Będą jaja.
Powiedział Nataniel, a jak wszyscy ryknęli śmiechem to cały pokój wspulny się trząsł.
- Gryffindor cisza!
Dał się słyszeć krzyk profesor mc gonagal.
- Co jej zrobiliście?
Powiedziała patrząc na Alecto.
- Eee ja rzuciłem imperiusa.
- I co kazałeś jej zrobić.
- No pójść do swojego brata i tego no eee pani Profesor.
Powiedział Harry, bo Alecto już wychodziła.
- Dobra niech sobie idzie i dostajecie 50 punktów.
I mc gonagal też sobie poszła śmiejąc się pod nosem.
- Haha Harry to rzucaj ile chcesz imperiusów na tych śmierciożerców.
- Eee wiecie co?
Przerwała im Sarah.
- Co?
- No ja muszę iść do sklepu muzycznego kupić sobie struny do skrzypiec, bo stare już mi nie kwintują.
- Eee czego nie robią? Nie gwintują?
- Nie, nie gwintują tylko nie kwintują.
I wszyscy się zaczęli śmiać.
- Ej na co czekamy idziemy.
Zakomenderowała Laura i wszyscy wyszli poza błonia Hogwartu.
- No to jak. Deportujemy się?
- Ale w Hogwarcie nie można się teleportować i aportować.
Czy wy w ogóle nie czytacie książek?
- Hermiono.
Rzekł Ron.
My wiemy co mamy robić, wiemy, że w szkole ie można, ale poza jej bramami już tak.
- Och no dobrze.
- No.
- A robimy to łącznie czy osobno.
- Ee wiecie. Wole łącznie, bo sama jeszcze nie umiem.
Powiedziała Sarah.
- Ja też.
Dodała Laura.
- No to łączymy się w pary.
- No ba.
Powiedział Ron i złapał Hermionkę za rękę.
- Na trzy, czte, ry.
Zawołał Harry i wszyscy się deportowali.
Stali przed jakimś sklepem gdzie pełno pijoków śpiewało
“ona temu winna, ona temu winna, pocałować go powinna”.
- Ejj gdzie my jesteśmy?
- Wygląda na to, że koło jakiejś meliny.
Powiedział Harry, a blizna tak go zabolała, że zawył z bulu.
- Harry co ci jest?
Zapytała Sarah.
- O holera. Woldek jest tutaj. Auuu. Całuje się z Bellatriks auuu.
Holera. Nie wytrzymam. Bleeh.
I Harry zeżygał się na chodnik.

rozdział czwarty

od autorki:
Obiecuję, że następne rozdziały będą dłóższe, niemam teraz zabardzo czasu przerabiać tego co napisałam, więc narazie są one krutkie.

Harry wstał ze swojego miejsca.
- Zostaw ją ty szumowino!
Krzyknął.
Sarah zchowała się za nim najwyraźniej bojąc się Alecto.
- Bo co mi zrobisz ty, ty.
- Drętwota.
- Ty plugawcu zostaw moją siostrę.
Krzyknoł Amycius, ale Harry go nie słuchał tylko krzyknął.
- Petryficus totalus.
A śmierciożercę zparaliżowało.
- Kurde ładnie to się odnosi do uczniów.
Powiedziała z przekąsem Laura.
Na drugi dzień mieli mugoloznawstwo i Alecto gadała im jakieś głupoty,
że przez mugoli czarodzieje muszą się ukrywać, że mugole są wszystkiemu winni i tak sobie zmyślała
gdy nagle Laura zapytała.
- Ciekawa jestem ile w Tobie nędzna kreaturo i w twoim bracie płynie krwi mugolskiej?
- Zamknij się.
Warknęła Alecto i próbowała rzucić cruciatusa,
ale niestety chybiła, bo Nataniel zdążył wyczarować tarczę ochronną, która by i tak nic nie dała,
ale to powstrzymało śmierciożerczynię.
x x x x.
u Malfojów.
Bellatriks i Angelika szły przez podwórko omijając jakieś kwiaty i gnomy, które bluźniły
i rzucały w nie obelgami.
Potem przeszły przez hall i weszły do salonu,
gdzie w wysokim obskurnym fotelu, który najwidoczniej był najładniejszy w tym salonie siedział Voldemort,
a na jego
ramionach spoczywała jak, że przecudna jego ukochana brzytka
krwiożercza bestia Nagini.
- Witam was.
Powiedział wysokim i zimnym głosem.
Malfojów nie było. Najwidoczniej Voldek wygonił ich z własnego domu.
- Angeliko będę rozmawiał z wami na osobności a potem razem, więc. Wyjć.
Powiedział Voldemort i spojrzał na nią zimnym wzrokiem.
Angela zginając się w ukłonach posłusznie wyszła.
- Usiąć Bello.
Powiedział Voldemort teraz bardzo cicho, a śmierciożerczyni usiadła na przeciw jego.
Ku jej wielkiemu zdumieniu Voldek złapał ją za ręce i nie chciał póścić,
ale ona nie wyrywała mu się wcale tylko zapatrzyła się w niego jak w obras.
- To co chcę Ci powiedzieć będzie dla ciebie wstrząsem może i lekkim, a może i nie.
- Słucham panie.
- Masz dwoje dzieci, a mianowicie dwie córki.
- Dowiedziałam się, że one zmarły. Nic sobie zabardzo z tego nie robiłam, bo nie chciałam mieć wtedy dzieci.
- Ale one żyją. Jedna jest moja Laura, a druga Rudolfa Sarah.
- Ale Panie ja nie wiem czy jestem zdolna się nimi opiekować.
Wyjąkała Bellatriks, bo poczuła, że mieć dziecko z czarnym Panem to nie lada zadanie.
- Oh nie martw się. Będzie dobrze. Będę Cię wspierał w opiece nad Laurą.
W tej chwili Bellatriks popadła we wściekłość, ale ztłumiła ją w sobie i zapytała.
- A kto mi pomoże w opiece nad Sarą? Przecież zabiłeś panie Rudolfa.
- Mylisz się. Narazie go nie zabiłem. Jeszcze żyje, ale chciałem Ciebie sprawdzić czy będzie Ci go żal,
ale bądź co bądź potrzebujesz teraz nas obu, więc obaj Ci pomożemy,
ale najpierw proszę Cię zamieszkaj ze mną.
Bellatriks opóściła wściekłość i czuła się w siódmym niebie. Kurde mieszkać z czarnym panem.
Super to wyrużnienie.
- Ale Panie mój gdzie znajdziemy te dziewczyny? Znaczy moje córki?
Na dźwięk słowa córki skrzywiła się jakby połknęła kawał kwaśnej cytryny.
- One są w Hogwarcie.
- Aha to ja jutro po nie pójdę.
- Nie, nie możesz po nie iść. Musisz zaczekać aż zabiję Pottera, bo on nam przeszkadza tylko.
- Dobrze. Zaczekam.
- Teraz chcę porozmawiać z Angeliką. Zawołaj ją tu.
Bellatriks wyszła. Pochwili w drzwiach ukazała się Angelika.
- Witam panie.
- Witam.
Mam dla Ciebie zadanie.
Opowiedział jej wszystko o tym co ma zrobić z Bellatriks i od tej pory obie wymyślały strategię.

Następna strona »