Kwiecień 28, 2012
rozdział 29
Rozdział 29
bellatriks postanowiła po tygodniu wziąść się poważnie za siebie. Zapisała sobie słowa halkatli w sercu i postanowiła zacząć normalnie się odżywiać. Miała
zamiar cierpliwie czekać na powrót ukochanego. To jednak nie było łatwe. Bardzo zanim tęskniła, ale jednocześnie niezachwianie wierzyła, że on powróci.
Tym czasem musiała dowiedzieć się co ciekawego dzieje się w jej własnym domu. Dotychczas się tym nie interesowała. Doprowadziła więc swoją osobę do porządku
i nienagannej czystości. Weszła do jadalni gdzie właśnie przebywało 14 osób, 3 rodziny i jej dwójka dzieci. Na widok ich wszystkich znieruchomiała.
- chodź do nas bella.
Zachęciła ją tula.
- mama, a ja widziałam tatę.
Wykrzyknęła enobaria, a bellatriks skuliła się jakby otrzymała cios na wejściu.
- zamknij się. Wcale nie widziałaś.
Odpowiedział bity. Był naprawdę wściekły, bo jego zdaniem enobaria stanowczo zabardzo przeciągała strunę.
Bellatriks usiadła przy stole i rozejrzała się po obecnych. Jej wzrok spoczoł dłużej na ingrit i rudolfusie.
Austen wstrzymała oddech pod wpływem spojrzenia bellatriks.
- życzę szczęścia na nowej drodze życia.
Powiedziała cicho głosem, w którym można było wysłyszeć stal i gorycz.
Rudolfus nawet nie spojrzał na swoją byłą żonę.
- co tak odwracasz wzrok?
Zapytała lestrangę rudolfusa, ale nie otrzymała odpowiedzi. Następnie wstała i podeszła do ingrit. Stanęła za jej plecami i połorzyła jej ręce na ramionach.
Dziewczyna zadrżała pod wpływem jej dotyku.
- czy kazałam ci się mnie bać? Nie mam różdżki w ręku.
Powiedziała lestrange nachylając się nad ingrit.
- nie chcę cię skrzywdzić. Nie mam zamiaru. Oddałaś mi dobrowolnie voldemorta i jestem winna ci dozgonną wdzięczność. Pewnie też nazywasz się lestrange?
Zapytała pochylając się jeszcze bardziej w jej stronę.
Austen pokręciła głową.
- oh, nie. Jaka szkoda, a dlaczego?
- nie chcę odpowiadać na to pytanie.
- wporządku. Nie musisz. Wiesz, Mam wspaniałe dzieci, a ty też jak mniemam. Które to twoje?
Nikt nie zwracał uwagi, aby bella zaniechała swoich poczynań. Postanowili dopiero interweniować gdy naprawdę będzie trzeba. Puki kobieta nie wyciągała różdżki
wszystko było pod kontrolą.
- lauren i finally.
Powiedziała słabo ingrit wskazując na dziewczynki.
Torfin dawał znaki rudolfowi, aby tamten się nie odzywał i obserwował dalszy rozwój wypadków.
Bellatriks podeszła do lauren i wzięła ją na ręce.
- ile masz latek?
Zapytała.
- trzy.
Odpowiedziała przestraszona dziewczynka.
- nie bój się mnie. Jestem twoją ciocią bellatriks.
Przytuliła dziecko, a potem to samo zrobiła z finally.
Potem usiadła przy stole jak gdyby nic się nie stało.
- nie ma co, czasami umiesz zaskoczyć.
Powiedziała halkatla.
- widzisz przyjacióko, poprostu jestem nieprzewidywalna.
Reszta posiłku przeszła już bez żadnych niespodzianek.
Xxxx…
- bity, wyjdź z tąd.
Rozkazała enobaria bratu.
- sama sobie wyjdź. Pierwszy tu byłem.
- ale ja muszę porozmawiać z eingarem.
Bity się opierał w skutek czego został wyrzucony z pokoju przez dwójkę dzieci. Postanowił być twardy i nikomu się nie skarżyć.
- wiesz, ładny jesteś.
Odezwała się enobaria patrząc na eingara porządliwie.
- ty też. Wyższa jesteś ode mnie.
- chyba mam to po ojcu..
Powiedziała.
- mam do ciebie pytanie.
Zaczął ostrożnie eingar.
- czy ty też jesteś no wiesz zła?
- no, jestem. Chcę czarować, ale nie mam różdżki.
- ja też. Umiem bez, ale to bardzo prymitywne.
- a czy masz rodzeństwo?
Zapytała enobaria.
- mam, siostrę oris, ale ona jest niestety dobra.
- eh, chciałabym iść już do hogwartu.
Westchnęła mała. Pochwili nagle rozochociła się.
- chodź, pokarzę ci coś. Tutaj w okolicy jest taki piesek. No i ja na nim ćwiczę czary. Ty też możesz.
Eingar nie pozwolił sobie tego dłużej powtarzać. Jego zielone oczy zapłonęły szaleńczo.
Oboje wymknęli się cicho z domu.
Gdy tylko enobaria pomyślała o psie ten natychmiast się zjawił. Był to maleńki, wychudzony kundelek.
- patrz co będzie teraz robił.
Powiedziała do eingara, a on zaczął wpatrywać się z fascynacją.
Piesek zaczął dziko tańczyć podstakując przy tym na tylnych łapkach. Efektu dodawało przeraźliwe piszczenie. Potem ułożył się na grzbiecie i gdy enobaria
machnęła ręką zaczął kulić się z bólu. Chłopiec był wniebowzięty.
- mogę też sprubować?
- jasne.
Przyzwoliła dziewczynka.
Po niecałej godzinie znaleźli się w domu.
- gdzie byliście?
Zapytała ich tula.
- na dworzu ciociu. Bawiliśmy się.
Tula spojrzała na dwie zarumienione z emocji buzie, a potem popatrzyła eingarowi w oczy. Płonoł w nich niebespieczny blask.
- eingar, chodź ze mną, a ty enobario zaczekaj na swoją mamę.
- nie, ja nie będę czekać, bo ona zaraz będzie płakać.
- zostaniesz tu i koniec.
Powiedziała tula, a enobaria dała jednak zawygraną.
Halkatla właśnie siedziała w swoim dawnym pokoju z bellatriks i rozmawiały.
- bellatriks, twoja córka coś chyba przeskrobała. Wydaję mi się, że jest to coś poważnego. Mogłabyś to sprawdzić?
- wcale nic nie robiliśmy. Bawiliśmy się tylko.
Rzachnął się eingar.
- zabardzo w to nie wierzę.
Halkatla spojrzała synkowi głęboko w oczy i wykrzyknęła.
- on jest dotknięty.
- no właśnie, też o tym myślałam.
- co to znaczy?
Zapytała bellatriks, która nie poszła jeszcze do córki.
- znaczy to, że jest zły. Nosi na sobie przekleństwo naszego przotka.
- ah, no tak. Przepraszam. Zapomniałam. Wkońcu czytałam tą waszą sagę.
W oczach chłopca pojawiły się łzy.
- wcale nie jestem zły.
Rzekł cichutko.
Wszystkie 3 dały się nato nabrać, a chłopak ucieszył się z takiego obrotu sprawy.
- ale enobaria jest.
- no, może trochę.
Wzieła ją w obronę bellatriks.
- porozmawiam z nią.
Dzisiejszego wieczoru halkatla opowiedziała wszystko mężowi i napisała list do granstensholm z wyjaśnieniami. Ulvhedin trochę się tym zmartwił, ale radził
tuli i halkatli mieć na dziecko oko. Obydwie miały bacznie opserwować dziecko i wrazie gdy zauwarzą coś niepokojącego w jego zachowaniu napisać do ulvhedina.
Xxxx…
- zakładamy salon fryzjerski.
Zaproponował eingar.
- a co to jest?
Zapytała z ciekawością enobaria.
Dzieci właśnie miały zamiar się trochę pobawić i urozmaicić sobie czas.
- to jest taki zakład, w którym fryzjerka modeluje ci włosy.
Wyjaśnił chłopiec.
- a w naszym świecie czarodziejów tego nie ma.
Powiedziała z dumą.
- takich rzeczy urzywają tylko mugole.
- moja mama nie musi, bo ma ładne włosy.
Zaprzeczył eingar.
- to kto będzie naszym klientem?
Zapytała enobaria.
Wkońcu padło na lauren.
Dziewczynka ucieszyła się, że starsi chcą się z nią bawić toteż zgodziła się bez oporu. Usiadła na przygotowanym krzesełku.
- najpierw musimy ci te włosy umyć, a otem wymodelować.
Powiedział eingar.
Polał wodą włosy dziewczynki, a następnie razem z enobarią zaczęli wsmarowywać jej w głowę różne wymyślne substancje. Lauren miała już dość długie włosy.
Były one podobne do włosów ingrit i bardzo się kręciły. Enobaria nałożyła jej oliwkę nicejską z zapasów tuli, a następnie dla dopełnienia efektu olifkę
z ziaji. Eingar dołożył do tego balsam do ciała swojej mamy. Wcierali to bardzo pieczołowicie. Enobaria poszła jeszcze po mydło w płynie i olej do smarzenia.
Wzięła też krem do twarzy ingrit. Włosy lauren wyglądały teraz strasznie. Eingar nakońcu popryskał je lakierem, aby stały. Niedość, że były stojące to
świeciły tłustością i wydzielały nieprzyjemny zapach zmieszanych ze sobą produktów. Dziewczynka była wprost zachwycona. Klasnęła w rączki i zanim kto kolwiek
zdążył ją powstrzymać wybiegła z pokoju nawołując głośno rodziców.
Oboje przybiegli.
- mama, patrz jaką mam piękną fryzurę.
Ingrit spojrzała na włosy córki, które wyglądały jak stronki. Stały na wszystkie strony. Podeszła do lauren i dotknęła ich.
- kto ci to zrobił?
Zapytała załamując ręce.
- enobaria i eingar. Ładne, prawda?
- nie, córeczko. To jest koszmarne. Sprawię im reprymende.
- dlaczego?
Zasmuciła się dziewczynka.
- bo twoje włosy są tłuste i ciężko będzie je umyć. Nie wiem co oni ci tam nanie wtarli.
Powiedział spokojnie rudolfus.
Oboje enobaria i eingar dostali małą reprymendę od dorosłych.
Włosy lauren było ciężko umyć. Same zaklęcia oczyszczające nie wystarczyły i trzeba było zużyć pół butelki szamponu, aby przywrucić je do uprzedniego stanu.
Xxxx…
Od ostatniego incydentu minął już miesiąc. Enobaria i eingar zachowywali się naprawdę wzorowo. Dziewczynka nie dokuczała nawet bity’emu, który usilnie chciał
się dowiedzieć jak pracuje komputer. Teraz jednak dwoje małych i złych dzieciaków zapragnęło nowej przygody.
- mamo, czy możemy iść na spacer?
Zapytał grzecznie dotknięty halkatli.
- oczywiście synku. Możesz, a ty eni zapytaj swojej mamy.
Enobaria dostała pozwolenie od bellatriks, która niestety siedziała w swoim pokoju i wpatrywała się w zdjęcie, na którym widniała razem z voldemortem. Patrzyła
nanie rozmarzonym wzrokiem przypominając sobie tamtejszy czas.
Szli teraz leśną dróżką nikogo nie napotykając. Chodzili już tak z pół godziny milcząc. Obojgu przyświecał ten sam cel. Chcieli się trochę rozerwać. Miesiąc
bycia grzecznym strasznie ich zmęczył. Wkońcu zobaczyli jakąś samotną postać, która kroczyła z przeciwnej strony wprost na nich.
- teraz!
Wykrzyknął eingar wyciągając rękę. Kobieta idąca przed nimi upadła na podłogę.
- uwarzajcie jak chodzicie skarciła ich.
- crucio!
Krzyknęła enobaria, a kobieta wrzasnęła z bólu.
- skąd to masz?
Zapytał chłopiec spoglądając z zazdrością.
- rodzice mieli w jakimś kuwsze. Znaczy mama miała, bo ojciec nie żyje.
- ja też chcę to mieć!
Przekrzykiwał krzyki kobiety, które ciągle się wzmagały.
Enobaria podałz mu różdżkę i kazała powiedzieć ’sectumsempra’.
Eingarowi odrazu wyszło. Krew chlusnęła z ciała ofiary. Chłopak był zachwycony.
Patrzył nato rozanielonym wzrokiem. Enobaria rzuciła jeszcze tormente, a krzki po trzydziestu sekundach ucichły. Kobieta była martwa.
- dobra robota.
Pochwalili siebie nawzajem i padli sobie w ramiona.
Eingar machnął ręką, a zwłoki zamieniły się w proch. Dwoje dzieci właśnie dokonało mordu i nikt otym nie wiedział. Nikt też nie przypuszczał jaką wielką
aurą zła się otaczają.
Wrócili do domu przysięgając, że nic złego nie zrobili. Jak można było się tego spodziewać reszta domowników im wto uwierzyła. Zwłaszcza, że przez ostatni
miesiąc zachowywali się jak nalerzy.
Filed by skrzypenka at 3:56 pm under Życie Toma Riddle'a - moja twórczość.
2 Komentarze