rozdział 27

Rozdział 27
- kochanie, boli.
- co się stało?
Zapytał lord.
Bellatriks podniosła krzyk.
- mam skurcze. Ja rodzę! Auuu.
- szybko! Deportujemy się!
Wykrzyknął panicznie.
- kiedy ja nie mogę.
Wziął ją na ręce i już pochwili znaleźli się w świętym mungu.
- gdzie tu jest sala porodowa?
Zapytał kogoś voldemort. Lecz zamiast otrzymać odpowiedź osobnik spojrzał na niego z przerażeniem i uciekł.
- imperio!
Rzucił wtedy na innego przechodnia zaklęcie.
- gdzie jest sala porodowa?
Zapytał ponownie.
Przechodzień zaprowadził go tam.
- umieram panie mój.
- spokojnie, wszystko jest pod kontrolą.
Skłamał. Tak naprawdę nic nie było pod kontrolą. Chciał, aby bellatriks już urodziła. Nie mógł patrzeć na jej wykrzywioną cierpieniem twarz.
- nie pomogę jej. Ona jest śmierciożercą.
Powiedziała magomedyczka.
- imperio! Pomożesz?
- oczywiście, że pomogę.
Ułożyła kobietę na posłaniu i kazała jej przeć.
- nie mogę. To boli.
- ale musi pani, inaczej się nie da.
Po pięciu godzinach urodziło się dziecko.
- no i już po wszystkim.
Rzekł lord.
Niestety jego ukochana zaczęła krzyczeć na nowo.
- widzę, że zapowiada się ciężka noc.
Skomentowała położna.
Nadranem urodziło się drugie dziecko. Bellatriks była wycienczona. Włosy przylepiły jej się do twarzy i ciężko dyszała.
- nie mówiłeś, że będzie tak bolało.
Powiedziała zachrypniętym głosem.
- bo nie wiedziałem, że to jest taki cholerny ból. Przepraszam, co się urodziło?
Zapytał położną. Ona podała jedno zawiniontko lordowi i powiedziała.
- to jest chłopiec.
Potem położyła drugie na piersiach bellatriks.
- a to dziewczynka.
Lestrange objęła ją delikatnie rękami.
- będzie się nazywać enobaria bellatriks lestrange.
Co ty na to?
Zapytał czarny pan.
- pięknie. A chłopiec bity marwolo lestrange.
- może bez marwola.
Skrzywił się lekko.
- to jak proponujesz?
- może arkturus?
- nie, bo to zdrajca.
- no to nie wiem, niech już będzie tom.
Zgodził się niechętnie.
- bity tom i enobaria bellatriks lestrange.
Podsumowała, a voldemort skinął głową.
Po tygodniu bellatriks mogła wrócić już z dziećmi do domu. Voldemort raz po raz wznawiał zaklęcie imperiusa na magomedyków. Chciał, aby lestrange czuła się tu jak najlepiej.
Xxxx…
- ah, jaki on śliczny.
Powiedziała do męża halkatla. Urodziła właśnie synka.
- jak go nazwiemy?
Zapytał torfin.
- eingar dorian rowleey?
Zapytała.
- świetny pomysł.
Zgodził się mąż.
- wiesz, on chyba włosy ma po tobie.
Stwierdziła halkatla.
- nie, bo po tobie. Moje ma oczy.
- nieprawda. Ty jesteś jaśniejszym blondynem ode mnie. Twoje ma oczy, a moje włosy.
- ehh, dobra, niech ci będzie.
Xxxx…
- i jak było?
Zapytała halkatla bellę przez kominek.
- cholernie bolało.
Odszepnęła jej.
- co urodziłaś? Ja synka eingara doriana.
- a ja bliźnięta enobarię bellatriks i bity’ego toma.
Obie pogratulowały sobie serdecznie.
- widać, że lord się postarał.
Stwierdziła rzeczowo halkatla.
- hahah, no może. Rowleey też, więc się nie martw. Po jednym porodzie byłam zmęczona. Jak się okazało, że mam jeszcze jedno dziecko to myślałam, że umrę.
- mnie też bolało, ale chyba mniej niż ciebie.
- a jak tam u innych?
Zapytała lestrange.
- narazie prucz nas nikt dzieci się nie dorobił. Żyją sobie jakoś. Raczej szczęśliwie. A jak śmierciożercy?
- czarny pan kazał im się wynosić z mojego domu, a sam przeprowadził się do mnie. Dla innych zrobił siedzibę w herrenhaus. Ogólnie spotkania odbywają się w moim domu. Jest ich ostatnio bardzo mało. Czarny pan chyba naprawdę zaangarzował się w wychowywanie dzieci.
Opowiadała bella.
- jak myślisz, czy on je kocha?
Zapytała halkatla.
- nie wiem. Okarze się chyba jak trochę podrosną. Wkońcu teraz się ekscytuje, bo jest świerzo upieczonym ojcem.
- torfin ma tak samo. Chodzi taki dumny jak nie wiem. Zwraca uwagę na każdy głośniejszy oddech dziecka.
- a w które z was wdał się z wyglądu eingar?
Zapytała lestrange.
- ja uwarzam, że włosy ma po torfinie, a oczy po mnie. Natomiast mój mąż twierdzi odwrotnie. A u ciebie jak to jest?
- voldemort mówi, że bity jest żywą kopią mnie, a enobaria jego. Wzupełności się z nim zgadzam.
Xxxx…
- bella, czy ty wiesz jak to bardzo boli?
Narcyza przyszła odwiedzić swoją siostrę w lestrangemannor.
- tak? To idź sobie do walburgi, albo naszej matki. One ciebie lepiej zrozumieją niż ja.
Powiedziała obrażona lestrange.
- ale ty jesteś moją siostrą.
Zauwarzyła nieśmiało narcyza.
- to co z tego? Gdy rozwiodłam się z mężem, a związałam z czarnym panem to jakoś rodzina nie była nastawiona do mnie przychylnie. Matka to nawet nie zapytała jak się czuję po porodzie i jak nazywają się moje dzieci.
- bellatriks, nie możesz myśleć tylko o sobie.
Skarciła ją narcyza.
- to ty myślisz tylko o sobie. To co z tego, że poroniłaś dziecko? Chyba zabardzo się tym nie przejęłaś, bo wiem, że ty i lucjusz macie kolejne w planach.
- tak, a co, mamy płakać po tym jednym?
- no oczywiście, że tak. Ja bym płakała. Skoro ty nie płaczesz to po jakiegomerlina przychodzisz do mnie?
- chciałam się zwierzyć.
- no to już to zrobiłaś. Idź do matki. Ona cię pocieszy, a mnie zostawcie p w spokoju!
Wrzasnęła bellatriks.
- bella musisz mnie zrozumieć.
- ja nic nie muszę! Crucio!
Narcyza upadła na podłogę. 30 sekund później zaklęcie zostało zdjęte, a kobieta zdeportowała się z trzaskiem.
Bellatriks zaczęła płakać ze złości. Poszła do dziecieńcego pokoju i przytuliła dzieci.
- dobrze, że jeszcze was nikt nie przeklął.
Wyszeptała.
Xxxx…
Voldemort opiekował się swoimi dziećmi najlepiej jak tylko potrafił. Był bardzo zdziwiony tym, że może darzyć kogoś uczuciem. Poza bellatriks, enobarią i bity’m nie kochał zupełnie nikogo. Nadal zabijał mugoli i karał swoich śmierciożerców. Dwa lata później ingrit i rudolfusowi narodziła się córeczka lauren. Tula i regulus też doczekali się dziecka o imieniu allan. Rok później znów na świat przyszła dwójka dzieci. Halkatla i torfin doczekali się córeczki oris. Ingrit znów urodziła córkę finally. I znów rok później przyszło na świat ostatnie dziecko regulusa i tuli. Była to dziewczynka mistral.
(wiem, że narazie może być trudno kojarzyć dzieci, ale będę pukico przypominać czyje jest czyje).
Xxxx…
3 lata później.
Nadszedł czas, w którym voldemort musiał dopełnić słów zasłyszanej niegdyś przez swojego sługę przepowiedni. Musiał zabić chłopca. Przepowiednia mówiła, o tym, że narodzi się ten, który będzie miał moc pokonania czarnego pana. Tom nie chciał być pokonany przez jakąś durną małą istotę. Postanowił więc, że dokona mordu.
- kochanie, nie idź tam.
Ostrzegała bella tuląc się do niego.
- już ci mówiłem, że muszę.
Zaczął bawić się kosmykami jej włosów.
- wcale nie musisz tam iść. Małe dziecko nie stanowi dla ciebie zagrożenia.
- owszem, stanowi. Im szybciej go zabiję tym lepiej. Wrócę tutaj. Pilnuj dzieci.
- ale ja mam złe przeczucia.
Łkała kobieta.
- bellatriks, nie histeryzuj.
Powiedział trochę ostrzej.
- wrócę gdy dokonam morderstwa. Zawsze mi się udawało, więc dlaczego tym razem ma mi się nie udać?
Ujął jej twarz w swoje dłonie.
- wątpisz we mnie?
Zapytał cicho patrząc w jej oczy.
- nie. Nigdy nie wątpiłam. Kobieca intuicja tylko się wemnie odzywa.
Oboje zaczęli się zachłannie całować. Nigdy tak się nie rzegnali, ale bellatriks robiła wszystko, aby zatrzymać swojego ukochanego przy sobie. Chciała zapamiętać smak jego ust, a voldemort nie dopuszczał do siebie myśli, że coś w tym przedsięwzięciu może się nie udać.
- złotko, puść mnie. Przysięgam, że wrócę za dwie godziny najdalej.
Kobieta wypuściła mężczyznę ze swoich mocnych, stalowych objęć. Lord pochwili zniknął, a bellatriks rozszlochała się jeszcze bardziej.
- mamusiu, co się stało?
Zapytał bity.
- nic kochanie. Wszystko będzie dobrze.
Przytuliła synka.
- tak, będzie dobrze.
Powtórzyło dziecko.
Xxxx…
Był już w dolinie godryka. Szedł jedyną ścieszką, która prowadziła do tego domu. Wkońcu dotarł do drzwi, które gdy tylko wyciągnął rękę same się otworzyły.
- to nie będzie trudne.
Powiedział sam do siebie.
- james, to ty?
Zapytała lily evans.
Przed lordem stał mężczyzna bez różdżki.
- avada kedavra.
Wyszeptał voldemort zanim tamten mógł co kolwiek zrobić. Ciało z głuchym łoskotem upadło na posadzkę.
- james, co ty tam robisz?
Zapytała znowu kobieta.
- twój mąż jest już martwy!
Wykrzyknął lord.
Lily szybko zaczęła barykadować drzwi wymyślnymi przedmiotami, aby chronić synka.
Voldemort jednym machnięciem różdżki rozwalił tą prymitywną blokadę.
- nie! Błagam tylko nie harry.
- odsuń się ty głupia dziewczyno.
Wykrzyknął.
Lily stała przy łórzeczku chroniąc dziecko.
- tylko nie harry. Zabij mnie anie jego.
- wcale nie musisz umrzeć. Oddaj mi tylko chłopaka.
- zabij mnie. Nie jego. Błagam.
- sama tego chciałaś. Avada kedavra.
Błysk zielonego światła i kobieta lerzała już martwa.
- jeszcze tylko to dziecko i spokój.
Pomyślał.
Rzucił śmiertelne zaklęcie, które odbiło się od dziecka i trafiło w samego lorda. Dom pod jego wpływem zaczął się walić, a dziecko płakało.
Voldemort uczuł potworny ból. Przez chwilę myślał, że się rozszczepi. Potem uczuł wielką słabość. Stał się wrakiem. Nie był nawet trupem żywego człowieka. Został zniszczony przez tego małego chłopca, który przeżył. Sam czarny pan resztkami sił ukrył się w albańskich lasach. Postanowił przeczekać tam okres swojej niedyspozycji. Chciał, aby ktoś go tam znalazł. Po tym wydarzeniu świat czarodziejów świętował jego zniknięcie. Wszyscy myśleli, że to już koniec morderstw i wojny. Wszystkie krzywdy zostały zarzegnane. Jedynymi osobami, które czekały na lorda była bellatriks z dziećmi. Minęły już dwie godziny od jego zniknięcia. Zaczęła się strasznie martwić, ale poczekała jeszcze godzinę i postanowiła wyruszyć na poszukiwania. Rzuciła na siebie zaklęcie zwodzące i wyszła z domu. Dzieciom podała eliksir słotkiego snu. Nie mogła ich przecież zabrać ze sobą.
- kochanie, gdzie jesteś?
Szeptała raz po raz pytanie w przestrzeń.
Nagle posłyszała na ulicy radosne krzyki. Ktoś wołał.
- radujcie się! Nie ma sami wiecie kogo!
Bellatriks zamórowało. Zdjęła zaklęcie zwodzące i podeszła do człowieka, który wcześniej wykrzyczał tą informację.
Złapała go silnie za ramiona i zapytała.
- nie ma sam wiesz kogo?
- oo tak, najjaśniejsza pani. Rzucił klontwę na małego chłopca, a ta odbiła się od niego i trafiła w sama wiesz kogo.
- voldemorta?
Zapytała.
- droga pani tego imienia się nie wymawia, ale tak. Chodzi mi o niego.
- kłamiesz!
Wykrzyknęła panicznie.
Pobiegła spowrotem do swojego domu i podwinęła lewy rękaw szaty. Zobaczyła, że mroczny znak jest mniej wyraźny.
Czym prędzej deportowała się do herrenhaus.
- zbierajcie się wszyscy!
Wrzasnęła donośnym głosem do śmierciożerców, którzy znajdowali się w domu.
Jej głos niósł się echem, gdyż nagłośniła go zaklęciem sonorus.
- nie będziesz nam rozkazywać.
Warkną avery.
- zamknij się. Spójrzcie wszyscy na swoje mroczne znaki.
Śmierciożercy mimowolnie jej posłuchali. Wszyscy zamarli i wpatrywali się w kobietę oczekując wyjaśnień.
- on zniknął. Czarny pan zniknął. Ludzie na ulicy powiedzą wam jak było.
Tu upadła na podłogę, a z jej piersi wydobył się rozdzierający szloch.
- spokojnie.
Podszedł do niej rabastan z pokrętnym uśmieszkiem na twarzy.
- masz dzieci. Musisz się nimi zająć.
- nie, ja nic nie muszę. Jego nie ma.
Zaczęła krztusić się własnymi łzami.
Ktoś podał jej eliksir uspokajający, a bellatriks z nadmiaru emocji zasnęła.
(przepraszam, że tak wszystko pomieszałam, ale nie wiedziałam jak to opisać).

dzień pełen wrażeń

“Dzień pełen wrażeń”

Witajcie. Dziś jest wtorek 31 I 2012 roku.
Dziś śpiewałam w Łódzkim szpitalu w MSW - miejski szpital wojskowy. Chyba taki jest tego skrut. Śpiewałam tam z okazji otwarcia nowego oddziału chirurgi onkologicznej oraz chemioterapii. Nasza szkoła została tam zaproszona z racji tego, że odbywamy w tym szpitalu co roku praktyki na oddziale rehabilitacji. Było na tym otwarciu bardzo dużo osób wtym: Anna Komorowska, Hanna Zdanowska, Jolanta Chełmińska, Witold Stępień, Andrzej Biernat, Ryszard Bonisławski i wiele innych, których rzecz jasna nie pamiętam, a fajnie byłoby ich wymienić.
Pojechałam tam z moją p. Haliną nauczycielką muzyki w mojej szkole i z jej córką. MIałyśmy się rozegrać i rozśpiewać. Poczekałyśmy trochę aż rozstawią nam sprzęt. Niestety dużo nerwów się najadłam, bo moje skrzypce źle zniosły podróż i strasznie się rozstroiły toteż musiałam je niestety porządnie nastroić. Całe to wszystko rozpoczęło się długim przemówieniem i powitaniem. Potem przemawiała dyrekcja naszego ośrodka, a następnie ja śpiewałam. Zaśpiewałam 4 piosenki: “porcelana” - MIłosza, “tak jak malował pan Chagal” - Młynarskiego, “kalitka” - moja piosenka rosyjska, którą śpiewałam już w filharmonii oraz “grande valce brillante” - Ewy Demarczyk. Bardzo ponoć wszystkim się podobało. Potem dalej inni mówili to co mieli powiedzieć i na końcu podeszła do nas pani Zdanowska i Komorowska i zaczęły nam gratulować. Żem tak się z Komorowską wyściskała, że szok. Naprawdę bardzo sympatyczna kobieta. Taki łagodny i poważny ma głos. Dziennikarze to chyba z 10 zdjęć nam robili. I jak stałam koło niej to tylko czułam błysk fleszy i słyszałam kliknięcia za kliknięciem aparatów. Napewno będziemy w widomościach Łódzkich oraz tych na całą polskę. Dziennikarze byli z tvnu jak i z jedynki i innych programów telewizyjnych. Ogólnie zadurzo przeżyć jak na jeden raz. Potem pani Komorowska Anna wręczyła mi prezent od siebie. No i to chyba na tyle. W ogóle strasznie się stresowałam, bo przed takim gronem jeszcze nie śpiewałam. Brr, ale już naszczęście mogę odetchnąć.

Kochałam ją

“Kochałam ją”.
Ma dwadzieścia lat. Nie nawidzi strasznie mugoli i traktuje ich jak konieczne zło świata.
Idzie ulicą gdzie gości pełno mugoli. Londyn niczym nie różni się od innych, mugolskich miast. Jest tak samo brudny, tak samo zanieczyszczony.
- Oh, przepraszam.
Powiedziała kobieta wpadając na nią z wielkim impetem.
- Schowaj to.
Wycedziła Bellatriks patrząc na długi przedmiot, który owa kobieta trzymała w ręku.
- I uwarzaj jak chodzisz.
- Jasne, pewnie, że będę uwarzać, a ty bądź bardziej tolerancyjna młoda osóbko.
Powiedziała i poszła nawet nie oglądając się na Bellatriks.
Dziwnym jednak sposobem nieznajoma nie chciała opuścić myśli młodej panienki Black.
- Co ona miała w ręku?
Zapytała samą siebie.
- Może różdżka?
Nagle poczuła, że musi być w domu swojego przyszłego męża. Coś, jakaś siła czy przeczucie ją tam pchało. Wiedziała, że teraz musi załatwić pewne sprawy, w tym tą głupią książkę dla Narcyzy. W tym celu znalazła się na mugolskich śmieciach. Postanowiła jednak nie kupować szmatławca traktującego o jakimś beznadziejnym romansie i pokierować się intuicją.
xxxx…
Pochwili znalazła się w domu Rudolfusa.
- Jestem tu potrzebna?
Zapytała patrząc się na niego przenikliwym wzrokiem.
- Oj, nie patrz się tak na mnie kochanie.
Powiedział.
- Zabijesz mnie samym spojrzeniem.
- Gdybym mogła to avady bym urzyła.
Wyszeptała.
- Czy aż tak bardzo mnie nie nawidzisz?
Zapytał również szeptem przybliżając się do niej.
- Odejdź, ty dobrze wiesz jak jest.
Lestrange westchnął boleśnie i oddalił się zostawiając ją samą w przedpokoju.
- Nigdy jej nie dostanę.
Pomyślał ze smutkiem odchodząc.
Bella skierowała się do swojego prywatnego pokoju, który otrzymała w tej rezydencji. Otworzyła drzwi i rozejrzała się po pomieszczeniu. Jak zwykle wyglądało na ciemne i ponure.
Usiadła ciężko na fotelu przed kominkiem i zapaliła różdżką ogień. Odsłoniła rolety okienne, aby wpuścić trochę światła. Gdy wtem ujrzała nietypowe zjawisko. Ta sama kobieta, która wpadła na nią na ulicy siedziała teraz na jej łóżku skulona jakby na kogoś czekała.
- Znowu ty?
Warknęła Bellatriks złowrogo.
- Czego tu chcesz i jak się tu dostałaś? Kim jesteś?
Posypał się z jej ust grad pytań.
- Zadużo pytań młoda panienko. Spokojnie, a wszystko ci wyjaśnię. Jakie było pierwsze pytanie?
Zaczęła udawać, że myśli.
- Skąd się tu wzięłam? Twój mąż mnie tu wpuścił. Powiedziałam mu, że jestem czarodziejką czystej krwi.
- A jesteś?
- Zaczekaj, to już chyba będzie któreś z kolei.
Bellatriks sapnęła z niecierpliwości. Poczuła, że z tą istotą nie będzie tak łatwo. Zaczęła więc uważnie słuchać wpatrując się w przybyszkę z chłodną obojętnością.
- Kolejne pytanie było “czego tu chcesz”? Chcę z tobą porozmawiać.
Kontynuowała tamta.
- To kim jestem zostanie narazie moją tajemnicą.
Black westchnęła.
- Ale czy jesteś czarodziejką czystej krwi?
- to też będzie tajemnica.
- Nie, nie będzie, bo ty o mnie wiesz wszystko, a ja o tobie nie wiem nic.
Oburzyła się Bella wyciągając różdżkę.
- I co, nie boisz się?
Zapytała lekko zdezorjętowana spoglądając ponuro na gościa.
- Ciebie? Ja mam się bać panienki Black? Pewnie przyzwyczaiłaś się już do tego, że inni się ciebie boją. Ja nie. Jestem osobą, która nigdy i nikogo się nie lęka.
- Nie ma takiego człowieka, który się niczego nie boi. Nawet ja się boję.
Przyznała Bellatriks sama sobie się dziwiąc, że pokusiła się o takie wyznanie do nieznajomej.
- Ehh, może i nie ma, ale uznaj mnie właśnie za taką.
- Crucio.
|Rzekła w odpowiedzi Black, a toważyszka upadła z bólu na podłogę i zaczęła głośno krzyczeć.
Czarodziejka po minucie zdjęła zaklęcie.
- Teraz musisz być mi posłuszna, opuścić ten dom i dać mi święty spokój.
Podsumowała na koniec.
Tamta jednak podniosła się zręcznie z podłogi i spowrotem usiadła na łóżku.
- Fajne to było.
Stwierdziła.
- Znaczy co?
Zapytała Bellatriks zbita z tropu.
- To zaklęcie było bardzo interesujące.
- Naprawdę podobało ci się? Przecież to bolało.
- No i dobrze. Ból wiąrze się z pewnego rodzaju przyjemnością. Gdy go doznaję odczuwam przyjemność. Nie masz takich odczuć?
Bellatriks przeraziła się trochę słowami kobiety.
- Nie. Osobiście boję się bólu i unikam go jak ognia. Mam niski próg bólu.
- Ja mam bardzo wysoki.
Dodała nowo przybyła wstając.
- Pójdę już.
Bellatriks popatrzyła zaskoczona.
- Zostań.
Wyszeptała.
- Ty prosisz kogoś, aby u ciebie został? Przecież nie chciałaś mnie tutaj. Chcesz, abym dała ci spokój. Spełniam twoje życzenie i idę sobie.
- Teraz mi się zmieniło. Chcę, abyś została.
- Rozumiem, że my kobiety jesteśmy niezdecydowane, ale teraz jednak musisz przyjąć do wiadomości to, że idę. Wrócę jeszcze tutaj do ciebie.
Podeszła do fotela i uścisnęła ciepłą dłoń Belli, która ogrzewała się przy kominku. Nieznajoma miała długie i chłodne palce, a dłoń drobną i szczupłą.
- Będę czekać.
Powiedziała Bellatriks i puściła jej rękę.
xxxx…
Leżała w łóżku i rozpamiętywała dzisiejszy dzień. Nigdy nie odznaczała się tak ciepłą powierzchownością do nikogo. Ta istota, która pojawiła się w domu Rudolfusa musiała wpłynąć na nią bardzo źle.
- Poprostu muszę się zachowywać przy niej normalnie, czyli neutralnie i obojętnie. Nigdy nikomu nie pokazuję swoich uczuć, słabości i myśli. Opanowałam oklumencję, więc do cholery co dzisiaj się ze mną działo?
Postanowiła iż wypyta Rudolfusa o nieznajomą.
xxxx…
- Rudolf, co to była za babka, którą wczoraj wpóściłeś?
- Jaka babka?
Zapytał zdezorjętowany.
- No taka z dłógimi, żadkimi i ciemnymi włosami. Niższa ode mnie.
Spojrzał na nią z drwiną.
- Chyba jakaś ci się przyśniła, bo nikogo wczoraj nie wpuszczałem.
- Wpuszczałeś!
Krzyknęła histerycznie, a kubek z sokiem dyniowym wypadł jej z drżących rąk.
Lestrange podszedł i zamknął ją w ciepłym uścisku swych ramion.
- Kochanie, nikogo tu nie było.
Rzekł cicho. Czuł jak Bella drży w jego ramionach.
- Ona mówiła, że ty ją tu wpuściłeś. Mówiła, że jest czarodziejką czystej krwi.
- Jesteś tego pewna?
Zapytał lustrując uważnie jej oczy.
- Wszystkich czystokrwistych znamy. Gdyby to był któryś z nich napewno bym o tym wiedział i ty zresztą też.
Bella spuściła głowę.
- Nie, nie jestem pewna. Teraz przypominam sobie, że nie chciała mi tego powiedzieć. Pozatym nie wyjawiła mi też swojego imienia.
- Dziwne. Dzisiaj obiecuję, że będę pilnował wszystkich wchodzących i wychodzących z tego domu. Jak chcesz, mogę zapisywać godziny odwiedzających.
Zgodziła się bardzo chętnie.
- Idź odpocznij. Może naprawdę był to zły sen.
Przekonywał ją Rudolfus.
- Może tak.
Wyjąkała i poszła za jego radą.
Znów weszła do swojego pokoju i ku swojemu przerażeniu zobaczyła tą samą kobietę siedzącą na jej własnym łóżku.
- Zachowój się obojętnie.
Powtarzała sobie w myślach Bellatriks.
Zamknęła drzwi pokoju i wolnym krokiem podeszła do łóżka.
- Ty kłamczucho!
Wykrzyknęła łapiąc nieznajomą za ramiona i potrząsając nią mocno.
- Mów mi jak masz naimie. Rozumiesz? Jak!
- A gdzie powitanie? Witaj bellatriks. Teraz twoja kolej.
Bella rzuciła kobietą o ścianę. Na ustach nieznajomej rozlał się błogi uśmiech.
- Powtórz witaj Darcy.
- Ooo wkońcu znam twoje imie. Wiedz Darcy, że nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Wynoś się z mojego domu i daj mi spokój.
- Wczoraj mówiłaś inaczej.
Stwierdziła fakt Darcy.
Bellatriks była prawie nieprzytomna z oburzenia. Postanowiła jednak, że za wszelką cenę nie da się sprowokować.
- Może i mówiłam, ale jak twierdzisz, my kobiety jesteśmy niezdecydowane. A więc teraz jestem zdecydowana i chcę, abyś mnie już nigdy nie odwiedzała. Nie chcę cię znać.
- A ja ciebie wręcz przeciwnie.
Bellatriks pierś falowała szybko z oburzenia. Myślała co ma począć z tą napraszającą się i tajemniczą istotą. Jak już zmiarkowała tortury sprawiały jej przyjemność, więc postanowiła ich zaniechać. Usiadła na łóżku obok kobiety i spojrzała na nią znów chłodnym wzrokiem.
- Dlaczego chcesz mnie znać?
Zapytała Darcy.
- Bo jesteś taka pociągająca i inna niż wszystkie kobiety.
- To znaczy? wyjaśnij mi to dokładniej.
Poprosiła Bella nadal trzymając swoje nerwy na wodzy.
- Wszystkie kobiety, które wcześniej znałam były takie niezdecydowane. Właśnie takie jak ty, ale różniły się od ciebie. Nie umiały sprawiać bólu na odległość, nie oburzały się tak szybko jak ty. Nie miały takiego pięknego i melodyjnego głosu jak ty.
- Bredzisz.
Podsumowała Black.
- Jeśli stąd nie wyjdziesz dobrowolnie to zawołam mojego przyszłego męża.
- Dobrze, wołaj. Ja tutaj zaczekam.
Przyzwoliła jej Darcy, a Bellatriks spełniła swoją obietnicę.
xxxx…
- I jak ty pilnowałeś to wejście? Weszła tu ta kobieta i jest w moim pokoju.
W jej głosie nie wyczuwało się histerii. Teraz było słychać w nim chłodne opanowanie. Wiedziała, że Darcy jest na górze i czeka na nią, a to oznacza, że zaraz oboje z Lestrange’m ją zabiją i bellatriks uwolni się od natrętnej dręczycielki.
- Nikt tu nie wchodził.
Odpowiedział jej spokojnie Rudolf.
- Właśnie, że tak. Chodź do pokoju.
Poszła przodem wchodząc pośpiesznie po schodach.
Oboje pokrótce stanęli przed drzwiami pokoju i weszli do środka.
Bellatriks znowu zamarła, nikogo tam nie było.
- Przecież tu siedziała!
Krzyknęła panicznie.
- Nie wiem Bella co ci jest, ale chyba musisz iść do Munga. Wkońcu nie wyjawiła ci swego imienia.
- Wyjawiła! Wyjawiła!
Krzyczała teraz patrząc mu w oczy.
- Nazywa się Darcy. Głupia Darcy, która powiedziała mi, że żadna kobieta, którą znała nie umiała zadawać jej bólu na odległość. Ona kocha cierpieć. Warjatka jedna.
Mówiła ciężko dysząc.
- Ja nie wiem już co się tu dzieję. Chcę zmiany pokoju.
- Nie ma sprawy.
Zgodził się dobrodusznie.
xxxx…
Zmiana pokoju również nie poskutkowała. Kobieta pojawiała się tam jeszcze z 2 razy. Bellatriks czuła się przez nią osaczona.
- Muszę ją zabić.
Pomyślała kolejnego wieczora z rzędu. Zaraz jednak szybko odrzucała tą myśl. Czuła, że zabicie tej istoty nie będzie dobrym pomysłem. Owa kobieta prawiła jej o mądrościach życiowych. Opowiadała jej dużo o świecie i strasznie lubiła filozofię. Black poczuła się z nią coraz bardziej związana. Pewnego dnia dotarła do niej prawda jak grom z jasnego nieba… |Zakochała się w tej tajemniczej kobiecie. Identycznie jak Darcy powiedziała kiedyś o niej, ona mogłaby powiedzieć to samo o Darcy. Przeraziła się swoimi uczuciami wobec tej kobiety. Odkryła, że spędzają z sobą coraz więcej czasu. Siedziały długimi godzinami w pokoju Bellatriks lub poprostu wychodziły na miasto. Teraz już nie miało znaczenia to, że ulice Londynu są brudne, że codziennie przechadza się tu setki niemagicznych. Teraz liczyła się tylko Darcy. Jej głos, śmiech, przywiązanie i mądrości życiowe.
Bellatriks ją kochała z każdym dniem coraz bardziej. Nie przyswajała takiej myśli, że tamta kobieta jest osobą niemagiczną. Zapomniała o |małej Dorcas, która również była niemagiczna. Obecna pani Lestrange mogłaby powiedzieć, że chwile, które spędziła z Darcy były w jej życiu bardzo cenne. Spotykały się tak miesiąc.
Pewnego dnia Darcy jak zwykle przesiadywała w pokoju Belli i czytała jakąś mugolską prasę.
- Co tam masz?
Zapytała Bellatriks patrząc jej przez ramię.
- Nic kochanie, zupełnie nic.
Darcy chciała zasłonić czytany przez siebie tekst. Panna Black jednak wyrwała jej bezceremonialnie gazetę i zaczęła czytać.
“Z przykrością informujemy iż miesiąc temu ze szpitala psychiatrycznego zbiegła pacjentka, która była osobą chorą i bardzo wpływową na innych ludzi. Chcemy ją odnaleść zanim zrobi sobie krzywdę lub skrzywdzi innych. Jest to pilne ogłoszenie. Pacjentka Darcy Snow jest masochistką. Posiada ciemne, żadkie i długie włosy, oczy koloru niebieskiego. Jeśli ktoś coś widział prosimy o jak najpilniejszy kontakt”.
Było to napisane w dziale ogłoszen.
Bellatriks wypuściła w tej chwili z rąk gazetę. O chorobach mugolskich niewiele wiedziała natomiast uznała, że jest to coś bardzo niedobrego i nieuleczalnego ten masochizm. Przejrzała bez żadnej zgody umysł kobiety i znalazła tam wszystko czego szukała. Teraz od miłości emocje jej były nasycone nienawiścią. Mówią, że od miłości do nienawiści jest bardzo bliska droga. W tym przypadku była. Bellatriks czuła się w pewien sposób oszukana i zdradzona przez kobietę, którą kochała. W tym okresie swojego życia potrzebowała jakiejś odmiany, czegoś nowego co mogłoby zmienić jej życie, czegoś, co mogłoby nadać mu innego sensu i kolorytu. Tego dnia panna Black zabiła swoją ukochaną, którą ceniła. Napisała list, w którym opisała jak zabiła Darcy i podpisała się jako Anonim. Wysłała to mugolską pocztą. Zrobiła to pokryiomu tak, aby nikt z jej bliskich i rodziny otym się nie dowiedział. Był to jedyny list, który wysłała mugolską pocztą. Od tej pory dawkowała swoje uczucia do minimum. Wszystkie kumulowała w sobie. Bała się tego co może nastąpić gdy jeszcze kogoś obdarzy uczuciem. Dwie mugolki miała głęboko zakorzenione w pamięci. Już trzeciego mugola nie potrzebowała. Bardzo nie nawidziła własnej osoby za takie słabostki, które okazała do mugoli.
- Powinnam ją zabić już pierwszego dnia.
Wyrzucała sobie. Postanowiła zniszczyć wszystkie wspomnienia, które związane były z Darcy. Zabieg ten był skomplikowany i miał pewne, bolesne uboczne skutki. Bellatriks jednak opanowała na tyle czarną magię, że na takie zaklęcia mogła sobie pozwolić. Voldemort chyba nigdy nie dotarł do takich tajników czarnomagicznych jakie znała Bellatriks. Nie chciała jednak nigdy do nich wracać. W późniejszych latach swojego życia nie pamiętała z tego miesiąca nic. Voldemort więc mógł przejrzeć wszystkie jej wspomnienia nie narażając kobiety na żaden szwank. Dlatego to wszystko zostało opisane na kartach pamiętnika Belli. W późniejszych latach nie dopisała do zapisku żadnego komentarza także nikt nie wie jak bardzo czuła się skrzywdzona i zraniona. Teraz jednak można stwierdzić dlaczego uwarzała siebie lepszą od mugoli i dlaczego ich tak bardzo nienawidziła.

Dawno mnie tu nie było, mam tyle do opowiedzenia

Dawno mnie tu nie było, mam tyle do opowiedzenia”

Witam. 20 stycznia dziś jest. Piątek.
Nie miałam kiedy pisać. Żaden inny pomysł na tytuł mi nie przyszedł. Wpis może podzielę na dwie części, albo zrobię jedną wielką epistołę pisząc co się dzieję teraz i cofając się w czasie. Niby nic, ale jeśli prowadzę pamiętnik to uważam, że jednak coś. Nie pamiętam kiedy miałam ostatni wpis, a więc będę pisać o tym co do głowy mi przyjdzie. Zacznę od teraz, bo najaktualniejsze. W poneidziałek mam wielki sprawdzian z torji masażu z drenażu limfatycznego metodą polską. Wiem, wiem, wiem, że teraz powinnam siedzieć i kuć, ale naprawdę mi się nie chcę, a jak widzę, że muszę tam zajrzeć to mi się w dołku skręca. Nie wiem jak to zaliczę. Praktyki też się boję i też chyba obleje. Uhh jutro i całą niedzielę poświęce na ten głupi drenaż. W poniedziałek też mam pisać z polskiego jakiś tekst z “lalki” Prusa na rozumienie. Uh, nudziarstwo jak nie wiem. Potem idziemy na krótkie filmy z audiodeskrypcją do kina Charlie w moim mieście zamieszkania tak więc będzie fajnie. Następnie wracam na szkolenie z matematycznego brailla do szkoły. Uh, i znowu długie siedzenie w budzie. We wtorek po lekcjach idziemy do kina Bałtyk na film “w ciemnościach”. Wiele osób będzie na to szło. W środę mam sprawdzian z matematyki, na który znam schemat,ale wyniki przykładów wychodzą mi złe. Eh, powiesić się tylko. Z fizyki będzie kartkówka i znów dostanę drugą jedynkę na drugie półrocze. Cudownie. No powiedziałam fizyczce na czym stoi moja wiedza, obiecała, że pomoże. Zobaczymy. Nie wiem czy będzie test praktyczny z fizykoterapji z lasera i soluxu, Jak widzę kluczyki od lasera to mnie się w żołądku coś przekręca i anatom zaciągać mnie musi do naszej pracowni fizykoterapii.
Jak ja tego nie nawidzę. W czwartek mam sprawdzian z historji, a w piątek test z anatomii i zaliczenie z drenażu polskiego praktyczne. A potem, gdy już wieczór zapadnie to napisać będę mogła, że rozpoczęły się tak długo oczekiwane przezemnie ferie zimowe. No cóż, narazie ich nie ma, a więc napisać nie mogę, że są. A szkoda. Cholernie boje się tego sprawdzianu. No to tak pokrutce będzie przedstawiać się mój przyszły tydzień. Byle do piątku, a potem mogą mi na nosie zagrać. A teraz, jak minęły mi tygodnie mojej nieobecności? Wiadomo, były święta, ogólna radość co u niektórych i ogólne rozprężenie. Pod choinkę dostałam kalkulator mówiący po polsku, takie cudo na maturę. Jakieś perfumy na szkolnej wigilji no i od wujka żel pod prysznic o zapachu pomarańcz z czekoladą.
Akurad trafił w moje gusta, bo ten właśnie mi się skończył.
Od koleżanki takiej z mojej parafji też dostałam perfumy i dużą czekoladę. Sama też jej dałam fajny prezent.
Od siostry przepraszam, ale ochydny zestaw truskawkowego balsamu do ciała i żelu pod prysznic. Fuj, nie lubię takich mdłych zapachów. Chyba kupywała pod swój gust. Z prezentów należy się cieszyć, a więc używam go. Nieżetelnie, ale od czasu do czasu, ab und zu. No i co tam? aa. W ogólnym prawda zarysie. Sylwestra spędziłam w Zakopanem jak w tamtym roku. Fajnie było. Wybawiliśmy się. W nocy miałam zapewnione mormorando mojej koleżanki z technikum masażu Oli. Ona jest na roku niżej ode mnie. Tak słotko mi mruczała, że za cholerę zasnąć nie mogłam. Święto 3 króli spędziłam w domu, natomiast na weekend musiałam popiepszać na zajęcia z tego dodatkowego projektu i w ten weekend też je miałam. Taka byłam w tym tygodniu senna, że szok. Chodziłam spać bardzo wcześnie i nic nie mogłam się nauczyć przez ten tydzień.
Pierwszy semestr zakończyliśmy radą, która odbyła się 16 stycznia chyba. Oceny miałam niezłe, zachowanie wzorowe, a średnią 4,45. Ja tam się cieszę. Jak na trzecią technikum to bosko moim zdaniem. Szkoda, że teraz mi jakoś nie idzie. Ostatnio się zdenerwowałam na kolegów i koleżanki z mojej klasy tych co mieszkają w internacie. Ale to uzupełnie w kolejnym dniu, bo na dzisiaj już będę kończyć.
Właśnie teraz zauwarzyłam, że ostatni wpis miałam 2 listopada. Naprawdę się zapuściłam, ale nie było kiedy pisać. Braillesense nadal się psuje. Dostaję z nim cholery i już nie mogę. Chcę dofinansowanie! Chcę nowego braillesense plus! Chodźcie zrobimy napad na bank, bo potrzeba nam kasy. A państwo skompi na nas niewidomych i innych niepełnosprawnych. Buhahhahaha, czaicie? Niewidomi napadają na bank. Ehehe, złapaliby nas jak nic. W tym tygodniu byłam również w Zgierzu na moich słotkich praktykach z pacjentami. Oczywiście mamy postawioną wyżej poprzeczkę, bo robimy to co na dodatkowych zajęciach, czyli terapię manualną. Musimy wywiad obszerniejszy przeprowadzić. Poznać u pacjenta istotę bólu. Ojeeeezus. No i musiałam pole magnetyczne podłączyć oraz znów robiłam ultradźwięki. Anatom twierdzi, że nadal jestem w nich mistrzynią. haha, muszę dbać o moją ultradźwiękową renomę. Drenaż niemiecki tak jak i polski w dupę idzie, bo ani tego ani tamtego nie umiem. No ja nie mogę. Nie nawidzę tego rodzaju masażu, bo jest trudny, głupi, monotonny. Niemiecki lepszy, ale też trzeba myśleć, a jak chłonkę przesunę tam gdzie nie trzeba? A jak zwiększę zamiast zmniejszyć obrzęk to co?
Uhh, koszmar jakiś.
No i w wigilie dzwoniła do mnie moja pacjentka po informować mnie przed godziną 22.00, że popadła w depresje. z Pół godziny mówiła mi jakie zabiegi teraz przyjmuje, obecnie gdzie sie leczy, jakie leki bierze od momentu gdy skończyłam robić jej zabiegi. No superowy koniec dnia. Poszłam wtedy na pasterkę. Fajnie było. Lubie chodzić na pasterki. Zawsze myślę jak będzie w przyszłym roku. Czy coś się zmieni. Hm, sumując rok 2011 to chyba nie był taki zły jak dla mnie. Miałam sukcesy jakieś, porażki, zawsze tak być mósi. Ale chyba nic nie dało mi jakoś strasznie się odczuć. Teraz męczą mnie złe wspomnienia z lasek. Muszę się jakoś z tym pogodzić. chciałam, aby moja nauczycielka od psychologii mi w tym pomogła, aby np. wyciszyć się wewnętrznie czy znaleść jakiś sposób na nierozpamiętywanie. Dzisiaj nasz wychowawca zafundował nam relaksacje trening autogenny Schulza. Fajny był. Muszę przyznać, że się zrelaksowałam. Wiecie, mam problemy z trądzikiem. Leczę to i niby jest lepiej, a czy nie znacie szybkich sposobów na pozbycie się tego paskudztwa? Jutro opiszę wam chyba co kolwiek przykrzejsze żeczy, które mi się przyprafiły. Chasła do nich to Zgierz i studniówka 4 technikum. Nie obiecuję, że jutro napiszę, bo mam kucie do drenażu. Jednym słowem cały dzień zaplanowany. W ogóle to ostatnio usypia mnie muzyka Chopina. Super, bo jak spać nie mogę to ona mnie tuli do snu. Podoba mi się. Facet miał to coś. Kochanek też miał wiele. Czytałam ostatnio nini książeczkę o jego życiu seksualnym i batalionie kochanek. Chorowity człowiek. Eh, że też wtedy jakoś nie dało się tego leczyć tak jak w tych czasach. Ostatnio pojawiłam się na religji. Nie uciekłam, mamie powiedziałam, że zostaje. No, a dziwicie mi się? mam ją jako 10 lekcję w czwartek. Taką ostatnią to zostawać mi się nie chcę. W ostatnim czasie pytałam czy ktoś umie genetykę z biologii. Teraz już mi nie potrzebne. dostałam z niej jedynkę i byłam zagrożona z biologii, ale na półrocze otrzymałam 4 przy wielkim pocie czoła się obroniłam. Uhh co to wtedy było. Tak licząc to chyba w tym roku dostałam 3 jedynki. Jedną za brak fartucha na masażu, jedną z genetyki, a teraz jedną za fizykę. Dziwne prawda? Dawno jedynek nie miałam, a tu mi się trafiły jakieś. Pierwszyraz w technikum trafiają mi się takie i to jeszcze za byle co. NO, ale uczeń bez jedynki to jak żołnierz bez karabinu, tylko szkoda, że ta fizyka tak na nowy semestr się zaczyna. Uhh. Jedyne też co dobre mnie już spotkało to to, że nie muszę już chodzić na dodatkowy angielski. Skończyliśmy tego dziny w tym tygodniu i jest am besten, no co, nie powiem the best, bo chcę am besten. Wkońcu u mnie niemiecki na pierwszym miejscu jest. Eh, rozpaczam nad tym drenażem,a się nie uczę. Trudno, jutro należy zrobić sobie porządną kawę i wziąć się za naukę. Ostatnio zaczęłam czytać książki i ich nie kończyć. Muszę doprowadzić do końca te co zaczęłam, bo zaczynam i nie kończę. Zamało sumienna jestem. Zaczęłam: “Potop”, “Przeklętą barierę”, “czarny romans”, “kochankowie mojej mamy”. Jedyne co skończyłam to sagę “zmierzch”. Zła nie była. Muszę przyznać, że autorka miała wyobraźnię. Załatwiłam sobie dodatkową godzinę z matematyki. Im jest ich więcej tym lepiej, bo naprawdę jej nie umiem. ocenę mam 4, ale cóż mi po tym jeśli puki co nie mam predyspozycji do zdania matury. Czy ja kiedykolwiek z czegoś miałam? Tak poważnie się zastanawiając to nie. Bo niemiecki idzie mi na bakier. Nie mam kiedy się uczyć. Kiedy? Jak ja mam 150 innych rzeczy do zrobienia? Naprawdę nie ma kiedy. Na nic nie mam czasu. Ja tak narzekam, ale taka prawda. Uwierzcie. I gdzie ten niemiecki? Nie mam chwili, aby pokuć spokojnie i zająć się tylko nim. Jak mi tu nad głową anatom mędzi, że teścik jutro. Taki przykład daje, albo masażystka: “- uczcie się teorji, bo ciężko będzie”. Nie mówię tu o nich po złości, ale poprostu przedstawiam to tak, że jest naprawdę dużo obowiązków. Matma? \Też jej nie umiem. Jestem cięka z geometrji. A polski? Jak są jakieś tam gotowe klucze odpowiedzi i ja się w nie nie wpasuje to już matury nie mam. Więc co to za biznes? Powiadam ja wam co? Hm. Dziwne. Ostatnio nauczyłam się drukować z drukarki braillowskiej w naszej pracowni informatycznej. Będę mogła sama to robić i nikomu nie będę się prosiła o łaskę żeby mi wydrukowali. Miałam wos na maturze zdawać, ale nie wiem czy się podjąć. Ba, rozszeżony. Moja historyca, haha, myśli, że ja go dalej chcę zdawać, a ja chyba nie chcę. Eh, kobieta zmienną jest. Jutro więcej napiszę. Idę zaraz sobie.
Już późno. 12.04 w nocy.
xxxx…
Ohoho. Witajcie moi drodzy.
Dziś jest czwartek 26 stycznia. Mówiłam, że nie zdąże napisać wszystkiego, bo dużo nauki mam. Udało mi się jednak dziś przyjść ze szkoły i jakimś cudem ponaprawiać mojego jawsa, zainstalować poprawnie Agatę no i zrobić tak, aby sapi 5 było widoczne w klango, oraz uruchomić despeech’a. Poprostu bosko. Nie wiem jak to zrobiłam, ale bez niczyjej pomocy dałam radę.
U mnie dość dużo się dzieje. Obiecałam, że coś wam napiszę apropo mojej klasy i Zgierza, ale chyba nie chcę mi się do tego wracać, bo już problem chyba jest rozwiązany, a okarze się to zaraz na kolejnym wyjeździe. Jeśli nie będzie rozwiązany to do niego wrócę i najwyrzej wszystko opowiem.
Byłam w kinie w poniedziałek na tych dwóch filmach z audiodeskrypcją. Jeden był dokumentalny, a drugi taki śmieszny. Akcja działa się w Chinach. Natomiast we wtorek byłan właśnie “na “w ciemności”. NO i powiem, że film wstrząsający. Na podstawie książki Krystyny Chiger “dziewczynka w zielonym sweterku”.
Właśnie zaraz będę tą książkę czytać.
Niedługo mam ferię. Jutro pójdę do szkoły, a potem to niech dzieje się co chce.
Zaliczyłam dziś ten potężny drenaż. Przełożyła nam pani.
Praktyki nie zaliczałam.
Chyba zadobre oceny nie będą z tej teorji, ale cóż.
Inne sprawdziany też pozaliczałam, po feriach mam więc matematykę, historię, anatomię, fizykoterapię praktykę i teorię, drenaż praktykę, geografię, angielski i nie wiem co jeszcze.
W każdym razie nie zwarjowałam i uczyć się nie będę poza anatomią.
Jutro napiszę więcej, bo dzisiaj jakoś strasznie mi się nie chcę, a nie chciałabym pisać z przymusu i nieskładnie.
xxxx…
Jednak powróciłam do pisania. Byłam wtedy bardzo zmęczona. Jako, że dzisiejszej nocy spałam tylko 4 godziny, bo musiałam się uczyć. Opowiem wam jednak dzisiejszą pewną bardzo ciekawą sytuację, która zdarzyła się u mnie na niemieckim. O filmie nie będę się długo rozpisywać, bo każdy wie jakie są filmy o żydach. Powiem jednno, że ten, który ostatnio oglądałam jest poprostu strasznie przejmujący i bardzo realistycznie nakręcony. Potem miałam w nocy koszmary przez niego. No, ale powrócę do niemieckiego.
Mieliśmy sprawdzian z dativu. Odmienialiśmy rodzajniki przez przypadek w zdaniach z przymiotnikami. Wiadomo. nie chcę się chwalić, ale z klasy mojej masaż, bo chcę przypomnieć, że my masaż i biuro mamy oddzielnie prowadzone lekcje językowe. Inne ogólne mamy razem, ale językowe oddzielnie, bo biuraliści mają też angielski zawodowy. W każdym razie ja z niemieckiego dostałam piątkę. Moja koleżanka Wiola też ją dostała. Ona chcę tu podkreślić zawsze była słaba z niemieckiego. Jej główną pomocą byłam ja. Zawsze jej pomagałam. A dziś sprawdzian był z jakichś zdań z ćwiczeń.
Można więc było nauczyć się na pamięć i zgłowy. Ja jednak czegoś takiego nie preferuję, bo po co? Umiem odmieniać to bez problemu odmieniłam sobie wszystko jak należy. NO, a Wiola jeszcze przed sprawdzianem mówiła, że ona też zdań nie umie na pamięć tylko umie odmieniać. Napisała kartkówkę na piątkę. Super, ale wydaje mi się, że ściągnęła. Słuchajcie, nie chcę być wstrętna, ale znam możliwości swoje i możliwości Wioli. Moja piątka w porównaniu z jej jest czysta i uczciwa, anie ściągana. Na klasówce było zdanie nie wiem czy dokładnie takie, ale. Ich fahre nach Deutschland. Ja po klasówce, no wiecie, skoro jest taka genialna to zadałam jak będzie, że jadę do Berlina.
Zamiast Ich fahre nach Berlin powiedziała Ich fahre zu Berlin. To chyba już mi powiedziało samo za siebie, że nie zna się na tym co pisała i, że nie umie. Potem jak ją o to zapytałam to się zbulwersowała, że czemu ją pytam, że pewnie chcę sprawdzić czy ona nie ściąga.
A powiedzcie mi, gdyby umiała to przecież by się nie bulwersowała.
Czyż nie? Odpowiedziałaby mi dla świętego spokoju. Ale on amusiała temat podrążyć. A ja potem pożaliłam się moim niewidomym znajomym Agacie i Damianowi. A wiola na lekcji angielskiego następnej, którą mieliśmy po niemieckim mówi: :”- takich rzeczy się nie mówi na przerwie. Ja wszystko słyszałam”. A ja jej na to: “- to dobrze, nie muszę powtarzać”. Ona upiera się, że nie ściągała.
Mogłaby się przyznać, że ściągała. Pozatym pani nawet dyktowała do zeszytu, że nach to się pisze i przy miastach i przy państwach.
Jeśli się uczyła to chyba powinna to wiedzieć, a ona zdania zerżneła ze ściągi. Jeśli gramy uczciwie to wszyscy. Ja nigdy nie wybaczę szkole, że posądzili mnie o ściąganie. Teraz mam prawo w moim mniemaniu dodać oliwy do ognia. Nikt mnie za to nie przeprosił, a ja też nie pozwole sobie żeby oni ściągali. Nie odezwę się do Wioli. Nie wiem skąd we mnie taka upartość ostatnio, ale chyba jest słuszna. Nie jestem w żadnym wypadku zazdrosna o jej piątkę z niemca. O co? Skoro ja też ją mam? Mam tylko pretensję o to, że jej piątka nie była uczciwa. Jeśli już ma zamiar rywalizować to uczciwie, anie kłamiąc i ściągając.
Uhh, co za okropność.
Chyba dodam ten wpis zachwilkę, bo niedługo zrobi się on strasznie wielki i wyjdzie z niego książka, a nie jakieś krótkie wspomnienia.
Mam nadzieję, że rozumiecie to co miałam na myśli. Co sądzicie o tym? Dobrze zrobiłam pytając ją o te zdanie? Nasza niemka też wie, że wiola nie umie. Pozatym nawet mi nie przerwała jak zadawałam Wioletcie pytanie. Bo taka jest prawda, że jak wiola czegoś chcę to przychodzi, a jak już nie to ma mnie w dupie. mogłaby się przyznać mnie osobiście, że ściągała to dałabym jej poczęści spokój, bo się przyznała, ale ona woli unosić się dumą niż spojrzeć prawdzie w oczy, a ja też nie popuszczę.
xxxx…
Piątek. Witajcie. wróciłam ze szkoły. Dziś zdarzyły się bardzo fajne rzeczy. Nagraliśmy dwie piosenki na tegoroczny festiwal piosenki rosyjskiej. Śpiewamy zespołowo. W tym roku solo nie śpiewam. Potem okazało się, że z drenażud ostałam piątkę. Czaicie? Piątkę z tej trudnej teorji. Z tych tródnych dwóch tomów. Dałam temu radę. No aż nie do uwierzenia. Potem okazało się, że dostałam stypendium za dobre wyniki w nauce. Chyba jednorazowe, ale zawsze coś. Jeszcze nie wiem jaka to ma być kwota. No, a teraz już mam ferie. Poprostu cudownie. Lepiej być nie mogło.
Idę wyciągnąć się na łóżku i poczytać książkę. Ostatnio Damian, moja pani od polskiego i ja czytamy książki o żydach i drugiej wojnie światowej. Dziś poleciłam pani kolejną książkę traktującą o tym temacie i stwierdziła, że jeżeli przyjdzie z kolejną książką o żydach do domu to mąż ją wyrzuci. Hah, bo uznał, że zadużo kasy wydaje jego żona na książki. Hehe, ale czytanie wciąga. naprawdę. Teraz już na serio wrzucam wpis na bloga.

odkrywam siebie

witajcie. Dawno tu w myśli odsiewni nie pisałam. To wspomnienie napisałam chyba we wrześniu. A dopiero teraz wrzucam, bo nie chciało mi się z komórki tego przerzucać. W ogóle to mam zamiar niedługo skończyć tą myśl odsiewnie i zacząć pisać co innego o Bellatriks. Jednak puki co muszę skończyć również Riddle’a, bo jest to trudnie zadanie, a czasu zawiele nie mam. Pozatym jeszcze to naprawdę trudno rozstawać mi się ze wspomnieniami Bellatriks. Nie mam jednak pomysłu na nowe. Te miały przedstawiać prawdziwą Lestrangę, taką, jaką przedstawiła Rowling. Ja tylko ją sobie wykreowałam.

Odkrywam siebie.

Wciążi w wciąż na nowo myślałam, że jestem niedoceniona. Nieto, że bym zadużo od kogoś czegoś wymagała, ale niestety tak jest. Odczuwam nieutuloną tęsknotę
i pragnienie bliskości drugiej osoby. Wiem, że mam męża, ale ja nie onim myślę. Chcę mieć u swego boku voldemorta. Uważam, że tylko on jest mnie wart.
Tylko ten człowiek jest wstanie zaspokoić wszystkie moje nieugaszone pragnienia i tęsknoty. Tak, bo ja uważam, że on jest człowiekiem. Innym, odmiennym
od wszystkich, ale jednak w moim mniemaniu jest ludzki. Wielu śmierciożerców zaprzecza temu, ale ja zawszę będę obstawać przy swoim. Kiedyś mistrz powiedział
pewne słowa, które zraniły mnie boleśnie i wwierciły mi się głęboko w pamięć. Mówił, że miłość to nic nieznaczący detal. Wykrusza człowieka i przez nią
dana jednostka robi się słaba, podatna na krzywdy. Nigdy nie poznałem istoty tego uczucia i nie mam ochoty jej zgłębiać’

poczułam się wtedy naprawdę źle, bo zrozumiałam, że lord nie potrafi kochać. Ta cecha jednak nie jest przejawem ludzkości. I cóż ja mogę począć? Może on
teraz też rani mnie tylko, że ja tego nie dostrzegam? Zabardzo jestem odużona jego bliskością. Teraz też odczuwam pewny rodzaj ekstazy po spotkaniu z nim.

Znów dzisiaj wydawał nam rozkazy. Miałam pozbawić życia pewną mugolską rodzinę. Dla mnie to drobiazk. Nigdy nie nawidziłam mugoli. Myśli w mojej głowie
pędzą jak szalone. Dobrze, że jestem teraz sama, bo chyba nie umiałabym zapanować nad nimi za pomocą magii. Mój mąż poszedł na jakąś misję. Dobrze, bo
przynajmniej mam trochę czasu dla siebie. Ten askaban to był najgorszy moment mojego życia. Czuję, że coś mi w nim umknęło. Teraz jednak mam czas, aby
to nadrobić. Czuję, że czarny pan jest niespokojny. Ciągle myśli o potterze. Bardzo chciałabym przysłużyć mu się jakoś i zabić tego dzieciaka. Oh, czasami
wyobrażam sobie, że dokonałam tego wspaniałego mordu. Ciekawe co zrobił by w takiej sytuacji mistrz.

Xxxx…

Znowu weszła w wir swych wspomnień. Nie lubiła ich przeglądać, ale teraz natrafiła na bardzo prywatne i osobiste wspomnienie. Ten wieczór, w którym to wydażenie
miało miejsce zapadł jej głęboko w pamięci. Zawsze gdy go rozpamiętywała czuła miły i podniecający dreszcz na plecach. Dzisiaj jednak miałabyć tylko obserwatorem.

Leżała na łóżku z zamkniętymi oczyma wsłuchując się w odgłosy domu i w swój spokojny i wyruwnany oddech. W jej myślach ciągle był jej pan i władca. Człowiek,
któremu jest bezwzględnie oddana. Bellatriks czuła się wpełni kobietą. Ta kobiecość aż od niej emanowała. Potrzebowała jednak kogoś kto trochę ją poskromi.
Gorąca, burzliwa i czysta krew zawładnęła nią bez reszty. W tej chwili nie mogła odpędzić się od nieczystych i natrętnych myśli, które kołatały się w jej
głowie. Niewidzialne dla innych obrazy, które sobie tworzyła w myślach przesuwały się przed oczami niczym film.

Nie mogła zasnąć chodź bardzo prubowała. Chciała teraz nie myśleć, ale wizje i tak uparcie wwiercały jej się w wyobraźnie. Wyobrażała sobie nagiego i porządającego
ją voldemorta. Na sam widok takiego obrazu chociażby nawet w wyobraźni krew zaczynała szybciej krążyć i na sercu było cieplej. Jednak stwierdziła, że ze
spokojnego snu nic nie będzie. Teraz w jej głowie zaczęły kołatać się myśli na temat tego jak mogłaby kochać się ze swoim panem. Często myślała o tym jakie
pozycje i pieszczoty mogą podniecać lorda. Chciała być kobietą, która da mu tę roskosz. Chciałaby sprawić, aby przyjemne prądy uniesienia porwały jej mistrza
w świat, który byłby dostępny tylko dla nich obojga. Nie kontrolowała teraz swoich poczynań. Prawa ręka samoistnie zsunęła się na nabrzmiałą już kobiecość.
Bellatriks głośno jęknęła odchylając głowę w tył. Nagle jednak jak wszystko szybko zaczęła tak i zaraz skończyła. Wstydziła się sama przed sobą poznawać
swojego ciała i odkrywać w nim najbardziej czułych swer. Uwarzała, że takim zachowaniem bruka swoją osobowość. Ale z drugiej strony odbierała to wszystko
trochę inaczej. Była taka niezaspokojona. Czasami wyobraźnia podsuwała jej obraz jak rzuca się na lorda i zamyka go w uścisku swoich ramion, całuje namiętnie
w usta i daje to wszystko co kobieta dać może.

Ale czarnego pana teraz z nią nie było. Nigdy w takich chwilach gdy najbardziej go potrzebowała jego przy niej nie było. Ona zawsze się zjawiała na jego
zawołanie, na każde skinienie. Jest, była i będzie jego służebnicą do końca swoich dni. Nikt nie rozumiał jej sfery oddania dla tej osoby. On umiał sprawić,
aby każdy go słuchał. Tylko nieliczni zapamiętywali jego słowa i brali je głęboko do serca tam, gdzie dostęp mają tylko oni. Takim człowiekiem była bellatriks.
Postanowiła jednak zgłębić swoje prywatne tajemnice. Teraz było jej już wszystko jedno. Zatoczyła palcem prawej ręki kółko wokół swojego sutka, zobaczyła
jak pierś robi się nabrzmiała. Zadrżała. Później nastąpił akt najprzyjemniejszy, po którym osiągnęła minimalne spełnienie. Sama ze sobą nie mogła dążyć
do całkowitej roskoszy. Wcale tego nie chciała. Takie rzeczy robiła bardzo żadko. W jej oczach po wszystkim zagościły łzy i zaczęła drżeć z niepochamowanego
płaczu z nieutulonej tęsknoty.

- dlaczego nie mogę być tak szczęśliwa jak cyzia?

Zapytała sama siebie w myślach.

Jej siostra narcyza miała wszystko. Posiadała męża, syna i miłość. Kochała ich oboje bez przymusu. Bellatriks kochała osobę, która była dla niej niedostępna.
Voldemort zamykał się w pancerzu swych pragnień i ambicji. Tam nie było chodźby najmniejszego miejsca dla pani lestrange. Najbardziej oddanej i kochającej
go bezgranic.

Xxxx…

Nie wiem co o tym sądzić, ale takie coś chyba musiało być napisane. Bardziej uczucia niż akcja. Coś niezabardzo mi to wyszło, ale jak coś to będę poprawiać. Znów na komórce to pisałam.

zrobiłam to sama… - ultra dźwięki, relaksacja poizometryczna i niemiecki drenaż

Witajcie.
22 listopada - wtorek.
No i tak, tak, czasu nigdy nie ma i nie ma jak nadrobić zaległości pisarskich, które narobiły się od zeszłego tygodnia. Już nie mam pomysłu na moje notki, ale cóż. To więc tak 16 listopada byłam w Zgierzu. Jak zwykle była to środa. Dwa tygodnie temu nie mogliśmy pojechać dlatego, że nasz anatom zachorował. Ale co najfajniejsze tam było to robienie ultradźwięków. Jechałam tam z przekonaniem, że niestety nic nie będę robić i z utęsknieniem na jakieś ćwiczenia. Nie chciałam takiej nudy jaka była zajęcia wcześniej. Nie chciałam już nic nowego wiedzieć o dokumentacji medycznej, z której i tak mało wynoszę. Mieliśmy dużo prądów do robienia, ultradźwięków, laserów i pól magnetycznych. Nawet znalazł się wyciąg Perszla czy perscha. Nie wiem jak się to piszę. Moja klasa nie wie mogła tej nazwy zapamiętać i zamiast wyciąg perszla mówili perszinga. NO, ale zrobiłam tam ultradźwięki pacjentce na dwa kolana. To nic, że kobieta mi pomagała, to nic, że pobrudziłam się cała żelem, ale zrobiłam. Ponoć byłam w tym mistrzynią jak to mój anatom powiedział. Ponoć ten zabieg osoby widzące mogą wykonywać, a nasz nauczyciel dał mi szansę i ja go zrobiłam. Cieszę się z tego. Tamten tydzień w ogóle był pełen sukcesów, a szczegulnie pod względem matematycznym. Od dwóch lat trafiła mi się pierwsza piątka z klasówki z tego przedmiotu z czego niezmiernie się cieszę, a teraz pech chce, że ja nie rozumiem nowego działu. Później w piątek musiałam zostać na weekend na sobotnie i niedzielne zajęcia. Uczyłam się relaksacji poizometrycznej, która mi strasznie nie podeszła. Dziwna jest, no i trzeba mięśnie do niej znać. NO i robiliśmy nadal niemiecki drenaż. Ja poprostu jestem pełna podziwu, że te stojące koła tak bardzo pomagają. Wczoraj zadzwoniła do mnie pewna pani, która mówiła, że jest po mastektomji i chciałaby skorzystać u nas z zabiegów. Jestem zmęczona całym tamtym tygodniem, a tu wczoraj musiałam iść do szkoły. Pisałam też wczoraj klasówkę z geografji. Ciekawe naco ją napisałam. Dostałam 5 z polskiego za kartkówkę ze “zbrodni i kary” i 4 z minusem za piątkową kartkówkę, na której Damian mi podpowiadał. Ja mu na gegrze podpowiadałam. Dzisiaj natomiast dzień felerny. Niedość, że cała klasa i właśnie nie wiem czy serio czy żartem… W każdym razie cała klasa masaż dostała niby jedynki z teorji masażu za brak fartucha. Ja pierdziele raz od trzech lat nie założyłam i wielka mi afera. Paulinka i Wiola jakoś nie nosiły i nikt im nic nie mówił. Co za niesprawiedliwość. Nurtują mnie te jedynki, ale co ja zrobię? dostałam 3 za pracę z polskiego. Tekst ze zrozumieniem to był. Dlaczego 3? Bo moje odpowiedzi nie zgadzały się z tymi, które były w kluczu autora książki. Koszmar. Rzyczę sobie z całego serca zdania matury z polskiego. Obłęd jakiś. Brak słów. Jeszcze jedno, mam pytanie, czy ktoś z was umie genetyke z biologji?? Ja nie, a mam mieć z tego kartkówkę. Jak niewidomi mogą to załapać? Znowu mam jedynkę dostać? Dziś też miałam klasówkę z psychologji, tródną jak djabli. Chyba dlatego, że się nie nauczyłam. Eh, bo się nie wyrabiam. Idę zaraz uczyć się fizyki i chciałam zrobić geografię, ale chyba nie zdążę. Brrr. Idę, bo zwarjuję i tak przy fizyce nic innego robić nie można jak tylko zwarjować.
W piątek też kłóciłam się, bo chcieli mnie i chcą nadal zmusić do chodzenia na nowy angielski, bo musimy nadrobić pół roku z pierwszej technikum przez, które nie mieliśmy tego angielskiego. A jakoś niemieckiego od miesiąca nie mam albo i od półtora i nikt nie chce pomyśleć, aby to z tego przedmiotu mi dodatkowe lekcje chodzić. Siłą na angielski muszę w ten piątek pójść. No zastrzele się chyba.
Idę.

24 listopad czwartek.
szesnasta 27. witam. Dziś wspaniała wiadomość. Moja niemka wróciła. Biedaczka chora była, ale dziś miałam z nią niemiecki. Cudownie. Wracam do życia wkońcu w tej szkole. Anglistka nam dowaliła tyle, że szok. Nie wiem jak uniej zdam to wszystko. Normalnie gdy słyszę o angielskim to mnie skręca. Jutro też zostaję w internacie na weekend. zastanawiam się co będziemy robić czy terapię manualną czy relaksację poizometryczną. Eh, jeśli relaksację to trzebaby sobie przypomnieć mięśnie. Brr, nie chcę mi się tego robić. Muszę dziś się spakować i ogarnąć spory kawałek anatomii na jutro.
W ogóle ostatnimi czasy jestem niewyspana. Ciągle po szóstej wstaję, a w weekendy internackie o siódmej. Koszmar jakiś. Będę kończyć, mam nadzieję, że napiszę tu coś niebawem.

rozdział 26

witajcie. przepraszam, że dopiero teraz wrzucam. wiadomo, napisałam w wakacje to, ale nie miałam kiedy wrzucić. ciagle nie mam nanic czasu. eh, to przykre.
rozdział 26

znów lestrange uklęknęła przed kominkiem.

- miło, że się pojawiasz.

- mnie też miło cię słyszeć.

Odpowiedziała halkatla.

- co tam w norwegji?

- ostatnio były 3 wesela i 3 śluby.

- a czyje to trzecie?

- ee no, twojego byłego męża i ingrit.

- to dobrze.

Stwierdziła bellatriks.

- dobrze? Naprawdę myślisz, że dobrze?

- naturalnie, że tak. Jeśli się kochają i jest im razem dobrze to jestem zadowolona.

- cieszy mnie, że tak myślisz. A co u lorda?

Na samo wspomnienie voldemorta halkatla się skrzywiła.

Bellatriks zdawała się tego nie zauwarzać.

- ah, wszystko wporządku. Kocha mnie. Inaczej tego powiedzieć nie mogę. Jest taki ciepły i czuły. Ale ale, muszę się tobie z czegoś zwierzyć.

Gdy bellatriks mówiła w jej oczach zapaliły się błyski ekscytacji.

- zwierzył mi się, że chciałby mieć potomstwo.

- oh, naprawdę? My z torfinem też planujemy mieć dzieci. Wymyśliłam coś szalonego.

Powiedziała halkatla.

- ty zawsze jesteś szalona. Mów, jaki tym razem pomysł chodzi ci po głowie?

- mogłybyśmy tej samej nocy zajść w ciąże.

Bellatriks na tę myśl zaśmiała się serdecznie.

- hahahaha, dobre, dobre. Może dzisiaj? Co ty nato?

- jestem za. Odezwę się potem jeszcze do ciebie i opowiem jak było. Teraz jednak muszę już iść.

- wporządku, trzymaj się.

Xxxx…

Są takie jedyne i niepowtarzalne noce w życiu człowieka. Chcę opisać tu parę takich. Jeśli kogoś to zniesmacza proszę, aby nie czytał. Podkreślę, że nie
będzie żadnej przemocy.)

xxxx…

Dzień jak zwykle był udany. Doprowadzali trochę lipową aleję do porządku. Teraz wkońcu byli sami. Ingrit podjęła już decyzję. Chciałaby kochać się z rudolfusem
jak prawdziwa żona z mężem. Wierzyła, że on nie będzie karmił ją przemocą i, że nie sprawi jej niepotrzebnego bólu.

- jesteś tego pewna, że chcesz?

Jeśli potrzebójesz jeszcze czasu to ja poczekam. Mnie się nie spieszy, a chciałbym, abyś zrobiła to z własnej, nieprzymuszonej woli.

- tak kochany, chcę. Już zdecydowałam.

Uśmiechnęła się nieśmiało.

- no dobrze, ale jak będzie cię coś bolało to mów.

Przystała nato.

Rudolf delikatnie ułorzył ją na łórzku i zaczął powoli rozbierać. Ingrit czuła jego ciepłe dłonie na szyji, które znirzały się na klatkę piersiową. Mężczyzna
ucałował jej oczy, czoło, policzki i usta. Potem pomału zsuwał usta niżej. Przez ciało ingrit przeszedł dreszcz.

Rudolfus spojrzał na nią pytająco.

- nic, nic, poprostu mi dobrze.

Wyszeptała.

Rudolf ponownie zaczął delikatnie całować ciało dziewczyny. Ona chyba poraz pierwszy w życiu odczuwała przyjemność. Voldemort zwykle jej nie całował tylko
brutalnie ssał jej piersi i szyję zaburzając tym często krążenie krwi. Potym na długi czas w tych miejscach zostawały fioletowe siniaki. Teraz było inaczej.
Przez ciało ingrit przechodziły przyjemne dreszcze. Mężczyzna całował teraz jej piersi. Najpierw delikatnie, a potem bardziej zmysłowo. Ingrit nieśmiało
objęła go ramionami przytulając się do gorącego ciała męża. Teraz naprawdę poczuła się wolna od voldemorta. Poraz pierwszy od wielu lat naprawdę dyła sobą.
Odwzajemniała pocałunki czując przyjemność brania i dawania. Dłonie rudolfusa delikatnie błądziły po jej ciele. Jego usta dotknęły jej kobiecości. Dziewczyna
krzyknęła i przyciągnęła go do siebie jeszcze mocniej. Wiedział, że jest jej dobrze. Zanurzył twarz w jej włosach i dotknął wargami jej szyi. Ciało dziewczyny
było ciepłe i gotowe na przyjęcie prawdziwej miłości. Dłonie i usta błądziły po jego ciele aż wkońcu dotarły do męskości. On nachwilę wstrzymał oddech.
Ingrit pocałowała męża, a on przyciągnął ją i bardzo delikatnie szukał drogi do jej wnętrza. Kiedy wkońcu ją odnalazł zaczął poruszać się delikatnie delektując
się tą jedyną i niepowtarzalną chwilą. Ingrit wydawało się, że to wszystko jest jakimś pięknym snem. Nie chciała się obudzić. Chciała spać przez całe życie.
Czuła mrowienie pod skórą, a gorączka ogarniała jej ciało. Przebiegały po nim podniecające prądy. Ingrit i jej mąż razem wznieśli się na wyżyny roskoszy,
miłości i szczęścia. Tam nie było bólu i upokorzeń.

Tam mogli być naprawdę sobą, unosić się jak ptaki i czuć wiatr w skrzydłach.

Tam nie musieli się niczego wstydzić i bać.

Tam mógł dotrzeć każdy i czarodziej i zwykły człowiek. Wystarczyło do tego jedynie szczęście i gorąca miłość. One były biletami prowadzącymi na sam szczyt.
Ingrit i rudolf nie byli już wstanie nad sobą panować. Nawet niewiadomo było, które z nich narzuciło szybsze tępo. Słyszeli jedynie rytm swoich serc i
własne, przyspieszone oddechy. Czuli wzajemną bliskość. Opadli zmęczeni na pościel, a dziewczyna zaczęła płakać.

- ingrit, kochanie, czy coś ci zrobiłem mój skarbie?

Spytał z trwogą rudolfus.

- nie, ale było mi tak dobrze. Mogłam być naprawdę sobą i jestem taka szczęśliwa. Boję się, że to wszystko stracę, że to tylko sen, z którego niedługo się
obudzę i znowu pogrążę się w mroku.

- nigdy cię nie opuszczę. Już zawsze będę przy tobie.

Powiedział rudolf przytulając ją mocno i zcałowując łzy z jej policzków.

- ingrit, ukochany mój kwiatuszku.

Szeptał między pocałunkami.

Ona westchnęła cichutko i zasnęła w jego ramionach.

On także zapadł w spokojny sen.

Xxxx…

Halkatla siedziała w wannie pełnej roskosznie ciepłej wody i gęstej piany. Po jej twarzy błąkał się szelmowski uśmiech. Zostawiła swojego męża w sypialni
prosząc, aby na nią poczekał.

- niech sobie czeka. Zobaczymy ile wytrzyma.

Pomyślała i uśmiechnęła się jeszcze bardziej łobuzersko słysząc cichutkie skrzypnięcie drzwi łazienki.

- kochanie, co ty tak długo tu robisz?

Zapytał torfin.

- kąpie się.

Odpowiedziała i machnęła ręką, a strumień wody wyleciał z wanny na niczego niespodziewającego się torfina. Pochwili woda sciekała z niego małymi strumyczkami,
a jego satynowa pidżama przylegała do niego jak gruba skóra.

- co ty robisz kochanie?

Zapytał lekko zdezorjętowany blondyn.

- nie narzekaj tylko zciągaj to przemoczone wdzianko i chodź tu do mnie.

Torfin wskoczył do wanny z takim impetem, że znowu woda chlusnęła na podłogę.

- ja ci jeszcze pokarze ty moja szalona wiedźmo.

Powiedział rowleey łaskocząc ją. Dziewczyna zwijała się ze śmiechu rozpryskując wodę na wszystkie strony. Wkońcu udało jej się odnaleść usta męża. Obydwoje
zatonęli w namiętnym pocałunku. Język halkatli pieścił podniebienie mężczyzny wyczuwając zarysy jego zębów. On zwrócił jej oddech i pochylił się nad nią
całując jej piersi, delikatnie pieszcząc je koniuszkiem języka. Dziewczyna pojękiwała cicho i przylgnęła całą sobą do ciała męża. Jej dłonie błądziły znanymi
sobie ścieszkami po jego ciele. Usta podążały zanimi. Torfin wsunął dłonie pod pośladki dziewczyny i znalazł się w niej. Obydwoje znaleźli szybko swój
ulubiony rytm dążąc do spełnienia. Dłonie halkatli błądziły po jego plecach i karku, a ich usta ponownie się spotkały. Potem było już tylko roskoszne oszołomienie.
Liczyli się tylko oni dwoje i poza nimi nie było nikogo. Halkatla nawpół świadomie zdawała sobie sprawę, że coś krzyczy. Nie wiedziała czy był to jedynie
krzyk roskoszy, czy imię jej ukochanego. Torfin nachwilę znieruchomiał w jej ramionach. Halkatla poznała, że i on doznał szczytu roskoszy i piękna. Objęła
go mocno i pogładziła po jedwabistej skórze. Lerzeli tak jeszcze przez kilka minut ciasno objęci. Woda już prawie całkiem wystygła, kiedy podnieśli się
i ubrali. Torfin osuszył swój nocny strój i podłogę w łazience dwoma machnięciami różdżki, a następnie obydwoje udali się do swojej sypialni. Położyli
się do łórzka.

- no ciekawe jak tam u ciebie bello.

Pomyślała halkatla i zasnęła.

Xxxx…

Bellatriks weszła do swojego pokoju, w którym mieszkał także od niedawna czarny pan.

- panie mój…

Zaczęła mówić pokornym tonem, lecz czarny lord jej przerwał.

- bella, mówiłem ci, że kiedy jesteśmy sami nie musisz nazywać mnie czarnym panem.

- przepraszam. Zapomniałam.

Usprawiedliwiła się bellatriks.

- co ty nato, abyśmy poczęli nasze potomstwo dzisiejszej nocy?

Zapytała pokrótce.

Bardzo tego chciała, gdyż pomysł halkatli przypadł jej do gustu.

- czemu nie? Oczywiście, że możemy zrobić to dzisiaj. I tak by ci się nie upiekło, bo mam na ciebie straszną ochotę.

Powiedział mistrz.

Bellatriks bardzo się ucieszyła. Wcale nie chciała żeby jej się upiekło, bo i ona miała ochotę na swojego ukochanego pana. Jego lordowska mość wstał od
komputera, którymbardzo się zainteresował od kiedy bellatriks zainstalowała w nim gry strategiczne i wojenne.

Wziął ją na ręce i zaniósł na łórzko. Przyciągnęła go do siebie i obdarzyła długim i namiętnym pocałunkiem, który zresztą z pasją odwzajemnił. Jego dłonie
po omacku szukały zapięcia szaty, w którą była ubrana. Ona zdejmowała mu koszulę gładząc go przytym delikatnie po barkach i piersiach. Jej usta całowały
każdy milimetr klatki piersiowej lorda, podczas gdy on zdjął wkońcu z niej szatę. Ułorzył kobietę na łórzku przyglądając się porządliwie jej ciału. Bellatriks
czuła jak zaczyna wzbierać w niej porządanie. Jednym, szybkim i zdecydowanym ruchem zdjęła spodnie swojego kochanka i rzuciła je na podłogę. Dłoń bellatriks
odnalazła członek mistrza i zaczęła pieścić go płynnymi ruchami. Voldemort jęcząc cicho z roskoszy jedną ręką objął ciało swojej kochanki, a druga błądziła
po jej ciele. Usta mistrza zaczęły całować i delikatnie ssać jej piersi. Bellatriks pojękiwała cicho nadal obejmując członek swojego pana i władcy. Jego
dłoń pokrótce spoczęła na biodrze kobiety. Czarny pan jęknął przeciągle gdy bellatriks zaczęła rytmiczniej poruszać jego narzędziem, a nasienie voldemorta
rozlało się w jej dłoni. Łagodnie uwolnił się z jej objęć i przesunął ją na krawędź łórzka. Przyklęknął między jej rozsuniętymi nogami i dłonią zaczął
pieścić jej rozpaloną i nabrzmiałą kobiecość. Bellatriks krzyknęła cicho zanurzając dłonie w jego czarnych włosach. Voldemort ucałował wnętrze jej ud.
Kiedy ponownie połorzył się na łórzku bellatriks wstała i odwzajemniła pocałunek. Kiedy weszła na posłanie czarny pan rozsunął jej nogi i wszedł w nią.
Zpoczątku poruszał się delikatnie delektując się chwilą. Bellatriks jednak zwiękrzyła tępo i musiał zanią nadążać. Wbiła paznokcie w plecy swojego pana
prosząc o więcej. Już pochwili oboje zanurzali się w morzu roskoszy. Opadli na pościel całkiem wyczerpani.

- mam nadzieję, że dzięki temu stosunkowi doczekam się wspaniałego dziecka.

Powiedziała bellatriks sennie uśmiechając się do niego.

- napewno.

Potwierdził voldemort przytulając ją mocno.

Xxxx…

Świt gościł już na niebie, gdy tula i regulus szli powoli lipową aleją. Na zegarach była piąta rano. Byli jedynymi z domowników, którzy już nie spali. Obudzili
się wcześnie i przez jakiś czas leżeli i rozmawiali. Później tula zaproponowała regulusowi mały spacer. Zaprowadziła go za wzgórza nieopodal rozwalającego
się brogu.

- to piękne miejsce.

Powiedział regulus.

- masz rację.

Potwierdziła tula.

- powietrze jes tu przesycone magją.

Zauwarzył mężczyzna.

Jego dłonie zaczęły rozpinać z niecierpliwością jej bluzkę. Tula nie opierała się. Sama nie wiedziaŁa dlaczego, ale to miejsce wywierało na nią jakiś wpływ,
wzbudzało jej porządanie. Sama rozebrała męża pieszcząc dłońmi i ustami jego rozpalone namiętnością ciało. Regulus gładził jej piersi. Przesuwała się jęcząc
z roskoszy. Usta mężczyzny były teraz wszędzie: na jej policzkach, czole, ustach i oczach. Potem delikatnie ssały jej piersi zataczając maleńkie kułeczka
wokół jej sutek. Trwało to do czasu aż tula jęknęła niecierpliwie. Wtedy regulus rozchylił jej uda i wziął kobietę w swoje posiadanie. Tula zarzuciła mu
ręce na plecy, a ich usta spotykały się co chwila w namiętnych pocałunkach. Po miłosnym uniesieniu leżeli roskoszując się swoją bliskością.

Słońce stało wysoko na niebie, kiedy tula i regulus wracali do lipowej aleji.

Xxxx…

’siedem kolorów tęcza ma jasnych jak barwne chwile i tą paletą siedmiu barw malują świat motyle, a gdy zobaczysz tęcze gdzieś pamiętaj zawsze o tym, że
tęcza także zawsze jest ulotna tak jak motyl, a tak samo ulotne jest szczęście i tylko czasem jakaś dobra chwila pozostaje w naszej pamięci na zawsze.’

projekt, weekend w internacie i nietylko

2 Listopad - środa.
Witajcie. Dzisiaj dzień zadusznych, a ja musiałam iść do szkoły. Bardzo to bolesne, ale cóż? Dziś dużo się uczę. Jutro mam dość ciężki dzień, pełen sprawdzianów i nie wiem jak to w ogóle będzie. Jutro mam sprawdzian z historji i te nieszczęsne teoretyczne 3 z masażu. One mają być w formie testu, ale testy u naszych zawodowych to pojęcie dość ogólnikowe oraz sprawdzian z nieżytu żołądka z wzk. Ciężko. Z historią dam radę. Z masażem jak bóg mi światkiem uczyłam się, a połowy nie umiem. Całe dnie nad tym siedziałam. No trudno, przynajmniej mam sumienie czyste.
Stwierdzam fakt, że im więcej się staram i uczę tym mniej zostaje mi w głowie. _Zaraz z rozpaczy rzucę to wszystko i niech dzieje się co chce. Do tego nieżytu żołądka to wcale nie zajrzałam. No szok, nic nie zdążyłam przeczytać. Dopiero co ogarnęłam matmę, teraz historie, a potem co?_ Nieżyt czy masaż? Eeee no bądźmy obtymistami mam całą noc na przyswojenie niezbędności na jutro. Mmm żyć nie umierać. Ale ironia bije z tego wpisu. Dziś złapałam na przerwie panią od rosyjskiego. Będę uczyła się kolejnej piosenki rosyjskiej, a nawet i dwóch na festiwale. Martwię się, bo moja niemka jest chora. Drugi tydzień jej nie ma i zupełnie nie wiem co jej jest. Bidulka moja kochana. Aż głupio mi pytać czy będzie w poniedziałek, bo mam z nią dodatkową lekcję, a muszę wiedzieć, o której mama moja ma przyjechać. Kończę jutro lekcję bardzo późno, a muszę na piątek ogarnąć anatomie i spakować się do internatu. Zaraz dokładnie wam powiem co i jak z tym internatem. Dziś też zasmuciłam się, bo kompletnie nie rozumiem oczym mówimy na fizykoterapji, poco mi ta fizyko i niby po jaką cholerę mam uczyć się o krioterapji skoro nie będę tego włączać, bo jak wiadomo jestem ślepaczkiem. W środę mam teścik z durnego ciepłolecznictwa i leczenia zimnem, a teściki są na punkty ujemne. Maaatko, pewnie znów zawale jakieś nocki.
Denerwuje mnie też to, że muszę co dwa tygodnie jeździć do Zgierza na te praktyki z fizjo. Dla mnie to nudy i strata czasu. Dobra, robiłam tam ćwiczenia bierne, ale ostatnio były Buergerowskie, a prucz tego sama fizykoterapia. Prądy, krio ,i soluks. Moja klasa podłączała pacjentów, a ja latałam jak głupia za nimi, bo mi kazali. Uhhh. Masakra. Jedynie co na poprzednich praktykach to miałam pacjentke na ćwiczenia bierne i jeszcze jedną na elongacyjne. Jaka mnie zgroza bierze kiedy pomyślę sobie, że będę musiała tam zimą jeździć. Brr, zimno, śnieg, mróz. Moje biedne rączki. W ogóle nie wiem poco mi to jak i tak po technikum nie mam prawa do wykonnwania zawodu fizjoterapeuty.
Od tego weekendu zaczyna mi się ten projekt, o którym wam mówiłam. Taki projekt unijny gdzie będziemy kształcić się dodatkowo z terapji manualnej, masażu, limfologji. Dokształcać nas będą naśi zawodowi. ‘eh, ciężko sobie wyobrażam ten masaż. Na ferie czy wakacje będziemy jeździć z tego projektu do uzdrowisk w Ustce czy Spale. Nie ma gdzie wcisnąć zajęć, a więc odbywać się będą w soboty i w niedziele od godziny 9 do 16. Oczywiście nie w każdy weekend. Ale od tego zaczynamy no i mama niezabardzo z tatą będą mogli przywozić mnie w sobote i niedziele do szkoły,, a więc na te dni zostaję w internacie. Nocóję z piątku na sobotę, z soboty na niedzielę i z niedzieli na poniedziałek. Po lekcjach w poniedziałek jadę już normalnie do domu. A więc niedość, że jutro mam taki ciężki, pełen napięcia dzień w szkole to jeszcze po szkole muszę anatomie ogarnąć, kupić potrzebne mi rzeczy do internatu i spakować się do niego. Jak jutro zdam to wszystko, o ile zdam to zapewniam was, że mi ulży. Dziś też miałam ładny połów ocen dwie piątki z polskiego za klasówki i jedną 4 z plusem też za klasówkę z polskiego, oraz 4 z fizyki za klasówkę. Ciekawe co będzie jutro.
Kończę na dziś.

Czwertek 3 listopad - wieczór.
Hej. Jak zwykle późno już jest. Dziś miałam dzień intensywny. Sprawdzian z masażu poszedł chyba na 3. Jak będzie 4 to się uciesze. Nigdy 3 nie dostałam z żadnego sprawdzianu. Nie chcę takiej oceny z masażu. Dziś też dowiedziałam się ocen z ischialgi i dostałam 4. Przeklente 4. Dlaczego aż takie? Napiszę. Miałam do opisania fazę przewlekłą i jakie jest w niej postępowanie. No i co Linda zrobiła? Chyba nie myślała. Napisałam, że pacjemta kładzie się na boku. Rozumiecie? Na boku tak jak w fazie podostrej. Omatko aż zęby zaciskam i zgrzytam nimi ze złości. No, ale może to od stresu tak wyszło? Wkońcu nie jestem w stanie sprawdzić wszystkich ośmiu kartek, aby wychwycić błędy. Eh, ale cóż począć. Dwie piątki dostałam z pracowni i teorji za praktyki w szpitalu z masażu. Lekcji miałam 10 co już na ostatniej prawie spałam. Historia zła nie była, ale mogłaby być lepsza. Po szkole kupiłam w sklepie to co do tefo internatu było mi potrzebne. Potem przysiadłam do wypracowania z polskiego Modzę je już od tygodnia i modzę i wymodzić nie mogę. Później spakowałam się. Wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy, ale zawsze tak bywa, że mimo iż weźmie się wszystko co najpotrzebniejsze to plecak i tak jest niemożliwie napchany. Jutro poważnie biorę się za fizykoterapie. Kurde chodźby się waliło to ja muszę chociaż trochę się jej nauczyć.
Idę spać. Dzisiejsza noc masażowa mnie wykończyła. Wstałam o trzeciej nadranem, aby się uczyć. Pozatym miałam anatomie czytać, a i tak mi nic z tego nie wyszło. Dziś pisałam z moją niemką. Jest dość poważnie chora. Biedna, eh tęskni mi się za naszym niemieckim. Piszę tą notkę na braillesense. Mam nadzieję, że w internacie uda mi się coś tu sklecić. Kończę. Ps. trzymajcie kciuki - jutro zaliczenie praktyczne z kręczu szyjnego i rwy kulszowej.

Piątek - wieczór - po dwódziestej.
Hej, hej, hej. Na początek, nie zaliczyłam rwy, pani mówiła, że nie umiem. Kazała się douczyć. Tródno - bęcę się uczyć. Siedzę już w internacie. Po szkole poszłam do niego, pogadałam z koleżankami, pisałam wypracowanie z polskiego, a po kolacji poszłam z koleżanką do leklerka - takiego sklepu spożywczego. Teraz pisałam to wypracowanie dokońca, chodź jeszcze końcówkę dopiszę i już będzie gotowe.. Zrobiłam sobię herbatkę i siedzę teraz sama. Wszyscy gdzieś wybyliWsumie powiedziałam im, że chcę to wypracowanie dokończyć i że potem z nim’i pogadam. Uszanowali to. Muszę się też pouczyć tej fizjo, ale mi się nie chcę. Nie wiem jak się tego nauczę, ale muszę. Zajadam błonnik, który mi przynieśli. Jutro mamy nasze zajęcia z terapji przeciwzastoinowej. Nie dam sobie głowy uciąć za tą nazwę, bo jej nie pamiętam dokładnie. Jestem zmęczona. Po szkole przepisałam matm”ę na braille’a, którą zrobiłam ,już wcześniej. Brrr trochę zimno w tym pokoju. Mówią, że jest tu grzejnik, chyba sobię go uruchomię. Kolacje mieliśmy dobrą, pastę rybmą, żółty ser, herbatę z cytryną, ogurki i 3 kromki chleba. To chyba nie jest źle.
Dziś też anatomię mieliśmy bardzo tródną. Nic nie rozumiem z tego co omawiam. Nie wiem czy to ja jestem taka tępa czy tematy są takie trudne. W ogóle jakaś zmęczona się zrobiłam. Najchętniej poszła bym spać, ale mam do zrobienia parę żeczy także muszę je wykonać. Ciekawe jak jutro będą odbywały się nasze zajęcia. Kończę.

6 listopada niedziela - rano - prawie dziewiąta.
Cóż, jak miło. Niedziela, a ja siedzę w szkolnej ławce. Miałam wam opisać co działo się wczoraj, ale poprostu zapomniałam. W tym intermacie wszystko mnie rozprasza. Począwszy od hałasu do osób, które wchodzą mi do pokoju, a potem wyciągają na spacer czy coś innego. Fajnie tak jest, ale myślę, że na dłuższą metę ‘to bym nie mogła. Lekcje się jeszcze nie zaczeły to też mogę pisać. Matko niezbyt lubię towarzystwo, z którym chodzę na te projekty. Są tacy, którychtam lubię więcej, a są tacy, których mniej. Wczoraj uczyliśmy się terapji przeciwzastoinowej i terapji manualnej. Oile wiem to wszystko wlicza się właśnie w limfologię. Ta terapia przeciwzastoinowa hm, omawialiśmy tu układ chłonny no i będziemy uczyć się tu masażu drenażu limfatycznego. Bardzo wydaje mi się on być trudny. Aby to zrozumieć teraz już wiem, że muszę nauczyć się układu krążenia. Muszę, bo inaczej tego nie zrozumiem. Zrobiliśmy już drenaż głęboki brzucha. Jeszcze nie byłam modelem, ale chyba nie chcę być, bo nie umiem oddychać samym brzuchem. Ciekawe co dziś będzie. Chyba kontynuacja wczorajszego. Ciekawa jeszcze jestem czym różni się drenaż limfatyczny metodą niemiecką od drenażu metodą polską. Ah i jeszcze mieliśmy przygotowanie do dyplomu. To bardziej dla czwartej klasy, ale jak bóg mi światkiem nie jest łatwo zdać dyplom. Jedna mała pomyłka - chociażby zła pozycja wyjściowa, a ja już leżę. Już mam go niezdanego. Oczywiście co robiłam po tych zajęciach? Padłam padłam normalnie na łóżko, bo już nic mi się nie chciało. Mieliśmy je do 16. 30, dzisiaj będziemy mieć do 15 30, ale dokładnie nie wiem. Frzed kolacją jak mówię, szwendałam się w pokoju koleżanek i słuchałyśmy radia, po kolacji poszłam z nimi do ałtomatu z kawą i wypiłyśmy kawe i gorącą czekoladę. Później poszłam do innej koleżanki i też żeśmy rozmawiały, a te poprzednie poszły do leklerka i kupiły mi zupkę chińską i zjadłam ją z jeszcze inną koleżanką. Ileż te zupy chemji mają w sobie? Masakra to jest jakieś chore. Ale niema co. Syte są. Kończę, już lekcja.

Poniedziałek. Witam. Wrzucam na blog wypociny. Przepraszam za złą stylistykę, ale nie mogłam się tam skupić.

rozdział 25

Rozdział 25
pewnego dnia do lipowej alei wleciały 3, duże sowy. Tula wpuściła je do domu. Wszystkie 3 upuściły na stół 3 koperty i odleciały.
Całe towarzystwo siedziało teraz w kuchni i jadło śniadanie.
- co tam masz?
Zapytała tulę halkatla.
- listy. Zaraz wam podam.
Przed rudolfusem, regulusem i torfinem spoczęły koperty. Każdy z nich otworzył je niecierpliwie.
‘drogi panie lestrange. Nimniejszym chcemy poinformować iż odzyskał pan swoją różdżkę. Dumbledore ją naprawił. Mam nadzieję, że już nigdy nie zostanie ona użyta do złych celów. Życzę szczęścia. Z poważaniem minister k. Knot’.
Regulus i torfin dostali listy o podobnej treści. Wszyscy trzej trochę odczuli brak różdżek toteż bardzo się ucieszyli gdy zostały im one spowrotem zwrucone.
Xxxx…
- panie, zaczekaj tu na mnie. Przygotuję coś do picia.
Bellatriks szybko opuściła jadalnię, w której znajdowała się teraz z lordem. Poszła prętko do kuchni. Zaparzyła herbatę i wlała tam afrodyzjak, który miał złączyć ją i voldemorta na wieki. Od odejścia halkatli minęło już pół roku, a ona nie mogła czekać.
Voldemort wypił napój słuchając raportu z ostatniego, dobrze wykonanego zadania.
Wkrótce poczuł, że ogarnia go nieziemskie zmęczenie. Był na siebie zły zato, bo przecież nigdy nie był w takim stanie. Walczył z sobą jeszcze trochę. Wkońcu już nie miał siły.
- bellatriks, źle się czuję. Mógłbym gdzieś się przespać?
- ależ oczywiście panie mój. W moim domu zawsze znajdzie się dla ciebie miejsce.
Voldemort ruszył za kobietą, która zadbała, aby spał w pokoju obok jej własnego. Rano musiała przecież do niego przyjść jako pierwsza.
- chyba zasnę pod jego drzwiami.
Pomyślała z rospaczą.
Zrobiła tak. Niestety voldemort wstał od niej wcześniej i gdy otworzył drzwi potknął się o leżące pod nimi ciało. Upadł na podłogę jak długi.
- bella, co ty tu robisz?
Wyszeptał wstając z podłogi.
- spałam, mój kochany panie.
Spojrzała mu w oczy i ze ździwieniem stwierdziła, że nie ma w nich zwykłego chłodu. Zwykłe spojrzenie zastąpione było ciepłym i przyjaznym. Wstała i przytuliła się do niego. Natychmiast odwzajemnił uścisk.
Xxxx..
Byli na kolejnym z tysiąca swoich spacerów. Rudolf zauwarzył, że dziewczyna częściej się uśmiecha. Często razem śpiewali. Ingrit spodobała się pewna piosenka, którą zaśpiewał jej właśnie na tym spacerze.
‘ona ma szeroki uśmiech i jest słotka tak jak miód. Mówią ludzie, że się zdarza raz na życie taki cót. Jest naprawdę bardzo piękna, będę o niej nocą śnić. Żadko kto się taki zdarza. Taki ktoś jak ty.
Nie chcę djamentów, gdy jesteś blisko mnie. Jestem bogaczem, bo mogę kochać cię. Bądź mi nadzieją i dodaj dobrych chwil, aby w nas ciepły blask zawsze był. Jesteś mym najwiękrzym szczęściem, jesteś światłem w ciemną noc. To naprawdę przeznaczenie, że nas sobie wybrał los. Skarby świata nie przesłonią tego co się dzieje w nas. Czekaj na szczęśliwe życie, jeszcze przyjdzie nato czas.’
chwycił jej prawą dłoń w swoją i założył piękny pierścionek.
- czy wyjdziesz za mnie? Kocham cię bardzo mocno.
Dziewczynie z wrażenia łzy zakręciły się w oczach. Rzuciła mu się na szyję i wyszeptała gorące.
- tak, ja ciebie też kocham.
Nigdy nie słyszałam takich miłych i śpiewnych oświadczyn.
Ich wargi złączyły się w długim, namiętnym i czułym pocałunku.
- tom mnie tak nie całował.
Zauwarzyła nieśmiało.
- bellatriks nigdy nie dowie się co straciła.
- nie mów mi o niej kochana. Ta kobieta jest dla mnie przeszłością. Tutaj już nie ma dla niej miejsca.
tu wskazał na swoje serce.
- zawsze miałem duszę takiego romantyka, teraz dopiero mogę to pokazać.
Uśmiechnął się do niej. Ingrit cieszyła się, że może nalerzeć do mężczyzny, który otacza ją ciepłem i opieką. Jest przy niej w trudnych chwilach. Jest nawet wtedy, gdy nawiedzają ją koszmary senne.
Xxxx…
- no to mamy 3 weselicha do wyprawienia i 3 śluby. Bosko.
Zakomunikował ulvhedin.
- świetnie.
Zakrzyknęła tula.
- ale jak to trzy?
Zapytała halkatla. Spojrzała na rudolfusa i zaraz wszystko zrozumiała.
- rudolf, i ty mi nic nie powiedziałeś?
Zagadnęła z udawanym wyrzutem.
- eee, no, jakoś nie było nato czasu.
- wiecie, jak już mówimy o ślubach i weselach to pomyślałem, aby wyprawić wszystkie 3 razem. Co wy na to?
Zapytał torfin.
- skąd takie przemyślenie?
- poprostu, aby było mniej przygotowań. Regulus, rudolf i ja mamy dość spore gotówki w bankach i wszystkimi kosztami się zajmiemy. Nie wiem jednak w jakim stopniu jesteście religijni.
Przepraszam, że dotykam tego tematu, ale to chyba ważne.
- eee, nam obojętne. Osobiście nigdy nie lubiłam kościołów. Gdy musiałam do nich wchodzić to niedobrze mi się robiło.
Wyznała im tula.
- a ty halkatlo?
- ja mam tak samo jak tula. Normalnie nic dodać, nic ująć. Identyko.
- ingrit? A ty?
- jestem katoliczką.
Wyszeptała.
- chciałabyś mieć ślób kościelny?
W oczach dziewczyny znów zagościły łzy.
- nie płacz, to nic złego przecież, że jesteś katoliczką. Ustalimy ceremonie i będziesz mieć ślób kościelny z katolickimi tradycjami.
- tom nigdy nie poruszał takich kwestji jak się pobieraliśmy.
Zauwarzyła nieśmiało.
- no i dobrze. Prawnie nie brałaś ślubu katolickiego, więc teraz możesz i prawdziwym twoim mężem będę ja.
- skąd ty wiesz jakie są tam prawa?
Zapytała elisa.
- pytałem się kiedyś polskiego księdza.
- polskiego?
- noo, kiedyś tam byłem i jakoś tak wyszło.
- to zrobimy tak: zaślubiny regulusa tuli, torfina i halkatli urządzimy razem. Natomiast na ceremonię katolicką przyjdziemy potem wszyscy.
- ale to nazywa się msza.
Wtrąciła ingrit.
- i co tam się robi?
Zapytała halkatla.
- modli się, a kazania mówi ksiądz.
- a gdzie pastor?
- w tej wierze nie ma pastora i księdza obowiązuje do końca służby bogu celibat.
- hehe, jak myślicie, wytrzymuje on w tym celibacie? Ja bym nie wytrzymał.
Uśmiechną się torfin i połaskotał halkatlę.
- hahahahhhah, ty to tylko o jednym myślisz.
Zaśmiała się.
- torfin, ty moja pokrewna duszo. Ja też tak myślę. Bez elisy było by mi nudno.
Wtrącił ulvhedin również się uśmiechając.
Xxxx…
Przygotowania do wesel poczyniono dokładnie i starannie. Nikomu się nie spieszrło. Chcieli, aby wyglądało wszystko bardzo ładnie.
- ingrit, wyślesz zaproszenia swoim rodzicom?
Zapytał ją pewnego dnia rudolfus.
Austen na to pytanie tak się rozszlochała, że przez dłuższy czas nie mógł wydobyć z niej słowa.
- kochanie ciiichutko. Co się stało? Przepraszam, ale musiałem zapytać.
Podał jej eliksir na uspokojenie. Gdy już doszła do siebie spojrzała na niego oczyma mokrymi od łez.
- voldemort ich zabił w trzecim roku naszego małżeństwa. Nie chciałam z nim współżyć, bo byłam w okresie menstruacji i strasznie mnie bolało. On był cholernie zły, bo śmierciożercom jakaś akcja nie wyszła. Zawsze swoją złość rozładowywał na mnie. Zamknęłam się tego dnia w łazience i nie chciałam wyjść. Naprawdę mnie bolało, źle się czułam i najchętniej położyłabym się spać. Wywarzył drzwiczki jakimś silnym zaklęciem i zobaczył, że stoję z wyciągniętą różdżką. Owszem, miałam wyciągniętą, aby w razie gdy zajdzie taka konieczność się bronić. Wyciągnął mnie stamtond i zawlukł do sypialni. Tak, on mnie tam przywlukł siłą. Nagle stał się łagodny. Wydawało mi się to trochę podejrzane, ale byłam wdzięczna za odrobinę zrozumienia. Gdybym wiedziała co czeka mnie zachwilę nigdy bym tam nie usiadła i nie zaczekała.
Czekałam jednak cierpliwie. Powiedział, że ma dla mnie jakąś niespodziankę. Chciał mi pokazać najbardziej jak to twierdził pouczającą lekcję życia. Mówił, że to będzie taka jedyna i niepowtarzalna. Paskudnie się uśmiechał, a ja nie mogłam odgadnąć co mu chodzi po głowie. Ucałował mnie i wyszedł. Odwrócił się jednak w progu i rzucił na mnie petryficus totalus. Upadłam ciężko na podłogę bez możliwości poprawienia się. Pamiętam, że udeżyłam mocno głową o poręcz łórzka. Byłam uwięziona we własnym ciele. Po piętnastu minutach przyszedł. Nie był sam. Z przerażeniem stwierdziłam, że osoby, z którymi się pojawił byli moi rodzice. Powiedział, że oni nie umieją się bronić, bo są dobrzy. Powiedział też, że znirzyli się do mugolskiego poziomu. Tatę unieruchomił zaklęciem tym samym co mnie. Położył go tak, że mogłam patrzeć mu w oczy. Oboje płakaliśmy bez głośnie. Mój wzrok starał się przepraszać za męża, którego posiadam. Voldemort tym czasem rozebrał moją mamę i postawił na łórzku. Dobrowolnie nie chciała stać, więc zmusił ją wtedy jakimś zaklęciem. Potem wziął taki mugolski przyżąd i zaczął razić ją prądem. Mówił, że moi rodzice są tak prymitywni, że nawed przed tym się nie obronią. Mama wkońcu nabrała sił i zaczęła uciekać przed nim prosząc go, aby ją zostawił. On wyczarowywał jakieś niewidzialne barjery, o które się potykała. W jednej utkwiła jej noga i upadła mocno udeżając głową o parapet. Upadła i już nie wstała. Z tatą to były pospolite cruciatusy i silne tormenta. Zmarł wkońcu z bólu i wycieńczenia. Gdy riddle transmutował dwa ciała w kości i zamienił je w pył powiedział do mnie.
- i tak oddali rodzice życie za nieposłuszeństwość swojej córki.
Żałował, że nie torturował ich dłużej.
- świetna lekcja. Prawda, kochanie?
Zapytał mnie rutynowo. Wiedział, że nie mogę odpowiedzieć. Rozebrał mnie tam gdzie lerzałam i zgwałcił.
Tu dziewczyna umilkła. Potem dodała jeszcze.
- nawet nie mają grobu. Nie pozwolił mi urządzić żadnego pogrzebu.
Rudolfusowi ramiona trzęsły się od płaczu. Zaaplikował dziewczynie eliksir bez sennego snu, zaniósł ją do łórzka i wrócił do kuchni.
- zabiję cię skurwielu! Ukręcę łep własnymi rękami.
Jak mogłeś ty bezmózgowy draniu, sadysto jebany!nie zwarzał na słowa. Ze swoimi rodzicami nie był tak związany, ale widział, że ingrit ze swoimi wręcz przeciwnie. Kochała ich bardzo. Voldemort pomału i skrupulatnie zabierał dziewczynie jej pewność siebie.
Krzyki rudolfusa sprawiły, że całe towarzystwo zawędrowało do kuchni z pytającymi spojrzeniami.
- co się stało?
- ten skurwiel, pomiot i łachmyta zabił ingrit rodziców.
Z oburzenia nie mógł mówić. Zmusił się jednak.
- opowiedziała mi wszystko ze szczegułami. Urzyjcie legilimencji. Nie chcę przezto poraz drugi przechodzić.
- ale to brutalna metoda podglądania myśli.
Oburzył się regulus.
- to co, ale ja wam pozwalam.
Torfin podał różdżkę halkatli i gdy trzymali ją oboje rzucił zaklęcie. Dziewczyna znów poczuła mrowienie w ręku. Teraz razem z rowleey’em mogła widzieć wspomnienie. Regulus i tula w ten sam sposób je przejrzeli.
Wszyscy stali teraz sposępniali.
- on zostawił jej tyle złych wspomnień i ran. Jak mamy jej pomóc?
Wyszeptała halkatla.
- nie wiem. Niech ten dumbledore coś wymyśli, aby go zabić, bo dłużej nie zniose myśli, że ten drań żyje. Gdyby nie ten człowiek to tkwił bym teraz w askabanie. Chętnie przyłączył bym się do tego całego zakonu feniksa.
- ja też.
Dodał torfin.
- a wiecie, muszę wam powiedzieć coś o voldemorcie.
Zagadnął regulus zmieniając trochę temat.
- zaraz wrucę.
Przyszedł po pięciu minutach z wielkim tomiszczem w rękach.
- skąd to masz?
Zapytał ostrożnie torfin.
- mamuśka miała w bibliiotece. Zwędziłem jej.
Posłuchajcie krutkiej notki o horkruksie.
(Rowling już wam wyjaśniła co to są horkruksy, więc ja nie będę).
- i co, myślisz, że on podzielił duszę na 3 części?
Zapytała halkatla ze zgrozą.
- jestem tego więcej niż pewien. Pamiętacie historie stworka? Wiecie poco voldemort wtedy go zabrał? Chciał ukryć medalion, przedmiot, w którym ukrył cząstkę swojej duszy. Dzięki temu, że to zrobił jest nieśmiertelny.
- aaa, to takie buty. Teraz już wiem dlaczego wywyższał się, że pokonał śmierć. Myślałem, że to tylko takie czcze gadanie.
Powiedział torfin.
- jak się do niego przyłączałem to chyba miałem serce z kamienia.
Rzekł kwaśno rudolf.
- ee, nie wydaje mi się. Czy to nie było czasem tak, że byłeś pod wpływem bellatriks? Ona chciała się przyłączyć, a, że ty ją kochałeś to poszedłeś w jej ślady.
Podsunęła tula.
- może i tak, ale nic nie usprawiedliwia mojego postępowania.
- no, ale co dalej z tymi horkruksami?
Zniecierpliwił się rowleey.
- pomyślałem, żeby je odszukać i zniszczyć.
Kontynuował black.
- sami nie damy rady. Uważam, że mądrze by było powiedzieć o tym dumbledore’owi. Lepiej, aby on jeden wiedział, gdyż sprawa wymaga wielkiej wagi.
Wszyscy zgodzili się na tą ewentualność.
- to kto pójdzie do dumbledore’a?
Zapytała tula.
- ja, rudolf i torfin. Innym razem was zabierzemy, bo nie wiem czy albus by wam tak odrazu zaufał, a to jest sprawa pilna.
- wporządku.
- i jeszcze jedno, czuwajcie nad ingrit.
Poprosił rudolf.
Xxxx…
- profesor mc gonagal?
Zapytał regulus.
- tak, co was sprowadza do hogwartu?
W proroku o was pisali. Wszyscy chcą zaofiarować wam swoją ochronę i bespieczeństwo.
- dziękujemy bardzo. Miło, że teraz ludzie patrzą na nas inaczej.
- chodźcie za mną. Profesor jest w swoim gabinecie.
Schody zaniosły ich do dużego gabinetu dumbledor’a.
- minerwo, mogłabyś zostawić nas samych?
Zapytał profesor.
- oczywiście.
Kobieta wyszła.
- nie mamy czasu do stracenia.
Podjął szybko regulus.
Opowiedzieli teraz o swoich przypuszczeniach co do voldemorta.
- wiecie, też nad tym myślałem. Jeśli wiecie gdzie jest ten jeden horkruks to trzeba go jak najszybciej zniszczyć.
- zgadza się, ale jakgo zniszczyć nie narażając się na utratę życia? Stego co zrozumiałem z opowieści stworka jest on bardzo strzeżony. Inferiusy trzymają nad nim piecze.
- pozwólcie, że osobiście to zbadam.
Dumbledore wziął od nich wskazówki jakie były mu potrzebne.
- będziemy kontaktować się przez kominek. Tak będzie bespieczniej. Teraz listy są czasami przechwytywane.
Wszyscy się z nim zgodzili i porzegnali.
Przygotowania do wesel ich goniły.
Xxxx…
Wszystkie 3 ceremonie się udały. Halkatla bardzo ekscytowała się ślubem i samą ceremonią. Tula chodziła szczęśliwa. Cieszyła się, że ma przy sobie tak inteligentnego mężczyznę. Ingrit po zaślubinach katolickich wkońcu poczuła się prawdziwą żoną. Wiedziała, że przysięga małżeńska złączyła ich nazawsze.

nowości po chorobie

24 Październik poniedziałek.
Witajcie. Nie pisałam, bo jakoś nie było czasu. Dzieje się i działo, ale co ja mogłam pisać? No to może zacznę odpoczątku. Byłam chora przez ubiegły tydzień. Teraz, no bo jak to inaczej muszę wszystko nadrabiać. Dziś miałam klasówkę z polskiego. Napisałam nie wiem na ile, ale chyba źle nie było. Wypracowanie długie, siedmio stronicowe także jestem spokojna. Hm co tam jeszcze? Mam w środę praktyki w Zgierzu to moje już trzecie. Na drugich miałam omawianie skierowań wiecie, awers i rewers. Miałam tam dwie pacjentki. Ciekawe co będzie teraz. Eh, czuję, że atmosfera w mojej klasie masażu się pogarsza. Znaczy ich jest dobra, ale moja z nimi już nie. Ale ale, przecież jestem już w klasie połączonej. Matko jak ja dawno nie pisałam, ale już odkrywam to co najnowsze. A więc, nowa pani od polskiego prowadzi lekcje inaczej i więcej każe robić niż tamta Aleksandra. Pani ta nowa każe pisać wypracowania, kródsze prace klasowe robi. Ale zato uboższe notatki. Nadal obawiam się matematyczki i anglistki. Bo puki co umiem, ale jak dojdzie co do czego to nie będę chyba umieć. Moja nauka niemieckiego wreszcie rozpoczęła się na dobre. Robię już teksty maturalne i poprostu podoba mi się to co robię, acz uważam, że jest to trudne. Zwłaszcza, że nie mam talentów do języków obcych. Apropo masażu to robię już w praktyce masaż shantala. ee to ten, którym podniecałam się chyba w pierwszej klasie w sęsie byłam podekscytowana. Jutro mam zaliczenie z teorji z rwy kulszowej z masażu, a w czwartek z kręczu szyjnego. Koszmar, rwę wymodze, a kręcz? Nie, niestety. NIe wiem chyba będę poprawiać. W środę szykuje się klasówka z fizyki w piątek chyba nic, ale któż to może wiedzieć. Ah no i co się szykuje? Ciągle jakieś niespodzianeczki miłe czy niemiłe się szykują. A tu taka charówka. Otóż nasza szkoła znalazła się w projekcie z uni europejskiej. Biuraliści mają swój, a my mamy masażyści swój. Tam mówili mi czego będę się uczyć, ale ja nie pamiętam jak zwykle. Ale tyle co wiem to to, że będziemy uczyć się w zarysie terapii manualnej. To będą takie szkolenia po osiem godzin w soboty i niedziele. A więc z piątku na poniedziałek będę te 3 nocki spała w internacie w naszej szkole. Fajnie, bo nigdy tam nie spałam. Dobrze, że kierowniczka zgodziła się na taki wariant, bo nie miał by kto mnie do domu zawieść. Rodzice nie zawsze mogą. A więc kwitki podpisać, formalności załatwić i mogę nocować. Ruszamy z projektem od piątego listopada. Tegoż dnia miałam pojechać na wycieczkę do muzeum nauki w Warszawie, ale z racji, że będą te szkolenia to nie pojadę. Eh, chyba ta wycieczka nigdy nie będzie mi pisana.
Boję się jutrzejszego dnia z racji rwy. No nic, trzymajcie kciuki. Kończę na dzisiaj.

25 październik wtorek.
Hej. Jestem strasznie przybita zarówno dniem dzisiejszym jak i wczorajszym. Tak bardzo chciałabym wam wszystko opisać, ale boje się, że blog trafi w niepowołane ręce chociaż trudno. Zacznę od tego, że przez te dwa dni spotkało mnie nademiar dużo przykrości od ludzi co ubodło mnie i obniżyło moje wartości jak i podupadłam emocjonalnie i na duchu. no dobrze, a więc zacznę od dnia wczorajszego. Nie mam zabardzo czasu na opisywanie tego dzisiaj, ale zrobię wyjątek i poświęce ten czas, a uczyć będę się wnocy. Wkońcu człowiek powinien mieć taki procesor w głowie, który pozwalać mu będzie pracować przez 18 godzin na 24. To normalne szkołach, że z niczym się nie wyrabiam. Wczoraj miałam klasówkę z polskiego, ale otym już wiecie. Muszę nawiązać do czegoś co działo się w tamtym roku, abyście zrozumieli sedno przykrości, którą koleżanka Paulina z mojej klasy masażu mi sprawiła. A więc pamiętacie jak pisałam, że podłoże gotowca na chemii w tamtym roku na sprawdzian? Pisałam wam, że czułam się wtedy podle i nieuczciwie, ale podłożyłam. Pan o tym wiedział i śmiał się z tego, bo to był mój pierwszy gotowiec. A najfajniejsze było to, że mnie nie przyłapał no i inni wtedy też podkładali. Ja poprostu z pomocą Bartka podmieniłam kartki. Te co pisałam na lekcji to do plecaka wsadziłam a z plecaka wyjęłam te fajne. W tym roku nie mam chemii no i jak wiecie wzwiązku z tym, że jej nie mam to wydarzenie się zamyka.
A więc Paulinka szanowna nie nauczyła się na klasówkę wczorajszą z polskiego. Dziewczyna przyzwyczaiła się, że zawsze ze wszszystkiego w szkole jest najlepsza no, może w klasie. W każdym razie nie nauczyła się i aby mi dopiec powiedziała pani, że ja gotowca podłoże na klasówce. Pani żecz jasna obroniła mnie. Powiedziała, że widzi, że ja pisze i szanse podłożenia czegokolwiek są niemożliwe. Ubodło mnie jednak to wyznanie Pauliny. Bo kurcze czy to moja wina, że się nie nauczyła?
Powinna się nie wyżywać na mnie. Wczoraj też przykry incydent stał się z moją nauczycielką od masażu. Jest taka żelazna zasada, że jak się wchodzi na leżankę to buty zawsze kładzie się na podłodze pod zagłówkiem tej leżanki. Pani strasznie tego nie lubi jak ktoś nie zastosuje się do tej zasady i może zato wykroczenie być jedynka albo buty mogą wylądować za oknem. W każdym razie ja jakoś położyłam je pod leżanką, ale niżej niż pod zagłówkiem to ona mi je wykopywała. Kopała mi te buty z sali praktyki do sali teorji. Zpocządku nie wiedziałam co się dzieje. Byłam jak sparaliżowana słysząc ich szorowanie po ziemi. Tak chamsko je kopała. Wybiegłam z tej sali praktycznej zanią do teoretcznej i zapytałam czemu mi tak zrobiła.
Były rozwalone w tej sali. Myślałam, że ich nie znajdę. Powinna mi zwrucić uwagę, anie nimi kopać. Wkońcu jestem osobą niewidomą i mogłam coś przeoczyć. NIgdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Miałam prawie łzy w oczach. Moim zdaniem upokorzyła mnie ta nauczycielka. Bądź co bądź złego nic nie chciałam. Dzisiaj pisałam z tej rwy kulszowej sprawdzian. Ona mówiła, że zadużo na bank napisałam. Kurcze lepiej, że napisało się więcej niżeli mniej. Prawda? Dzisiaj też na tej teorji paulina powiedziała, że sobie przepisałam ucząc się na pamięć z notatki o neuralgi. Szok. Kolejny incydent z dzisiejszego dnia już ostatni co sprawił, że pokłóciłam się z Dawidem z kolegą z mojej klasy na psychologii.
Mieliśmy jakieś tam zadanie i ja miałam być w parze z Dawidem. Pani tak zarządziła. On mówi, że nie, bo on nie widzi. A ja mu nato, że na prawojazdy, aby sobie zrobić to wzrok miałeś. Czaicie? On ma prawojazdy, a wada jego czy tam choroba to stargart. Chyba choroba oczu. W każdym razie przykro mi się zrobiło, że odmówił mi swojej pomocy. Zwłaszcza, że nasz wychowawca powiedział, że musimy sobie pomagać. Ja chcę im nieść swoją pomoc, a oni mi nie, a więc dobrze. Tylko krew mnie jasna zalewa, bo jutro mam jechać z nimi do zgierza i znowu będzie problem, że mnie ma mnie kto prowadzić. Nie nawidzę swojej klasy. Płakać mi się chce i jest mi źle. Pozatym nie umiem na czwartek kręczu szyjnego z teorji masażu na sprawdzian. NO, to teraz napiszę mało może nauczycielka będzie zadowolona.
Brrr. Koszmar. Jutro mam klasówkę z fizyki. Coś tam wiem, ale niezawiele. Wiecie, czuje jednak, że z niemieckiego to pani mnie docenia. Disiaj poszła do biblioteki takiej, do której wstęp mają tylko nauczyciele i wyporzyczyła na płycie kryminał czytany po niemiecku przez jakiegoś faceta. Mam zadanie przeczytać tą lekturę do środy po wszystkich świętych. ma to 27 rozdziałów, a ja już znam jeden. Dziś sobie przeczytałam. Może nie zrozumiem za wiele, ale ciesze się, że pani mnie docenia i robi wszystko, abym nauczyła się i osłuchała z językiem. idę się uczyć, bo cóż innego mi pozostało? Nie będę tu przynudzać i wylewać łez, bo nikomu moje łzy nie są potrzebne.

27 październik czwartek.
Witajcie. Jestem teraz w szkole na zastępstwie naszej klasy biurowej. Oni mają jakąś lekcje prawa i ja siedzę i słucham, a w zasadzie wiszę dla was. Zaraz będziemy szli do kina na film pod tytułem (bitwa Warszawska). Jest to film historyczny. Ciekawe czy będzie interesujący. Wczoraj miałam dość intensywny dzień. Byłam w Zgierzu na tych praktykach. Strasznie były nudne. Ciągle było tylko podłączanie do prądów, krioterapii i jakieś tam inne bzdety. Dokumentacje medyczną też poznawaliśmy, z której nic nie zrozumiałam. Eh, ciężkie to moje życie. Wczoraj już na amen pokłóciłam się z Dawidem. Wiecie co on mi powiedział? No czy wy to wiecie? Powiedział, że on nie nawidzi jak ktoś robi z niego osobę niepełnosprawną. Rany boskie. Ja mu odpowiedziałam, że powinien spojrzeć prawdzie w oczy na fakt iż zalicza się do takich osób. Szkoda słów. a dziś przełożyliśmy masaż na czwartek. Jutro mam znów jakieś wypracowanie godzinne z polskiego. U tej nowej pani na lekcjach więcej się dzieje niż u tamtej, ale lubię jedną i drugą. Tylko, że tamtej mi się lepiej słucha i lepsze notatki robi, a u tej nowej wolę pisać sprawdziany. Kurcze jakieś głupoty w tym biurze mają. Zanudziłabym się tutaj. Kończę, bo ide na obiad, a potem wychodzimy.
xxxx…
Jestem już w domu. Jest godzina osiemnasta. Tamta część dzisiejszego wpisu była dość nieskładna, ale to dlatego, że nie mogłam się skupić na tym co piszę. Teraz już się skupiam i notuję na komputerze, bo ten braillesense jednak trochę jest upierdliwy i dużo błędów literowych robi. Osobiście mogłabym pisać na komórce, ale wiecie jakie surowe zasady apropo telefonów komórkowych panują w szkole. Film, na którym dzisiaj byłam nie był jakąś rewelacjom. Przynajmniej takie jest moje zdanie. Dużo tam walczyli polacy z bolszewikami i było dość krwawo. Pod względem historycznym film był nawet nawet chodź mógł wyglądać lepiej. Nie mam już co pisać. MOże jutro coś ciekawego się wydaży chodź wątpie, bo co ciekawego może się dziać na dwóch masażach i dwóch anatomiach? Brr, ciężko i nieciekawie. Idę się uczyć, bo dziś już polonistka nieomieszkała mi przypomnieć, że mam klasówkę kolejną z polskiego jutro.

Piątek.
Dziś nic ciekawego się nie wydarzyło. Pozatym, że załatwiłam sobie już nocleg w internacie na przyszły weekend z racji tego projektu. Będziemy na tym projekcie mieć przedmiot taki jak limfologie. Łoł, pomyślałam gdy otym usłyszałam. Musi być to naprawdę rozszeżona wiedza skoro na ten temat można poruszać tyle zagadnień. Pani od polskiego porzyczyła mi sztukę teatralną “zbrodnia i kara”. Zakochałam się w tej książce. W dwa dni ją przeczytałam. Nie w samej książce się zakochałam lecz w jej jednym z bohaterów Razumichinie. Ten główny bohater Razkolnikow trochę mnie irytował swoim zachowaniem i nastawieniem do życia.
Ale tu nie o tym. Kończę idę oglądać tą sztukę.

Następna strona »